Skocz do zawartości

Babskiswiat.net używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Mahjong
Opis: Nieśmiertelna gra. Mahjong html5 online.

2048
Opis: Hit 2014. Prosta, logiczna i niezwykle wciągająca gra 2048.


Saper
Opis: Saper - kto nie zna tej gry...

Nasze podejście do wiary i kościoła


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
782 odpowiedzi w tym temacie

#541 viola

viola
  • Użytkownik
  • 8 330 postów

Napisano 19 marca 2011 - 19:52

Zupełnie innym człowiekiem jest ksiądz, który chrzcił Wikę, ale mam wrażenie, że tacy kapłani to naprawdę rzadkość

Do kapłaństwa,jak i innego zawodu trzeba czuć powołanie.Dobrze,że jednak zdarzaja się tacy księża z powołania.Na których zawsze można polegać i służą radą i pomocą.

#542 monia66

monia66

    szczęśliwa mamusia

  • Użytkownik
  • 3 169 postów

Napisano 20 marca 2011 - 08:14

Do kapłaństwa,jak i innego zawodu trzeba czuć powołanie.Dobrze,że jednak zdarzaja się tacy księża z powołania.


dokładnie nie każdy kapłan jest taki sam. Mój brat chciał zostać ministrantem i służyć do Mszy Sw. Czekał na wiadomość od księdza.
Długo ksiądz go zwodził. W końcu moja mama nie wytrzymała
i poszła do księdza któregoś dnia po Mszy i zapytała co z tą posługą jako
ministrant ,a ksiądz na to że boi się przyjąć mojego brata na ministranta
bo dowiedział się ,żę chrował kiedyś na epilepsje :-/ ścieło mnie jak to usłyszałam.
Też zawiodłam się na tym kapłanie. Jak można tak dyskwalifikować człowieka,
tylko dlatego,że kiedyś chorował. Podkreślam kiedyś, bo teraz jest już zdrowy.

Nie mogłam zrozumieć tak samo, zachowania tego księdza :shock:

201407101662.png


#543 Sajuri

Sajuri
  • Użytkownik
  • 11 336 postów

Napisano 20 marca 2011 - 10:13

Nie wiem...moja wiara sie zmieniła. ...I szczerze nie jest mi z tym dobrze. Kiedyś chodziłam do kościoła w każda niedziele . I chodziłam bo chciałam ,a nie bo wypada, trzeba.Wiara, modlitwa pomagała mi w życiu. Ale tak od 2009 roku zaczeło sie coś zmieniać. To było równo z momentem kiedy zaczeły sie problemy ze zdrowiem - nie raz czułam sie źle w kosciele, musiałam wyjść. Wiec...przestałam chodzić.Ciagle mówie sobie że czas znowu zaczac ( czuje sie juz dobrze) ale.... ciagle szukam pretekstu by nie iść. Zastawiałam sie co jest tego powodem i mysle że nadal czuje lęk ktory kiedys czułam - aby nic sie nie stało. Poza tym...sama moja wiara osłabła. Kiedys mocno wierzyłam...teraz podchodze do tego troche naukowo .
Np. kolezanka mówi że " to dzieki modlitwie wydarzyło sie cos poztywnego w jej życiu " A ja mysle że to dzieki temu ze wierzyła iż sie uda. Czyli tzw. pozywne myslenie.
Dziwnie tez sie czuje czasm gdy slysze od znajomej " zacznij sie modlic to dziecko bedzie "
Bo sa pary co nie sa wierzace , nie modla sie a dzieci maja. Coraz mniej tez wierze że po smierci jest niebo ( lub piekło ). Raczej zaczynam mysleć że ...nie ma nic.
I z takim mysleniem nie czuje sie do konca dobrze. Czuje sie rozdarta bo inaczej byłam wychowana.
Prosilam o wszystko, zeby cieszyc sie zyciem.
Dostalam zycie, zeby cieszyc sie wszystkim

#544 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 20 marca 2011 - 11:51

tigra a ksiadz pytał o wike na kolezie o jej chrzest, powiedziałyscie , ze miala chrzest ??? a to P. chciał ja ochrzcić ???
my nie przyjmujemy ksiedza , bo moja mama jest niewierzaca i tez miala dost tych dziwnych pytan.

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#545 tigraa84

tigraa84
  • Użytkownik
  • 5 129 postów

Napisano 20 marca 2011 - 13:17

a ksiadz pytał o wike na kolezie o jej chrzest

O nic nie pytał i tak, to P. od początku mówił o chrzcie- zresztą on chyba nawet nie brał pod uwagę innej opcji a ja po przemyśleniu wszystkiego doszłam do wniosku, że nie ma w tym nic złego a Wika kiedy dorośnie to i tak sama wybierze jak będzie żyła ;-)

A ostatnio, gdy zeszło na temat ślubu to mój połówek bardzo się zdziwił kiedy oświadczyłam mu, że ślub kościelny nie wchodzi w grę. Zresztą nie po raz pierwszy go o tym informowałam, ale mam wrażenie, że nie wziął sobie tego do serca a ja nie mam zamiaru składać przysięgi w kościele, bo czułabym się jak hipokrytka <bezradny></span>
Mężczyzna bez kobiety jest jak pies bez pcheł- niby da się żyć, ale nudno
Kobieta bez mężczyzny jest jak pchła bez psa- żyć ciężko i gryźć nie ma kogo

#546 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 20 marca 2011 - 13:25

Wika kiedy dorośnie to i tak sama wybierze jak będzie żyła

pewnie, ze tak , ale fajnie ze zdecydowalas sie, ze bedzie chrzest i ze tatus moze jej troche religii wpajac. jak piszesz jak bedzie duza to sama zdecyduje w co chce wierzyc :)
mojej znajomej kolezanka wychowana byla bez jakiejkolwiek religii , bo jak bedzie duza to sama zdecyduje i teraz nie wierzy w nic <bezradny></span>

ja nie mam zamiaru składać przysięgi w kościele, bo czułabym się jak hipokrytka

fajnie ze masz takie podejscie :* , wielu by sie przydalo nad tym glebiej zastanowic , nie isc brac slub w kosciele bo fajna oprawa , i nic ze soba nie niesie :) no zawsze mozna brac slub , gdzie tylko jedno sklada przysiege , ale ludzie nie chca sie ksiedzu tłumaczyc i wola klamac w kosciele , ze wierza i przysiegaja przed Bogiem.

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#547 Tilia

Tilia
  • Użytkownik
  • 9 425 postów

Napisano 20 marca 2011 - 14:07

ja nie mam zamiaru składać przysięgi w kościele, bo czułabym się jak hipokrytka <bezradny></span>

Wiem,że jest coś takiego,że jedno z małżonków nie musi wypowiadać przysięgi gdzie jest ta wzmianka o Bogu jeśli jest niewierzący. Ale to też dużo zależy do księdza....

z książki: Jacek Salij, Szukającym drogi
ŚLUB KOŚCIELNY Z OSOBĄ NIEWIERZĄCĄ

"Znalazłam się w sytuacji bez wyjścia. Wyszłam za mąż za człowieka niewierzącego, a więc nie mogłam wziąć z nim ślubu kościelnego. Ponieważ zaś żyję bez ślubu kościelnego, nie wolno mi przystępować do sakramentów. Niech mi Ksiądz coś poradzi. Tak bardzo chciałabym przystąpić do spowiedzi i do komunii świętej"

Niezależnie od tego, co tutaj powiem, radziłbym Pani porozmawiać ze swoim duszpasterzem. Zresztą nie tylko dlatego, że konkretne rozwiązanie Pani problemu będzie zależało od różnych okoliczności (choćby ta istotna okoliczność, czy żadne z Was dwojga nie jest związane jakimś poprzednim małżeństwem). Chodzi tu przecież o sprawy duchowe, a nie tylko o pokonanie zewnętrznych formalności. Toteż jakaś głębsza rozmowa duchowa wydaje mi się tutaj niezbędna.

Dlatego proszę mi nie mieć za złe, że ustosunkuję się jedynie do problemu ogólnego, jaki zawarty jest w Pani liście. Mianowicie zajmę się pytaniem: Czy możliwy jest ślub kościelny z osobą niewierzącą? Zakładam przy tym oczywiście, że chodzi o przypadek, kiedy ta druga strona jest rzeczywiście osobą wierzącą i wiara jest dla niej sprawą ważną.

Możliwość ślubu kościelnego w takim wypadku budzi zwłaszcza dwie wątpliwości. Po pierwsze, czy ślub w kościele nie gwałci sumienia strony niewierzącej; czy nie stawia jej w sytuacji nieszczerej, przymuszając do udawania wiary. Po wtóre, czy ślub kościelny, udzielany niewierzącemu, nie narusza godności sakramentu: przecież sakramentów z natury rzeczy udziela się wyłącznie ludziom wierzącym. Jednym słowem, udzielenie takiego ślubu tylko pod tym warunkiem będzie możliwe, jeśli obie te wątpliwości da się pozytywnie usunąć.

Stanowisko Kościoła co do małżeństwa katolika z niewierzącym jest następujące: Kościół raczej odradza zawierania takich małżeństw, a czyni to w przeświadczeniu, że strona wierząca narażona jest wówczas na zobojętnienie w wierze, zaś dzieciom w takiej rodzinie może zabraknąć należytej atmosfery religijnej. Jeśli jednak katolik zdecydował się na takie małżeństwo, Kościół pragnie, aby było ono zawarte sakramentalnie. Małżeństwo bowiem jest czymś tak ważnym, że byłoby to wbrew samej naturze wiary, gdyby człowiek wierzący chciał je przeżywać niezależnie od swojej wiary. Jeśli wiara z istoty swojej ma ogarniać całe życie człowieka, to oczywiście małżeństwo — jeden z najważniejszych wyznaczników naszego życia — powinno być przeżywane w wierze.

Jak wobec tego Kościół usuwa obie wyrażone wyżej wątpliwości? Odpowiedź na pierwszą naszą wątpliwość znajduje się w samym rytuale małżeństwa, który przewiduje możliwość ślubu kościelnego z osobą niewierzącą i w takim wypadku każe jej przekonanie traktować z całym szacunkiem. Strona niewierząca nie musi — i nie powinna — podczas liturgii ślubnej wypowiadać ani jednego słowa, które byłoby niezgodne z jej przekonaniami. Do tego stopnia, że nawet w wypowiadanej przez nią przysiędze małżeńskiej można pominąć wezwanie Boga i świętych.

Sakrament jest zawierany ze względu na stronę wierzącą. Strona niewierząca przystępuje więc do ślubu kościelnego dlatego, że dla drugiej strony jest to sprawa bardzo ważna — i to wydaje się motywem zupełnie wystarczającym. Również i Kościół udziela ślubu ze względu na stronę wierzącą, dlatego nie może tu być mowy o jakiejś zniewadze sakramentu, mimo że jedna ze stron jest niewierząca. I to jest odpowiedź na drugą naszą wątpliwość.

W tym miejscu chciałbym wystąpić jak gdyby z obroną interesów strony niewierzącej. Z rozmów duszpasterskich, jakie miewam z parami tego typu, wynika, że strona niewierząca ma niekiedy duże opory psychiczne przeciwko takiemu rozwiązaniu. Przeważnie chodzi o — chyba zrozumiały — brak ochoty do tak czynnego udziału w obrzędzie, który człowieka „ani grzeje, ani ziębi”. Toteż nawet argument, że jest to sprawa ważna dla przyszłego współmałżonka, wydaje się jakby niewystarczający.

Powtarzam, mam duże zrozumienie dla takich oporów. Więcej, sądzę, że są to opory słuszne. Rzeczywiście, przystąpienie do ślubu kościelnego bez żadnego zaangażowania, jako do obrzędu, który „ani grzeje, ani ziębi”, wyłącznie na zasadzie ofiary na rzecz drugiej strony, miałoby chyba w sobie coś nierzetelnego. Sądzę jednakże, że strona niewierząca może — w ramach swoich przekonań — przeżyć ślub kościelny z prawdziwym zaangażowaniem. Jednym słowem, jeśli człowiek niewierzący przystępuje już — ze względu na wierzącego partnera — do ślubu kościelnego, ślub taki może go naprawdę wzbogacić.

Co najmniej w dwóch momentach. Po pierwsze, podczas ślubu kościelnego składa się przysięgę na absolutną dozgonność małżeństwa. To jednak zupełnie co innego niż dozgonność traktować warunkowo i liczyć się z możliwością rozwodu. Jest w tej przysiędze na nierozerwalność małżeństwa akt wiary, że nasza miłość nie jest czymś relatywnym, że jest większa niż zewnętrzne uwarunkowania. Jest również w tej przysiędze zobowiązanie do pracy nad pogłębianiem naszej miłości i do obrony naszego małżeństwa w chwilach zagrożenia. Dla strony niewierzącej ślub kościelny może być okazją do przeżycia i zaakceptowania tych — sądzę, że bezdyskusyjnych, a przecież nie zawsze dostrzeganych — aspektów związku małżeńskiego.

Po wtóre, ślub kościelny dla strony wierzącej jest sakramentem: Chrystus przyjmuje wówczas moją miłość małżeńską i zaprasza, abym poprzez swoje życie małżeńskie uczestniczył w Jego krzyżu i zmartwychwstaniu. Ale dla strony niewierzącej ślub kościelny może być co najmniej celebracją tajemnicy miłości: że miłość jest jakby większa od człowieka, że jakby nie od nas pochodzi, że jest tak, jakbyśmy byli w niej zanurzeni. Wydaje mi się, że strona niewierząca może przeżyć ślub kościelny jako wezwanie do jeszcze większego otwierania się na miłość. W liturgii ślubnej również strona niewierząca może usłyszeć ostrzeżenia, aby miłości nie zdradzać, i otuchę, że nie ma takich przeciwności, których nie dałoby się pokonać.

Jednym słowem, sytuację, kiedy do ślubu kościelnego przystępuje człowiek niewierzący, można — i trzeba — oczyścić z wszelkich elementów nierzetelności lub groteski. I wówczas ślub kościelny angażuje głęboko, choć każdą ze stron na inny sposób, zarówno małżonka wierzącego, jak niewierzącego.

źródło:http://www.opoka.org.pl/biblioteka
"Ani małżeństwo ani dziecko nie są obowiązkowym punktem programu na który trzeba się zdecydować. Obowiązkowa jest tylko miłość"

JkIEp1.png

#548 Majorka^^

Majorka^^
  • Użytkownik
  • 5 119 postów

Napisano 20 marca 2011 - 19:40

tigraa84 nie Ty pierwsza niestety zostałaś tak potraktowana i nie ostatnia :-/ U mnie w parafii też są różne cyrki związane z chrztami, ślubami a ostatnio komuniami...
Kumpela bała się iść do księdza pytać o chrzest, bo plotki były, że robi problemy i co? Poszła, a on walnął jej kazanie, że jak seks przed ślubem pytał też czy mieszkają obecnie razem, czy planują ślub :roll: Z wielką łaską się zgodził ale dał jej mocno do zrozumienia, że musi być ślub i to najlepiej jak najszybciej...
Druga sytuacja- ksiądz sąsiadkę zmieszał z błotem- że jak tak mogą siedzieć bez ślubu, że jej dzieciaka do komunii nie dopuści jak ślubu nie wezmą i na końcu wychodząc z kolędy nie podał jej ręki...
Dal mnie to trochę chore, bo z drugiej strony wystarczy trochę więcej dopłacić i księża nagle problemu nie mają :roll: Powinna się liczyć wiara, a nie to ile sakramentów kto przyjął <bezradny></span>
Co to jest miłość ?
To spacer podczas bardzo drobniutkiego deszczu.
Człowiek idzie, idzie i dopiero po pewnym czasie orientuje się,
że przemókł do głębi serca...

#549 Roxi_2049

Roxi_2049
  • Użytkownik
  • 8 postów

Napisano 20 marca 2011 - 19:46

mój kolega chciał ochrzcić córkę, poszedł do ksiedza powiedział co i jak i zapytał ile a ksiadz: co łaska, ale zobaczymy ile jest dla was warte dziecko... na jego miejscu strzeliłabym mu w gębę i poszła do innego, nie wierzę w księży, kościoł a co do Boga to nie wiem raczej watpię...

#550 Katarzynka89

Katarzynka89
  • Użytkownik
  • 2 672 postów

Napisano 20 marca 2011 - 23:17

Jeszcze nigdy nie spotkałam księdza z prawdziwego zdarzenia, z powołania. A chciałabym poznać takiego. Nie chodzę do kościoła, nie przyjmuję księdza po kolędzie, ale w głębi siebie wierzę w Boga. Bierzmowania nie mam, bo w kancelarii chcieli 50 zł za ksero aktu chrztu, 50 zł to dużo za jeden papierek.
Babcia chciała zamówić mszę za dziadka i pyta się ile kosztuję, oczywiście pierw powiedzieli jej, że co łaska, a po chwili palcem pokazali cennik - 50 zł i to jeszcze chcieli jej tą mszę dać na 6 rano, a kto wtedy przyjdzie, ale co innych terminów nie ma. A wszedł facet i 100 zł im położył i termin na popołudnie tego dnia się znalazł.

co łaska, ale zobaczymy ile jest dla was warte dziecko...

Chyba bym mu oczy wydrapała po takim tekście, a na pewno już nigdy bym się tam nie pokazała.

Z tego co wiem, to u mnie Łodzi jest jeden kościół w Łagiewnikach, gdzie nie ma problemu z dogadaniem się jeżeli chodzi o chrzty, komunie, śluby i nie patrzą na to czy rodzice dziecka są małżeństwem czy nie.

Jak na razie mam zdanie, że księża sami nas od tej religii, tej wiary odstraszają i odpychają swoim zachowaniem.

the sun is always rising in the sky somewhere...



Dołączona grafika

#551 Sajuri

Sajuri
  • Użytkownik
  • 11 336 postów

Napisano 21 marca 2011 - 07:33

Kumpela bała się iść do księdza pytać o chrzest, bo plotki były, że robi problemy i co? Poszła, a on walnął jej kazanie, że jak seks przed ślubem pytał też czy mieszkają obecnie razem, czy planują ślub Z wielką łaską się zgodził ale dał jej mocno do zrozumienia, że musi być ślub i to najlepiej jak najszybciej...
Druga sytuacja- ksiądz sąsiadkę zmieszał z błotem- że jak tak mogą siedzieć bez ślubu, że jej dzieciaka do komunii nie dopuści jak ślubu nie wezmą i na końcu wychodząc z kolędy nie podał jej ręki...


co łaska, ale zobaczymy ile jest dla was warte dziecko...

no i dlatego też zaczynam miec ogromny uraz do ksieży...
wszystko takie przekłamane sie wydaje.

Jeszcze nigdy nie spotkałam księdza z prawdziwego zdarzenia, z powołania

ja raz. Jeden jedyne. I tyle.
Prosilam o wszystko, zeby cieszyc sie zyciem.
Dostalam zycie, zeby cieszyc sie wszystkim

#552 xara

xara
  • Użytkownik
  • 905 postów

Napisano 24 marca 2011 - 12:38

Brat mojej znajomej,nie mógl zostac chrzestnym,poniewaz mieszkal z kobieta bez slubu koscielnego.Inny ksiadz,nie robil problemów,wiec mysle,ze to zalezy od czlowieka
Zyc szczesliwie ,kochac mocno i...umierac mlodo
Dołączona grafika

#553 viola

viola
  • Użytkownik
  • 8 330 postów

Napisano 19 kwietnia 2011 - 08:21

Ja postanowiłam zdecydować sie na tzw.przewodnika duchowego.Rozmawiałam już z bardzo fajnym Księdzem z naszej parafii.Jest tak ciepłym i pogodnym człowiekiem.Umówiłam sie z nim na dłuższą rozmowę po Świetach.Będę chciała,tylko u niego się spowiadać za każdym razem.I to on będzie mnie wspierał duchowo i pomagał mi rozwiązywać różne problemy i watpliwości (jeśli takie będą )związane z moją wiarą i moim życiem duchowym.

#554 monia66

monia66

    szczęśliwa mamusia

  • Użytkownik
  • 3 169 postów

Napisano 19 kwietnia 2011 - 08:49

viola bardzo dobry pomysł. Taki przewodnik duchowy to naprawdę świetna sprawa.
ja też kiedyś z koleżanką myślałam o takim przewodniku duchowym. Jak na razie nic z tego
nie wyszło, ale fajnie mieć takiego przewodnika duchowego.

201407101662.png


#555 elizabeth

elizabeth

    lady

  • Użytkownik
  • 7 114 postów

Napisano 19 kwietnia 2011 - 10:08

viola, nigdy o niczym takim nie słyszałam <bezradny></span> Ale myślę, że to bardzo dobry pomysł <ookk></span>

<serducho>
Nie mówmy o zmartwieniach,to nie jest dobry temat

są z nami zawsze, chcesz czy nie.

Pomówmy o nas samych, uczyńmy wielkie plany

być może kiedyś spełnią się?

Gdy już zdobędę mnóstwo pieniędzy

w najbliższym niebie, kupię ci księżyc!
 

65vqegz2wjpc3llf.png

 


#556 Aspirynkaaa

Aspirynkaaa

    I do!

  • Użytkownik
  • 3 557 postów

Napisano 19 kwietnia 2011 - 10:12

Ja postanowiłam zdecydować się na tzw.przewodnika duchowego.

Ja również myślę, że to fajny pomysł i jeśli się trafi na odpowiedniego księdza, to może dużo pomóc w codziennym życiu ;-) Sama kiedyś miałam taki pomysł, na ale zanim się za to zabrałam, to trochę mi się w życiu pomieszało i wiem, że na chwilę obecną nie bardzo mogę. Ale kiedyś, za jakiś czas? Kto wie:)

#557 Sajuri

Sajuri
  • Użytkownik
  • 11 336 postów

Napisano 19 kwietnia 2011 - 10:19

Ja postanowiłam zdecydować sie na tzw.przewodnika duchowego

moja kolezanka ma od paru lat w Krakowie, ksiadz z powołania.Chyba te zby mi sie czasem przydał...bo mam mase watpliwości ...


Mi jakos poamga modlitwa do J.P. II .... zreszta zawsze mi był bliski. Nie wiem ...nawet jak o nim czyta to zaraz becze. Miał w sobie coś..
Prosilam o wszystko, zeby cieszyc sie zyciem.
Dostalam zycie, zeby cieszyc sie wszystkim

#558 viola

viola
  • Użytkownik
  • 8 330 postów

Napisano 19 kwietnia 2011 - 10:44

nigdy o niczym takim nie słyszałam

Proponuje wpisać w google hasło Przewodnik duchowy,lub poprzeglądać fora o tematyce religijnej.Dużo ludzi ma takie osoby duchowne,którym może powiedzieć wszystko.Sa oni wielką podporą i naprawdę potrafią słuchać i pogłębiać naszą wiarę.Po za tym dobrze jest jak spowiada się człowiek tylko u jednego księdza,który dobrze zna nas i nasze słabości.Zamierzam poprosić wybranego przeze mnie księdza z naszej parafii o to bym mogła zawsze się u niego spowiadać.Z tego co czytałam ,to czasami jest to spowiedź taka w 4 oczy w formie rozmowy.

#559 89kasienka89

89kasienka89
  • Użytkownik
  • 5 825 postów

Napisano 19 kwietnia 2011 - 11:05

Z tego co czytałam ,to czasami jest to spowiedź taka w 4 oczy w formie rozmowy.

Moja koleżanka właśnie w taki sposób się spowiada, i to zawsze u tego samego księdza. Czasem nawet pójdzie z nim na kawę i wtedy opwiada o swoich problemach.
Miłość, marzenia, uczucia i myśli,
jeszcze raz uwierz w siebie i uwolnij ten instynkt

#560 viola

viola
  • Użytkownik
  • 8 330 postów

Napisano 19 kwietnia 2011 - 11:28

Moja koleżanka właśnie w taki sposób się spowiada, i to zawsze u tego samego księdza.

Także bym tak chciała,ale podobno Ksiądz po rozmowie może stwierdzić,że przewodnik duchowy na chwile obecną nie jest potrzebny.Wszystko zależy od rozmowy i istoty problemu.Dlatego chciałabym sobie tak od serca,szczerze porozmawiać na ten temat z Księdzem. :-)





Podobne tematy Collapse

  Temat Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych