-"Krzyżacy"
Do moich lektur zdecydowanie nie należeli. To była chyba najgorsza książka w czasach szkolnych, przez którą udało mi się przebrnąć (choć i tak nie do końca). Pamiętam, że próbowałam czytać w pociągu i uśpiła mnie do tego stopnia, że większość drogi przespałam. I
Nawet nie wiedziałam dokładnie co czytam, ani o czym jest ta książka, najważniejsze były ubywające strony
Pamiętam, że były strasznie długie opisy przyrody i bitew, ciągnące się przez kilka stron, które w większości omijałam.
"Kwiat kalafiora" nie był u mnie lekturą, ale pamiętam, że czytałam to w podstawówce i spodobało mi się strasznie, podobnie jak "Opium w rosole", na podstawie którego zrobiliśmy kiedyś wieczorne przedstawienie dla całej szkoły.
"Adaptację" "Małego księcia" też robiliśmy w podstawówce, ale o ile pamiętam lekturą było to w gimnazjum. I w tym gimnazjalnym okresie to była chyba moja ulubiona lektura. Do dziś nie oddałam jej do biblioteki