Jesteś świadomą Dwudziestosześciolatką. Co miesiąc badasz swoje piersi. Pewnego dnia, odkrywasz coś. Prywatnie idziesz na USG, lekarz potwierdza obecność guza o nieustalonej etiologii. Co na to polska służba zdrowia?
W pierwszej kolejności dostajesz skierowanie do chirurga, który bada Cię i wypisuje kolejne skierowanie. Należy w tym momencie wspomnieć, że kwestia udzielenia rzetelnej informacji dotyczącej stanu Twojego zdrowia jest wysoce sporna i zależy od widzimisię lekarza/warunków atmosferycznych/plam na księżycu, możliwym jest, że zadasz pytanie i usłyszysz nieprzychylny medyczny bełkot, a gdy powiesz, że nic Ci to nie wyjaśniło, lekarz odburknie, że „jakie pytanie, taka odpowiedź” – ale to zaledwie kwestia osobowości człowieka do którego trafisz i jego psychofizycznego stanu. W związku z wykryciem podejrzanej zmiany i potwierdzeniem jej obecności poprzez badanie ultrasonograficzne (które wykonałaś prywatnie – lekarz z którym się umówiłaś na konkretną godzinę nie pojawił się wcale, na szczęście w gabinecie obok przyjmował inny, który zgodził się zbadać twoje piersi), kolejnym krokiem jest skierowanie na biopsję: i tu pojawiają się przysłowiowe schody, bo biopsji jest kilka rodzajów. Biopsja aspiracyjna cienkoigłowa (BAC, punkcja) jest metodą pobierania materiału komórkowego poprzez nakłucie guza cienką igłą. Dzięki zmniejszonej łączności która cechuje utkanie tkankowe większości nowotworów, materiał do badania bez trudu aspiruje się (zasysa) do światła igły. Biopsja cienkoigłowa znajduje zastosowanie w ustaleniu rozpoznania zarówno wyczuwalnych jak i niewyczuwalnych guzów. Jej wadą jest możliwość uzyskania błędnej diagnozy, szacuje się, że ok. 20 procent wyników uzyskanych tą drogą jest zatarte. Punkcja jest ogólnodostępna, na jej wyniki czeka się kilka dni. Drugą metodą badania jest Biopsja gruboigłowa (oligobiopsja): jej celem jest uzyskanie materiału tkankowego (histologicznego) z guza. Do badania stosuje się różne typy igieł biopsyjnych o średnicy powyżej 1,2 mm, niektóre z nich wyposażone są w specjalne przyrządy (np. w strzykawkę automatyczną). Jest to zabieg bolesny, dlatego wykonuje się go w znieczuleniu miejscowym, istnieją możliwości komplikacji, w związku z czym pacjentka skierowana na to badanie musi przygotować się na ewentualny dłuższy pobyt w szpitalu. Na wyniki czeka się ok. dwóch tygodni i nie ma od nich odwołania, są one zawsze wiarygodne – stuprocentowa skuteczność przemawia zatem za przeprowadzaniem tego badania.
Wróćmy jednak do Dwudziestosześciolatki i szans oraz zagrożeń, na jakie musi być przygotowana. Ryzyko wystąpienia raka piersi wzrasta po trzydziestym piątym roku życia, ale w wieku dwudziestu sześciu lat nie można wykluczyć jego rozpoznania, które o dziesięć procent uprawdopodabnia występowanie analogicznego nowotworu w rodzinie. Dwudziestosześciolatka – ze względu na „niskie prawdopodobieństwo choroby nowotworowej” dostaje skierowanie na najlepszą pod kątem diagnostyki oligobiopsję i w tym właśnie tkwi problem, bo lekarz nie ukrywa, że jedyną placówką wykonująca tego typu badanie jest Centrum Onkologii, a pacjentka niestety nie jest jedyną oczekującą w kolejce: poczeka sobie zatem minimum dwa miesiące (sic!) od momentu założenia karty w placówce. Wg komentarza prof. dr hab. med. Jerzego Stachury, Kierownika Zakładu Patomorfologii Klinicznej i Doświadczalnej Katedry Patomorfologii CM UJ w Krakowie i Prezesa ZG Polskiego Towarzystwa Patologów, „W walce z rakiem sutka najskuteczniejsze jak dotąd jest jego wczesne rozpoznanie. Rak rozpoznany we wczesnej fazie, gdy zmiana ma mniej niż 1 cm, a jeszcze lepiej, gdy jest w fazie raka przedinwazyjnego - staje się powoli chorobą wyleczalną (>90% 5-letnich przeżyć)”
[źródło cytatu: http://www.mp.pl/art... ... 323AE41D21].
Dwudziestosześciolatka posiada wiedzę o specyfice chorób nowotworowych, wie wszystko o profilaktyce i o tym, jak bardzo liczy się czas: przypadki zachorowań i zgonów z powodu zbyt późno postawionej diagnozy zdarzały się w jej rodzinie, pyta zatem lekarza, czy w jej sytuacji lepszym rozwiązaniem nie byłoby wykonanie biopsji cienkoigłowej, której szybki wynik dałby podstawy dla ewentualnego dalszego leczenia, no i zwyczajnie uspokoiłby ją wewnętrznie, bo jeżeli ryzyko w jej przypadku jest niskie, to po co ma czekać dwa miesiące na bardziej skomplikowane, niosące z sobą ryzyko powikłań badanie, gdy może uzyskać diagnozę w przeciągu tygodnia? Lekarz wyraźnie poirytowany informuje ją, że biopsję cienkoigłową wykonuje się od stu lat, jest więc to badanie przestarzałe i jeżeli chce - może wykonać je prywatnie, on wypisuje skierowanie na onkologię i nie ma z jego decyzją dyskusji.
Dzień po wizycie u chirurga, o godzinie piątej rano, Dwudziestosześciolatka zajmuje miejsce w kolejce oczekujących przy okienku rejestracji w Centrum Onkologii. O godzinie dziesiątej wchodzi do lekarza onkologa, który przynajmniej jest miły. Wypisuje skierowanie do szpitala na zabieg oligobiopsji, badania krwi, gada o powikłaniach i o tym, że „wszystko będzie dobrze, bo w Pani przypadku…”. Pacjentka z pakietem kwitków i łzami cisnącymi się do oczu roztrzęsiona przepycha się do wyjścia, a w jej głowie kołaczą dziwne myśli. Że być może – ale tylko być może - została potraktowana instrumentalnie. Jak przedmiot, a nie podmiot. Że właściwie nie bardzo wie o co chodzi, a jak nie wiadomo o co chodzi, to przeważnie chodzi o pieniądze. Może Centrum Onkologii jako jedyna jednostka w regionie wykonująca biopsję gruboigłową dostaje z NFZ-u określony substytut materialny za każde tego typu badanie i jest on większy niż ten za biopsję cienkoigłową? I dlatego – przy założeniu, że ryzyko wystąpienia nowotworu w przypadku Dwudziestosześciolatki jest nikłe (ale jednak istnieje, o czym osoby decydujące starają się nie pamiętać) – zaryzykowano jej życiem i skierowano ją na dokładniejszą ale odleglejszą w czasie biopsję? Bo proces leczenia PRAWDOPODOBNIE zakończy się na uspokajającym „a nie mówiłem, jest Pani zdrowa”, a jednostka medyczna otrzyma świadczenie za wykonaną usługę? Tylko co ma zrobić ze sobą taka pacjentka, na dwa miesiące pozostawiona sama sobie ze świstkiem uprawniającym ją do przeprowadzenia badania, które być może będzie wykonane zbyt późno? Zapisać się na siłownię w celu rozładowania napięcia? Uprawiać kompulsywny seks? Pić? I przede wszystkim, jakie powinna podjąć kroki w sytuacji, gdyby jednak okazało się, że ta półtoracentymetrowa zmiana w jej organizmie okaże się złośliwa? Gdzie pójść z takim wynikiem, kogo obarczyć winą? Cóż, wtedy nie będzie odwołania i być może trochę szybciej niż w przypadku biopsji, ktoś się nią zajmie. Znowu trafi do Centrum Onkologii i podda się całej serii mniej lub bardziej uciążliwych zabiegów, za które szpital otrzyma kolejne pieniądze, ale nie wiadomo, jaki będzie wynik tychże zabiegów dla najbardziej zainteresowanej. Gdzie, w czym szukać winy, kto odpowiada za taki stan rzeczy? Dwudziestosześciolatka pracuje, odprowadza wszelkie wymagane prawem składki, jest uczciwym człowiekiem. Ukończyła studia wyższe, udziela się społecznie, chciałaby aktywnie i świadomie żyć, pracować w Polsce, czy nie jest jej potrzebna?
Rząd Rzeczypospolitej nieustannie walczy z korupcją. Dwudziestosześciolatka wie już teraz, czemu nad Wisłą zjawisko to jest tak powszechne, czemu ludzie w niektórych sytuacjach „dają w łapę”. A że się „dawaniem” brzydzi, podejmie heroiczny trud życia przez najbliższe dwa miesiące w dzień pracując, wieczorami pijąc legalny, polski, obarczony akcyzą alkohol zasilający kasę państwa, paląc paczki całe obniżających poziom onkogennych estrogenów papierosów, rycząc, by po upływie tegoż czasu wykonać badanie potwierdzające jej status quo. Gorzej, gdy okaże się rzecz inna.
„Ojczyznę kochać trzeba i szanować, nie deptać flagi i nie pluć na godło” …jakoś trudno będzie się powstrzymać. ithink.pl
"Diagnostyka" raka piersi po polsku
Rozpoczęty przez Eleana, 09 lip 2009 13:20
4 odpowiedzi w tym temacie
#1
Napisano 09 lipca 2009 - 13:20
#2
Napisano 09 lipca 2009 - 14:38
Badanie piersi to tylko jeden z tysiąca przypadków olewania pacjentów przez służbę zdrowia. Ja chodziłam przez ponad miesiąc ze złamaną nogą (tzn nie wiedziałam o tym, wiedziałam tylko że boli cholernie) i nie mogłam się doprosić skierowania na prześwietlenie ani do ortopedy, bo lekarz pierwszego kontaktu nic podejrzanego nie widział. Za to niezwykle ochoczo wypisał mi stos recept na przeróżne środki przeciwbólowe i maści... żenada. Mam nadzieję, że będzie mnie kiedyś stać na prywatne leczenie.
Co do raka piersi... no cóż, hasło "Profilaktyka to podstawa" jest pustym frazesem.
Co do raka piersi... no cóż, hasło "Profilaktyka to podstawa" jest pustym frazesem.
#3
Napisano 09 lipca 2009 - 16:01
owszem sytuacja opisana w artykule jest możliwa lecz nie jest jakimś standardem tak mi się wydaje... dla mnie zamiast rozmyślać o niesprawiedliwości polskiej służby zdrowia liczyło by się jak najszybsze "załatwienie"sprawy czytaj:$$$
#5
Napisano 09 lipca 2009 - 21:17
tuptunio zgadzam się z tobą, nie da się wszystkich zaszufladkować jako jedną kategorię
Podobne tematy
| Temat | Podsumowanie | Ostatni post | |
|---|---|---|---|
biustonosz kontra duże piersi |
|
|
|
Kraków stomatolog |
|
|
|
hormony... zmiany w wielkosci piersi po tabletkach anty... |
|
|
|
Kraków ortodonta |
|
|
|
Karmienie piersią. |
|
|
Użytkownicy przeglądający ten temat: 0
0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych


















