Kochani...
Nawet nie wiem od czego zacząć. Jest tego tyle że sama się zastanawiam czy nie zwariuję. Z góry przepraszam za wszelkie błędy ale emocje swoje robią. Jestem po slubie 19 lat, mam dwie wspaniałe córki 18 lat i 12 lat. Zaraz po slubie z braku finansów zamieszkalismy u teściów. Nie wspominam tego okresu dobrze. Ciągłe wtracanie się, wymuszanie na nas róznych decyzji oraz awantury. Doszło do tego że po urodzeniu mojej pierwszej córki teściowa postanowiła zrobić mi na złość i umawiała mojego meża z jego byłą dziewczyną. Maz na szczęście okazał się wtedy rozsądny i nie pozwolił na takie szopki. Po 4 latach powiedzielismy dość. Jako że ja wtedy juz wróciłam do pracy, moglismy wynając mieszkanie. Przez pare ładnych lat teściowa nie mogła wybaczyć nam, a szczególnie mi że zabrałam jej syna. Dodam tylko że maz nie jest jedynakiem. Jak ona to powiedziała ...że wychowała sobie syna dla siebie, żeby na starośc mieć opiekę. Ale kontakt się urwał i żylismy spokojnie.Kilka lat poźniej przyszła na świat nasza druga córka. Nie ukrywam że od tego momentu mam wrażenie że nasz związek leci po pochyłej w dół. Młodsza córka była i jest do tej pory wymagającym dzieckiem. Ciągle chorowała, przez co ja do pracy wrócić nie mogłam. Mąż oddalił się ode mnie i nie wiele mi pomagał. Cały problem spadł na mnie. Jego całymi dniami nie było więc wracając wieczorem, wymagał tylko spokoju. Odnosiłam wrażenie że on od problemów w domu ucieka w pracę. Wszystko spadło na mnie. Wychowanie starszej oraz borykanie się z ciągłymi chorobami u młodszej córki. Nie mogłam wtedy wrócić do pracy a na prywatną opieke nad dziećmi nie było nas stać. W ten sposób doczekałam do momentu pójścia corki do zerówki. Gdzieś po drodze popełniłam błąd, ponieważ córka nie mogła i nie chciała się odnaleźć w nowym środowisku. Nie akceptowała dzieci i panicznie bała się wyjścia do szkoły. Była ze mną dosłownie sklejona. Mąż w tym wszystkim? Gdzieś na uboczu, nieobecny. Myslę że młodsza córka zdawała sobie sprawę że ma ojca hmm tylko na papierze? Gdzieś przed komunią starszej córki odezwala się teściowa. Wtedy nasze relacje się poprawiły na tyle że utrzymywalismy kontakt. Było nieźle. My mieszkalismy osobno, ona również. Wizyty tylko na święta i z okazji imienin. W ten sposób pociągnelismy 15 lat wynajmu. Zaczeło się robić krucho z kasą. Ja gdzieś tam zawsze się zaczepiłam ale ze względu na młodsza córkę nie mogłam podjac stałej pracy. Córka ma fobię społeczną , dodatkowo jest bardzo wybuchowa i nie radzi sobie z emocjami. Mąz wie że problemy jakie sa z młodsza córka nie wynikają tylko z mojej winy, jednak za wszelką cenę stara się ten problem odsunac od siebie. Nie dopuszcza do siebie tego że swoim zachowaniem dołozył cegiełke do tego wszystkiego. Córka obecnie jest pod opieką psychologa i psychiatry. Bierze leki ale na to aby była w pełni "sprawna" potrzeba czasu. Sytuacja w jakiej obecnie jest nie ułatwia tego w żaden sposób. Ale zaraz i do tego powoli dojdę. W zeszłym roku zaczeły się rozmowy nad wspólnym mieszkaniem z teściami. Teściowa ma spory dom i generalnie każdy ma tu swój kat. Teściowa przez 6 lat mieszkała z młodszym synem, synową oraz wnukiem. Nie wiem co między nimi zaszło. Efekt był taki że szwagier postanowił się wyprowadzić. Zaczeły się starania o kredyt z racji tego że mój maz miał odkupić udziały domu brata. W tym celu podpisał ze mną intercyzę. Jako że ja stałych dochodów nie miałam więc nie mogłam byc brana pod uwagę przez bank. A intercyza dała mu mozliwość kredytu i spłatę brata. Więc połowa domu jest na męża a druga połowa jest na teściową. W grudniu zeszłego roku przeprowadzilismy się do teściowej. Byłam pełna obaw i miałam rację. Od tamtej pory ciągle słysze przytyki że to nie jest moje, że mamy rozdzielność itd...Moje córki zamiast kochającej babci dostały wiecznie naburmuszoną heterę która ma w dupie zdanie innych. Siedza pozamykane w pokoju i płaczą. Jak łatwo się domyslić młodsza córka ...reaguje agresja w stosunku do babci. Mąż zamiast bronić młodej mam wrażenie że odsuwa problem od siebie. Wczorał doszło do kolejnego starcia. Siedziałam z młodsza i jadłam obiad. Dziecko miało telefon obok siebie i czekała na wysłanie jakiejś pracy przez koleżankę. Dostała powiadomienie więc próbowała odczytać. Babcia postawiła wkroczyć ze swoimi metodami wychowawczym i zareagować. Złapała telefon córki i próbowała go roztrzaskac o podłogę. Córka nie chciała dopuścić do tego i efekt był taki że babcia zaczeła szarpac 12 letnią wnuczkę !!! Jak jej się nie udało telefonu wyrwać to zaczeła wyzywac dziecko. Ja tylko poprosiłam żeby córka poszła na górę do siebie i ze zaraz do niej przyjdę. Usłyszała w tym czasie że jest (dosłownie) gnojem je*anym, pie*dolona mała
itd...Zagotowało się we mnie. Nie powiedziałam nic tylko dlatego że teściowa i tak nie pojmie co do niej mówię. Według niej takie zachowanie jest normalne !!! że dziecku powinno się porządnie przypie*rzyć i wtedy zna swoje miejsce. Nie wiem jak mój maż był chowany ale jesli w taki sposób to cholernie mu współczuję. Staramy sie nie krzyczeć na dzieciaki tylko na spokojnie rozmawiać i tłumaczyć. I to się świetnie sprawdza. W przypadku młodszej jak widze że jest czymś nabuzowana trzeba odczekać i dopiero potem rozmawiać. Tak mamy zalecone przez psychologa. Babcia dodatkowo ma kogos tam znajomego w wydziale dla nieletnich. Nie mam pojęcia jak to ma się do sytuacji z młodsza córka ale zaczeła ją straszyć. A to że ja zgłosi ( za pyskowanie? ) i że ona się dowie jak załatwić takiego gówniarza. W szkole również próbuje się dowiedzieć jak córka się uczy i jak chodzi do szkoły. Tam na szczeście zastrzegłam że wszelkie informacje mam uzyskac tylko ja lub maż. Teściowa nie rozumie że córka ma problemy i że jest w trakcie leczenia. Dla niej wszystko mozna załatwić biciem. Maz zaraz po przeprowadzce tutaj powiedział że żałuje podjętej decyzji ale nie może nic zrobić. Bank go związał przez 5 lat. Nie może tego sprzedać aby spłacić kredyt.Takich sytuacji jest coraz więcej. Teściowa do starszej tez próbuje ale na szczeście córka ma twardszy charakter i sobie nie pozwoli. Jednak wkurza się bo babcia jej wchodzi do pokoju, grzebie po szafkach próbuje ja kontrolować. Ciągle słyszy przytyki w swoja stronę. Tez ma dość. Do tego stopnia że chce po skonczonym liceum iśc do pracy i się stąd wyprowadzić. Chce poświęcic studia...Powiedziała że nie tak wyobrażała sobie mieszkanie i że jak tak będzie dalej to nawet 5 minut tu nie zostanie po skończonej szkole. Młodsza...pogorszyła jej się samoocena oraz kontakty z rówiesnikami. Jako że poszła do nowej szkoły chciała zaprosić koleżanki. Mnie i meza w tym czasie nie było w domu. Teść postanowił się pokazać i wyprosił dziewczynki z domu w dosyc dosadny sposób. To zaważyło na dalszych kontaktach z nową klasą. Często zresztą słychac co sądzi o nas bo mówi to na głos. Nie będe przytaczać jego słów ale chyba każdy domysla się jakimi epitetami nas okresla. Najgorsze jest to że i teściowa i teść zaczynają awantury jak nie ma meża. Przez co on ma utrudniona ocenę sytuacji. Tak przynajmniej mi tłumaczy. Po wczorajszym zdarzeniu miałam z nim powazną rozmowę. Stwierdził że jesli mi nie pasuje to moge się wynieść. Tak...chce zabrac dzieci i stąd się wyprowadzić ale nie mam dokad i za co. Poświęciłam się całkowicie dziecku i niestety swoich środków nie posiadam. Nie chce myślec co dalej będzie.


















