@smoczkowa straszne ![]()
dobrze że mała zdrowa, to najważniejsze
Poród
#564
Napisano 16 lipca 2014 - 19:44
My już od poniedziałku z małym w domku. Ja troche jeszcze osłabiona po porodzie przez cały czas byłam w szpitalu na antybiotyku pod kroplowka gdyż przy porodzie straciłam bardzo dużo krwi. Poród był cięzki, mały wychodził na świat z oporem ja nie zawsze miałam skurcze i położne robiły wszystko aby poród przyśpieszyć. Były w pewnym momencie zmuszone zastosować wyciskanie dziecka z brzucha bo ja nie miałam skurczy a dziecku słabło tętno Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i po wielu trudach połozyli mi o 20.21 mojego synka na brzuchu. W moment o wszystkim zapomniałam.Teraz synek wynagradza mi trudy porodu, jest prawdziwym aniołkiem. Większość dnia praktycznie przesypia budzi się jedynie na karminie. A oto nasz synek
#568
Napisano 16 lipca 2014 - 19:54
Janina jakoś pomału dochodzę do siebie, jeszcze jestem troche osłabiona, ale mama pomaga mi dużo przy dziecku odciąża mnie, chociaż praktycznie tak jak mówie wstaje jedynie na karmienie, mały przesypia mi praktycznie cały dzień wiec dużo póki co robić koło niego nie musze ![]()
#569
Napisano 16 lipca 2014 - 20:08
To dobrze, że mama jest z Tobą i może Ci pomóc. Bo pewnie pomoc potrzebna w tych pierwszych dniach nie tyko przy dziecku ale również w codziennych obowiązkach. ![]()
Lubię czytać!
Marcjanna Fornalska "Pamiętnik matki"
#572
Napisano 16 lipca 2014 - 20:27
@monia66 jakbym czytała opis porodu przyjaciółki... Fajnie, że masz pomoc w tych początkowych dniach! Mam nadzieję, że szybko dojdziesz do siebie!
#575
Napisano 17 lipca 2014 - 05:50
#576
Napisano 17 lipca 2014 - 08:42
Majorka, AgnieszkaT brał udział przy porodzie od pocżątku do końca porodu. Jestem z niego naprawde dumna bo też swoje przeszedł , Póżniej kiedy urodziłam już małego a okazało sie, że łożysko nie wyszło kompletne miałam jeszcze robiony dodatkowy zabieg a mąż w tym czasie zajmował sie naszym synkiem
#577
Napisano 17 lipca 2014 - 13:50
monia66 Macie przecudnego synka
karnacją przypomina mi moją Gabrysię , jak była malutka
, jest przecudny
, najważniejsze że masz wsparcie w mamie , w mężu
. Niech rośnie wam zdrowo
.
[*]Nasz aniołek 04.06.2016r.[*]9tc

28.09.2013r. Ślub Cywilny ❤❤❤ .
26.11.2017r . Ślub Kościelny ❤❤❤.
#579
Napisano 27 sierpnia 2014 - 05:58
Powiem Wam, że to przez co przeszłam to nie życzyłabym nikomu.
Zaczęło się niewinnie. Pojechaliśmy sobie z rana na KTG. Okazało się, że zanika tętno małej. Położna pobiegła po drugą położną i ta stwierdziła, że nie ma co czekać i mamy kierować się do szpitala a one zadzwonią na oddział i poinformują ich o co chodzi (ok 50 metrów od przychodni jest szpital) Ja zaczęłam panikować. Gdy tylko wjechaliśmy na ginekologię, dorwał na ordynator i zalecił u nich KTG. I tutaj tak samo, położne nie namierzyły małej. Lekarka kazała zrobić USG, na którym to okazało się, że serduszko małej bije bardzo słabo.
Wysłano mnie z następną położną na oddział położniczy.Tam ordynator od razu skierował mnie na trakt porodowy i zarządził o cesarce z narkozą, ze względu na zagrożenie życia dziecka. To były najgorsze chwile w moim życiu. Leżałam podłączona pod KTG, które to co chwila wydawało dziwne dźwięki a w tym czasie położne dziwnie na siebie zerkały. Gdy pytałam co się dzieje, to mówiły tylko, że nie mam co się martwić, będzie dobrze a one czym prędzej rozebrały mnie, zamontowały co się dało i przewiozły na salę, gdzie czekał już personel do cesarki.
Jedyne co pamiętam, to to, że się totalnie rozryczałam, lekarze mnie uspokajali i kazali głęboko oddychać.
W tym czasie mąż pojechał do domu po walizkę a później czekał pod drzwiami.
Przebudzenie to jedna wielka masakra. Dopiero jak się obudziłam, to dostałam morfinę na znieczulenie. Małą łaskawie przywieźli mi na 5 minut po ponad 8 godzinach i tyle ją widziałam.
Po 8 godzinach postanowiłam chociaż usiąść bo myślałam, że jak będziemy się dobrze czuć to nas puszczą a tu niespodzianka… okazało się, że mała ma wrodzone zapalanie płuc i arytmię serca. Caly podbyt w szpitalu chodziłam ( o ile trzymanie się ścian można tak nazwać) na odział noworodkowy i siedziałam przy małej po kilka godzin. Na ręce nie mogłam jej brać, bo cały czas była podpięta pod monitory. A ja tradycyjnie siedziałam i ryczałam bo już nie dawałam rady. Patrzyłam na nią a nawet nie mogłam jej przytulić.
W Puławach leczyli płuca ale że to trwało długo to przenieśli nas do Lublina i tam kontynuowaliśmy leczenie płucek i w końcu zajęto się serduszkiem.
Wczoraj wróciłyśmy do domu. Za miesiąc kontrol serduszka i 3 dni w szpitalu. No ale dla tej małej żaby wszystko.
Tata w córeczce zakochany, całą noc do niej wstawał. Karmił ( tu ubolewam ale mleko ściągam i mała wcina z butli bo tak ją przyzywczaili w szpitalu do butli), przewijał, no córeczka tatusia
Pies zachowuje się jak niania.Jak ta zapłacze to uszata już obok, jak któreś z nas ma małą na ręku to ta również asystuje, liże małą po nogach, jak mała śpi, to ta zagląda do pokoju i nasłuchuje... wesoło jest
#580
Napisano 27 sierpnia 2014 - 06:12
Poryczałam się, współczuję przeżyć, musiało Wam być bardzo ciężko ![]()
Dużo, dużo zdrówka dla Hani
i jeszcze raz gratulacje ![]()
Two, never give up work. Work gives you meaning and purpose and life is empty without it.
Three, if you are lucky enough to find love, remember it is there and don't throw it away.”
Podobne tematy
| Temat | Podsumowanie | Ostatni post | |
|---|---|---|---|
Poród po śmierci |
|
|
Użytkownicy przeglądający ten temat: 0
0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych
















