Dobra to opisuję swój poród 
Termin miałam na 29 maja. Chyba z dwa dni przed terminem kilka razy dziennie miałam takie mini skurcze, którymi się nie przejmowałam za bardzo. W dzień wyznaczonego terminu zabrałam się za mega porządku w mieszkaniu. Wieczorem straciłam już całkiem nadzieję, że cokolwiek się ruszy. Wzięłam gorącą kąpiel, najgorętszą w moim dotychczasowym życiu
Chyba z pół godziny po tym jak wyszłam z wanny zaczęły się skurczę. Najpierw co 8-7 minut więc je olałam i położyłam się do łóżka. Chyba około północy skurcze były już co 4 minuty, wtedy myślałam że bardzo bolesne, co potem okazało się nieprawdą
Obudziłam chłopa, który spał wykończony po pracy i stwierdziłam, że się zaczęło, ale jeszcze poczekamy na rozwój sytuacji w domu. D. spał dalej
Wróciłam do łóżka i czekałam dalej, chyba po pół godziny stwierdziłam, że zapakuję torbę do szpitala, co stała praktycznie pusta. Zapakowałam, obudziłam chłopa i zapakowaliśmy się w auto. Byłam przerażona, ale chyba mniej niż D., który był blady jak ściana. Podjechaliśmy do szpitala, do którego mieliśmy niecałe 5 minut drogi. Na izbie oczywiście wszystkie formalności, a skurczę co 4-3 minuty już miałam. Pielęgniarka zaprowadziła nas na porodówkę i tam padło wielkie pytanie - "Kochanie wchodzisz ze mną, czy wracasz do domu ?" no i wrócił do domu, ale miałam po niego zadzwonić jak będą parte (jaaaaaaasne, chyba by umarł ze stresu
). Wsunęłam koszulę, położyłam się na łóżku, podpięli mi ktg i czekałam. Przy badaniu okazało się, że miałam 5 cm rozwarcia. Było około 2 w nocy już, przyszła pani doktor, która stwierdziła, że jeżeli jeszcze nie odeszły mi wody to ona mi przebije pęcherz. Wteedy to dopiero były skurczę, rozwarcie postępowało dość szybko. Przynajmniej w moim mniemaniu. Pod koniec były już nie do zniesienia dla mnie. Chodziłam, skakałam, kucałam, a położna masowała mi plecy. Dostałam jakąś kroplówkę, rozkurczową czy coś, która mi pomogła tylko na jakieś pół godzinki. Zrobiło mi się mega błogo i nawet przysnęłam na chwilę
Kiedy miałam już pełne rozwarcie i mogłabym już rodzić to się okazało, że mała nie chcę zejść niżej i była nadal wysoko. Położna kazała mi się położyć na boku i z nogą uniesioną wysoko przeć.
Bóle parte to był dla mnie koszmar ! Straszny ból i jeszcze raz straszny. Myślałam, że mi się normalnie rozrywa wszystko i nie wiedziałam za bardzo co jest grane, panikowałam ile wlezie, co mi nie pomagało. Parłam przeszło godzinę. Byłam wykończona już i błagałam, żeby wyciągnęły ze mnie to dziecko bo ja sama nie dam rady. Panika totalna
Pod sam koniec położyłam się na plecy, dwie położne przytrzymywały mi nogi, jedna przyciskała mi głowę do klatki piersiowej a lekarka mi zaglądała w krocze. W skurczu mnie znieczuliła i w następnym nacięła. W końcu po godzinie i 5 minutach parcie Młoda pojawiła się na świecie. Dokładnie 7 godzin i 5 minut po pierwszych poważniejszych skurczach. Ninka urodziła się 30 maja o godzinie 7:05. Ważyła 3530 g i mierzyła 53 cm i dostała same 10. Była śliczna, różowa i miała piękne czarne włoski 
Pani doktor położyła mi ją na piersiach, a po chwili już ją zabrali. Kolejne znieczulenie i mnie zeszyła. Poleżałam godzinkę na sali porodowej na łóżku i potem pojechałam na salę.
Po D. nie zadzwoniłam przy partych, zadzwoniłam do niego jak już urodziłam. Wiedziałam, że nie chcę być. Było mi przykro, ale nie chciałam go zmuszać. Nie mam do niego o to żalu, chociaż nie powiem, że było mi przykro, kiedy ze mną nie wszedł ale wtedy już wiedziałam, że się nie odważy. Dałam radę sama.
Chyba około 11, przyszedł do mnie na salę i przywieźli nam córeczkę. Cudowne uczucie, którego nigdy nie zapomnę. Najbardziej mi utkwiła w pamięci jego mina, kiedy ją pierwszy raz zobaczył. Byłam taka wzruszona, że myślała, że się poryczę ze szczęścia.
30 października kończy 5 miesięcy i jest najpiękniejsza i najwspanialsza 