Skocz do zawartości

Babskiswiat.net używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Mahjong
Opis: Nieśmiertelna gra. Mahjong html5 online.

2048
Opis: Hit 2014. Prosta, logiczna i niezwykle wciągająca gra 2048.


Saper
Opis: Saper - kto nie zna tej gry...

Zdjęcie

Uzależnienie od chorej miłości :(


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
10 odpowiedzi w tym temacie

#1 korrrba

korrrba
  • Użytkownik
  • 5 postów

Napisano 22 września 2011 - 17:59

Witam, jestem nowa na tym forum...

Mam 27 lat i jestem dziewicą. Ciężko mi określić, z czego właściwie to wynika. Może z tego, że od dziecka jestem bardzo nieśmiała, a już zwłaszcza w kontaktach z facetami. Nie wiem w jakiej skali mogę oceniać swoją atrakcyjność, bo to zależy od gustu. No, ale myślę, że jestem (chyba) całkiem normalną dziewczyną. Jestem szczupła, taka trochę filigranowa, ale nie za chuda. Dużą uwagę przykładam do swojego ubioru, staram się wyglądać kobieco, lubię sukienki, spódniczki itp. Nie jestem jakąś Megan Fox, ale czy naprawdę byłoby ze mną aż tak źle, że nie ma na mnie "amatora"? Spotykałam się z różnymi chłopakami, ale jakoś nie wychodziło. Strasznie przeżywam jak coś mi nie wychodzi, doprowadza mnie to do nerwicy. Tak właśnie jest w kontaktach z płcią przeciwną. Z jednej strony bardzo, bardzo chciałabym ułożyć sobie życie, mieć męża, rodzinę, a z drugiej czuję jakąś wewnętrzną blokadę przed tym, jakiś niewytłumaczalny strach przed zaczynaniem znajomości, lęk przed tym, że nie wyjdzie, że zostanę odrzucona itp. Najgorsze,że ten lęk nasila się z wiekiem :-( Jak już się umówię z jakimś chłopakiem to wpadam w paniczny strach przed tym, że on uzna mnie za nieciekawą, nudną osobę, że nie będzie miał o czym ze mną rozmawiać. Ostatnio tak miałam, latem rok temu spotykałam się z pewnym chłopakiem. A on był równie nieśmiały jak ja. I często na naszych randkach panowała niezręczna cisza. Może to dla niektórych śmieszny problem, ale ja to strasznie przeżywałam, nawet w Internecie szukałam różnych wiadomości, informacji, po to, by udowodnić, że można ze mną o czym porozmawiać. Ciężko mi to pokonać. Zauważyłam też, że ciągle potrzebuję potwierdzeń tego, że wszystko ze mną w porządku, że jestem atrakcyjna. Jak słyszę komplementy od razu poprawia mi się humor i samoocena skacze do góry. A jak tylko ktoś mnie skrytykuje, bądź po prostu nie chwali wpadam w dół i ten dół trwa, aż znowu usłyszę komplement. Najbardziej cieszą mnie słowa uznania ze strony mężczyzn. Zauważyłam również, że największe "powodzenie" mam u mężczyzn żonatych, "dzieciatych", zajętych, bądź takich po 40. Właśnie tacy najczęściej chcą się ze mną umawiać. Tacy często też zaczepiali mnie nawet jak szłam ulicą. A wśród moich rówieśników jakoś nie wzbudzam euforii. Co jest ze mną nie tak, co robię źle? Tak było zawsze, myślałam, że studia coś zmienią, ale w mojej grupie większość osób była właśnie w wieku 40 lat. Od 5 lat pracuję. Już na samym początku wpadłam w dziwne, toksyczne zauroczenie, fascynację pewnym mężczyzną pod 40. Mężczyzna ten jest kawalerem, ale ma partnerkę dużo starszą od siebie. Na początku tylko siebie obserwowaliśmy, potem zaczęliśmy coraz więcej rozmawiać, po pewnym czasie on zaczął mnie "niewinnie", "niechcący" dotykać. Z czasem te dotknięcia stały się coraz śmielsze i częstsze. Dochodziło do tego, że on stwarzał sytuacje, abyśmy byli sami, werbował mnie do jakiegoś opuszczonego gabinetu. Dochodziło tam do "gorących" sytuacji. Nigdy nie doszło do seksu, ale bardzo niewiele już brakowało, były bardzo intensywne pieszczoty, pocałunki itp. Niby wiedziałam w jakie szambo dałam się władować, ale byłam (jestem) tak nim zaślepiona, ogłupiona, że wtedy w ogóle starałam się nie myśleć o tym. Odkładałam wyrzuty sumienia na potem. To "coś" między nami trwało ponad rok z przerwami. W trakcie "przerw" ten facet twierdził, że gryzie go sumienie, że nie chce mnie krzywdzić, tylko "ciężko mu się czasem powstrzymać". On wiedział, że jemu pierwszemu pozwoliłam się w taki sposób dotykać. Zdawał sobie sprawę, że jestem zakochana. Kiedy mnie odrzucał wpadałam w furię, w dół, płakałam, robiłam mu sceny, miałam żal i pretensje. Wiosną ubiegłego roku zebrałam się w sobie i postanowiłam, że daję sobie z tym spokój. I naprawdę wydawało mi się, że wychodzę na prostą. Nie szukałam już z nim kontaktu, wręcz zaczęłam go nawet unikać. Powoli stawał się dla mnie coraz bardziej obojętny. Zapisałam się na kurs prawa jazdy, kurs językowy, poznałam wkrótce tego nieśmiałego chłopaka, z którym niestety znowu nie wyszło. Chciałam zająć czymś myśli. I wtedy ten facet zaczął mnie "atakować", "czarować", wręcz się narzucał. Często przychodził pod pretekstem spraw służbowych, często czegoś ode mnie potrzebował. Często werbował mnie do swojego pokoju. Przez jakiś czas opierałam się temu. Doszło do tego, że czułam, że on "śledzi" mnie, patrzył, gdzie ja idę i jak szłam do jakiegoś pustego gabinetu, albo na korytarz, to on zaraz też się tam znajdował. Wszystko "pękło" w moje imieniny, przyszedł jako pierwszy złożyć mi życzenia i zaczął całować. Znowu wpadłam w sidła. Znowu zaczęło dochodzić między nami do takich sytuacji. Znowu zgłupiałam. Po czym ponownie ot tak prostu ponownie odsunął mnie od siebie. Dowiedziałam się z plotek, że ponoć zamieszkał ze swoją starszą partnerką. Zupełnie bez słowa, przestał kontaktować się ze mną. Oczywiście dostawałam wtedy szału, chodziłam do niego, robiłam sceny, wściekałam się, płakałam. On spokojnie tłumaczył, że nie może brnąć w to dalej, po prostu nie może. Trwało to gdzieś do lutego, a od lutego ponownie zaczął mnie mamić, ponownie doszło do tego, co kiedyś. To wszystko wygląda tak, że on po pracy werbuje mnie do gabinetu, tam się pieścimy. Ja wiem jak obrzydliwe to się wydaje, ale mam wrażenie, że jestem... UZALEŻNIONA :-( uzależniona od tego gościa, uzależniona od tych pieszczot, od tych ochłapów, które on mi oferuje, a jednocześnie widzę jakie to chore, żałosne, a nie potrafię tego przerwać. Jednocześnie bardzo przeżywam jak on tak się mną bawi, najpierw mnie omota, wykorzysta, a potem przez dłuższy czas dosłownie ucieka, unika, trzyma na dystans, nawet nie ma odwagi spojrzeć w oczy. Ostatnio doszło między nami do takiego zbliżenia gdzieś w maju, od tamtej pory znowu unika mojej osoby, nie odzywa się, udaje, że nie ma ze mną nic wspólnego, a jak dostaję furii, nie wytrzymuję go i robię mu wyrzuty to obraca kota ogonem, twierdząc, że jestem przewrażliwiona.
Czasem miewam najgorsze myśli, czuję się jakbym tkwiła w sytuacji bez wyjścia. Czuję, że nie czeka mnie nic dobrego w przyszłości Boję się, że nie ułożę sobie życia, że nigdy nikogo nie poznam, nikt mnie nie będzie chciał. Zapisałam się do psychologa, miałam już kilka wizyt, widzę, że psycholog chce mi jakoś pomóc, ale na razie nie ma efektów <bezradny></span> Nie umiem znieść widoku tego faceta, jak jest rozbawiony, jak rozmawia z innymi koleżankami, jak mnie zlewa i udaje, że nic się nie stało. Chciałabym, by był mi obojętny, ale nie jest :-(

#2 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 22 września 2011 - 18:27

po pierwsze ja bym na twoim miejscu poszukala innej pracy , skoro w tej nie mozesz go unikac <bezradny></span>

po drugie dlaczego relacje z facetami ci nie wychodzily, kto to konczył , dlaczego ???

po trzecie on cie WYKORZYSTUJE wie , ze jestes osoba z kompleksami, która za kilka komplementów pozwoli sie calowac , dotykac .

Uwazam, ze im dłuzej ta sytuacja bedzie trwac , tym trudniej bedzie ci zbudowac z kims normalny zwiazek <bezradny></span>

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#3 cartOOnNetweRk

cartOOnNetweRk
  • Użytkownik
  • 9 postów

Napisano 22 września 2011 - 22:20

Też uważam że on Cię wykorzystuje. Też kiedyś coś takiego mi się przytrafiło podobnego, z tym, że to było bardzo delikatne. A gościa mam do dzisiaj w pamięci... PO 5 LATACH!! Na jego widok zaczynam się trząś pomimo tego że mam narzeczonego i go kocham...
Nie wiem jak to jest ;-/ Ale podobno w życiu każdego jest taka osoba która zostaje nam w głowie do końca życia.
Najlepiej by było gdybyś mu pokazała, że jesteś szczęśliwa....! Tak jak Ciebie trafia szlak gdy widzisz jego szczęśliwego- tak Ty postaraj się to samo zrobić. Nie wiem czy on też tak będzie to przeżywać, ale musisz mu pokazać że dajesz sobie radę i jest CI naprawdę dobrze z tym.
;-)
To jest chyba najlepsza broń na niego, żeby mu pokazać, i też na to żeby się z tego chorego uczucia wyleczyć.
Jestem pewna że gdy będziesz się czuć pewnie, będzie Ci lepiej nawiązać kontakty z otoczeniem (nowym).
_____________________ Jestem wielbicielką Jego łobuzerskiego uśmiechu i cudownych czekoladowych oczu ;***

#4 korrrba

korrrba
  • Użytkownik
  • 5 postów

Napisano 23 września 2011 - 18:52

rozmawiałam z nim dzisiaj... jestem za bardzo oszołomiona i zbyt ślepa w tej chwili, żeby móc to ocenić jak to wyszło wszystko...

gadałam z nim około jedenastej, co prawda wypomniał mi, że zamierzał sam do mnie przyjść... ale powiedziałam mu, że byłam pewna, że na pewno tego nie zrobi... spytał o co tym razem chodzi, chociaż domyśla się, że o to co zawsze. zaczęłam mówić, że przede wszystkim ja wiem, że jest w związku i szanuję to i nie wpadłam z tego powodu w jakąś czarną rozpacz i włosów z głowy nie wyrywam, że sama też kogoś szukam. mówiłam spokojnie i bez jakichś wielkich emocji. on zrobił trochę zdziwioną minę i powiedział, że jeśli tak jest w rzeczywistości to bardzo dobrze, ale jemu jednak ciężko w to uwierzyć, ale skoro ja tak twierdzę, to w takim razie jak wytłumaczę te swoje zachowania. powiedziałam, że mam wrażenie, że to właśnie on dziwnie się zachowuje, że zachowuje się jakoś sztucznie, wtedy on mi przerwał i powiedział, że ma dokładnie identyczne wrażenie, że tym, że to ja się sztucznie zachowuję, powiedziałam, że mam też wrażenie, że jakoś się mnie boi, wtedy on potwierdził, że rzeczywiście tak jest, że czasem się mnie boi, że wydaję mu się nieobliczalna w swoich zachowaniach, że widzi to, że jednego dnia idę uśmiechnięta, wyluzowana, a za moment już przechodzę wściekła, że patrzę na niego z jakimś wyrzutem, że jestem podminowana. powiedział, że widać to po mnie, bo nie potrafię tego nawet ukryć. a jemu nie chce się bawić w jakiegoś tropiciela i odgadywać każdego mojego dąsa i wtedy tym bardziej nie ma ochoty rozmawiać z taką osobą. przyznał też, że z jego strony jest trochę zwiększony dystans z tego względu, że nie chce robić mi nadziei, nie umie ze mną swobodnie rozmawiać i żartować, bo zaraz odnosi wrażenie, że ja sobie coś myślę, a z żadną inną koleżanką nie ma takiego problemu. na koniec powiedział, że jeśli zobaczy zmianę we mnie i ta zmiana będzie stała to wtedy na pewno będzie czuł się swobodniejszy i wtedy nasze kontakty na pewno ulegną polepszeniu. a generalnie to czas najwyższy abym sobie kogoś znalazła i przelała swoje zainteresowanie na tą inną osobę, wtedy będzie najlepsze rozwiązanie i wtedy i on będzie się czuł spokojny.

cartoon zaintrygowałaś mnie swoim postem. naprawdę miałaś podobną sytuację i nadal coś czujesz do tamtego człowieka, mimo, że masz narzeczonego? przestałaś go widywać na co dzień? bo ja tego faceta widzę na co dzień, bo razem pracujemy, myślę, że to utrudnia dodatkowo sprawę. pracę można zmienić, ale w dzisiejszych czasach nie porzuca się stałego etatu, nawet psycholog odradza mi rzucanie pracy, czy zmianę pracy tylko w powodu jakiegoś faceta...

#5 cartOOnNetweRk

cartOOnNetweRk
  • Użytkownik
  • 9 postów

Napisano 23 września 2011 - 19:43

Trudno powiedzieć czy coś do niego czuję.... Ale zauwazylam ze jak tylko go gdzies przypadkiem zauważę to az cos sie mi dzieje. :-)
Nie widuję go na co dzień. Ostatnio widziałam go pol roku temu przechodzil obok a ja rozmawialam przez telefon i niby sie zatrzymywal i myslalam ze przyjdzie do mnie, ale nie podszedl. Potem na nk dostalam wiadomosc ze sie spieszyl i przeprasza ze sie nie przywital :-)
Boże... Ja to po prostu go ubóstwiałam. We wszystkim mi odpowiadał!! I nawet doszlo do tego ze mi napisal ze moze sprobujemy byc razem ale zablokowali mi konto i nie odpisalam. Niestety nie wrocil do tej rozmowy a ja tez :)
No cóż.... Ciesze sie ze stalo sie jak sie stało, bo kocham narzeczonego, a ON jest taką chemią z młodości ;P Lubie sobie wspominac jak fajnie spedzalam z nim czas i jak za nim szalałam :D
_____________________ Jestem wielbicielką Jego łobuzerskiego uśmiechu i cudownych czekoladowych oczu ;***

#6 Sugarbabe

Sugarbabe
  • Użytkownik
  • 17 postów

Napisano 24 września 2011 - 01:03

korrrba,
co do Twojej rozmowy z tym gościem. Nie rozumiem po co z nim rozmawiasz?
Chcesz z nim uzgodnić warunki wykorzystywania Ciebie? Szanuj się kobieto!
Kopa w tyłek typowi i rób porządek ze swoim zyciem! I tak, tu egoizm jest wskazany! Masz mieć gdzieś co on poczuje, co on pomyśli, bo dla Ciebie najważniejszą osobą jesteś Ty sama, Twoje dobro jest najważniejsze. Na razie to co łączy Cię z tym gościem nie ma nic wspólnego z dobrem. To jest typ pijawka, pasożyt i z takimi się nie rozmawia, ich się załatwia drastycznymi reakcjami, a nie furią, wymówkami i jakimiś rozmowami. Ty masz działać.

Jedyna droga dla Ciebie w tej sytuacji: najzdrowsza to po prostu dać mu do zrozumienia (możesz zachowanie wzmocnić słowami :) ) aby spierdzielał, gdzie pieprz rośnie i zajmij się tylko i wyłącznie swoim życiem. I musisz w tym wytrwać, nie pozwolić by on znowu wszedl w Twoje zycie, kopnąć go w zad i to mocno, a najlepiej jeszcze w krocze jak przyśni mu się macanko. Masz być maksymalnie konsekwentna. I najlepiej zmień pracę. Jak postanowisz odejść to będąc na Twoim miejscu jeszcze dupę bym mu obrobiła odchodząc, oczywiście umiejętnie: dlatego by inni wiedzieli jaki ten facet jest żałosny: on musi doświadczyć jakiś skutków negatywnych, im ich jest więcej i mądrze rozegrane tym lepiej. Chodzi o to by szanowny debil nie próbował wykorzystywać inne dziewczyny albo wiedział, że jak się za to zabierze znów doświadczy jakiś negatywnych skutków nie od Ciebie, ale od innych, którzy stoją z boku i których bezpośrednio te sytuacje nie dotykają. Tacy ludzie jak on: mają na pęczki takich kobiet jak Ty. Kwestia z czego to u nich wynika też jest dość złożona, więc nie będę Cię zanudzać, bo to jego problemy z którymi jak widać radzi sobie własnie w ten sposób: wykorzystując kobiety.

Twoją rozmowę z tym gościem od którego jesteś uzależniona jest analogiczna z tym co spotykamy u alkoholików, którzy chcą być trzeźwi pijąc alkohol. Twoim środkiem uzależniającym jest ten facet i nigdy z nim nie stworzysz niczego głębszego, bo po prostu się nie da tego zrobić w ramach uzależnienia. Tak jak alkoholik odstawia alkohol na dobre, tak Ty musisz go na dobre odstawić, zupełnie się od niego odciąć. Tylko takim zachowaniem możesz zacząć walczyć o swoje szczęście.

Co do Twojego psychologa: odpuść sobie go skoro do niczego z nim po paru sesjach nie doszłaś. Dobry psycholog na pierwszej sesji już wiele Ci rozjaśnia, ten widocznie jest do dupy.

Twój problem, który opisałaś w pierwszym poście jest problemem nierozwiązanych przeżyć, konfliktów z dzieciństwa, braków w relacjach, głównie dotyczy to ojca. Dlatego przyciągasz starszych i starsi na Ciebie lecą, bo Ty podświadomie szukasz ojca, którego nie miałaś, który Ciebie opuścił, albo który żył z Tobą i bardzo Cię skrzywdził, albo żył z Tobą, ale był emocjonalnie niedostępny i zimny. Nie będę Ci tu prowadzić sesji w sieci, piszą to po to byś sama się nad tym zastanowiła.

To co opisujesz w pierwszym poście nadaje się na terapię. Odpuść sobie tego psychologa i znajdź dobrego terapeutę. Tu chodzi o Twoje życie, o Twoje szczęście, o Twoją przyszłość i spełnienie. Nie ma się co cackać, trzeba się konkretnie za to wziąć.

Pozdrawiam serdecznie,
Sugarbabe
“W błękitnym miesiącu wrześniu, w cieniu milczącej śliwy trzymałem miłość mą cichą i bladą niczym cudowny sen” B. Brecht

#7 korrrba

korrrba
  • Użytkownik
  • 5 postów

Napisano 24 września 2011 - 08:01

Sugarbabe dzięki za konkretną odpowiedź. Z tym psychologiem jest tak, że to jest mój drugi terapeuta, bo pierwszy zupełnie nic nie mówił i właściwie nie wiedział, co powiedzieć. I ten obecny wydawał mi się genialny w porównaniu z tym pierwszym, bo generalnie mówi dość dużo i na temat. Ale fakt jest taki, że mam za sobą 7 spotkań z nim i wrażenie takie, że właściwie wcale nie ruszyłam z miejsca... Nie wiem, czy to wina psychologa, czy raczej moja, bo do tańca trzeba dwojga. Skoro jestem uzależniona od tego faceta to muszę sama chcieć definitywnie odciąć się od niego. Żaden najlepszy terapeuta nie zrobi tego za mnie i nie podejmie za mnie decyzji. Ale przemyślę to, poszukam jeszcze kogoś innego. Ta pani psycholog, do której teraz chodzę jest "darmowa", to są spotkania w ramach NFZ, niby miały trwać godzinę, ale z reguły moja wizyta u niej trwa 40-45 minut. Pomyślałam nawet, że może wykańczają ją moje problemy ;)

Co do tego faceta... też nieraz myślałam, że tak naprawdę on może mieć na pęczki takich kobiet i notorycznie zdradza swoją partnerkę. Chociaż z drugiej strony wydaje mi się, że akurat u mnie w pracy jestem chyba jedyna aż tak głupia. Owszem on jest dość popularny u nas, lubiany przez kobiety, ale z pewnością jestem jedyna, która zgubiła rozum na jego widok. I co on teraz robi po tym wszystkim? Totalnie mnie zlewa, robi co chce, a ja tak naprawdę nawet nie mam pewności, czy robi mi na złość, kpi ze mnie, czy jestem już przewrażliwiona i wtedy uruchamia się we mnie chęć "wyjaśnienia" tego z nim i to jest tak silne, że ja muszę to zrobić, po prostu muszę... :-( I błędne koło się zamyka...

#8 Sugarbabe

Sugarbabe
  • Użytkownik
  • 17 postów

Napisano 24 września 2011 - 08:50

I co on teraz robi po tym wszystkim? Totalnie mnie zlewa, robi co chce, a ja tak naprawdę nawet nie mam pewności, czy robi mi na złość, kpi ze mnie

Przestań się kobieto zajmować tym co on chce! Przecież to chore.
On to robi byś mu nie uciekła i by dalej móg CIę wykorzystywać to jest najbardziej oczywista rzecz pod słońcem, kiedy to w końcu zobaczysz i weźmiesz się za siebie? On to robi by Ciebie wiązać ze sobą, tak on staje się Twoim narkotykiem, po Twojej reakcji widać, że bardzo dobrze mu to wychodzi a Ty w zasadzie nie stawiasz żadnego oporu.

wtedy uruchamia się we mnie chęć "wyjaśnienia" tego z nim i to jest tak silne, że ja muszę to zrobić, po prostu muszę...

no własnie, a Tobie powinno się uruchomić: wal się facet, nie chcę Cię znać.

Skoro jestem uzależniona od tego faceta to muszę sama chcieć definitywnie odciąć się od niego. Żaden najlepszy terapeuta nie zrobi tego za mnie i nie podejmie za mnie decyzji.

ależ wcale nie miałam tego na myśli żeby terapeuta za Ciebie podejmował decyzje. Skoro masz myślenie takie jakie teraz prezentujesz to wybacz: Ty tylko siedzisz na tych sesjach i nic nie robisz. Na sesjach się pracuje ze sobą, a potem po sesji pracuje się samemu w domu. Jeśli byś to robiła to po 1 sesji byłyby już efekty, a Ty sama mówisz, że ich nie ma, więc albo Ty nie współpracujesz, albo nie za bardzo garniesz się do tego by zmieniać swoje nastawienie (co w sumie powyższy post prezentuje), albo psycholog/ terapeuta jest do dupy. Albo obie wersje jednocześnie. Dobry terapeuta nie pozwoliłby Ci się użalać nad sobą w nieskończoność a to również prezentujesz w powyższym mailu. Terapeutę interesują konkretne działania, mnie też, a u Ciebie ich nie ma. Nic. Zero progresu od tego co napisałam Ci wcześniej. Dalej w drugim akapicie babrzesz się w tym gównie z tym kolesiem, jak tak chcesz: droga wolna - Twoje życie. Nie zmienisz zachowania nie zmieniając myślenia. Twoje myślenie na razie nie ruszyło z miejsca. Nawet nie drgnęło.

Co miałam napisać tom napisała, wszystko co trzymałam w obwodzie wykorzystałam, więc albo się bierzesz za siebie albo użalasz i rozmyślasz o tym pasożycie. Twoje życie.

Życzę powodzenia,
Sugarbabe
“W błękitnym miesiącu wrześniu, w cieniu milczącej śliwy trzymałem miłość mą cichą i bladą niczym cudowny sen” B. Brecht

#9 korrrba

korrrba
  • Użytkownik
  • 5 postów

Napisano 24 września 2011 - 13:57

Szczerze mówiąc Twoje maile jakoś lepiej do mnie przemawiają niż wizyty u tego psychologa... Fakt, też mam nieraz wrażenie, że ta terapeutka za bardzo pozwala mi na użalanie się nad sobą, kiedyś nawet jej wspomniałam, że ja chyba użalam się nad sobą, na co ona odpowiedziała, że przecież mam swoje problemy, nie są to małe problemy i mam prawo do takich emocji... Ale wiem dobrze, że mnie o wiele bardziej mobilizuje jak ktoś mną potrząśnie niż użala się wspólnie ze mną...

Wracając jeszcze do tego faceta... Ty naprawdę myślisz, że on to robi po to, bym dalej w to brnęła??? Ja kompletnie nie umiem tego zauważyć, po jego wczorajszej reakcji było widać, że jest już dość zdeterminowany i stanowczy w swoim postanowieniu, naprawdę wyglądał jakby miał dosyć tej historii ze mną i dosyć mnie samej... Chciałabym jak najwięcej wiedzieć opinii osób postronnych, by móc lepiej rozszyfrować zachowania jego i facetów jemu podobnych.

#10 Jasminka

Jasminka
  • Użytkownik
  • 1 022 postów

Napisano 24 września 2011 - 17:48

Widzę, że pomimo iż Sugarbabe pisze Ci jak zapomnieć Ty nadal wracasz do tematu tego faceta.
Więc napiszę Ci jak ja to widzę.
korrrba, po Twoich ostatnich postach mogę stwierdzić tylko jedno.
Facetowi ewidentnie zależy na seksie z Tobą. Trwa to dłużej bo stałaś się w pewnym sensie wyzwaniem dla niego.
Wystarczy, że Wasze macanki skończą się seksem i to będzie ostatnia rzecz w Waszym "związku".
Z resztą sugerowanie Tobie abyś znalazła sobie kogoś na stałe nie świadczy o tym iż facet wiąże z Tobą swoją przyszłość.

Jeśli zależy Ci na czymś więcej niż dać sie przelecieć przez faceta i zostać porzuconą to posłuchaj Sugarbabe i zapomnij o nim.
Ale jeśli chcesz się trochę zabawić niezobowiązująco to sie baw z nim i ciesz się chwilą (seksem) nie licząc na nic więcej.
Ale po twoich postach sądzę, że nie jesteś na coś takiego gotowa. Czyli w sumie chyba najlepiej bedzie jak posluchasz Sugarbabe.
Takie jest moje zdanie, ale oczywiście wszystko zależy od Ciebie. Rób tak abyś czuła się z tym dobrze i nie daj się skrzywdzić. Egoizm czasami jest wręcz niezbędny.
Trzymam kciuki.

#11 korrrba

korrrba
  • Użytkownik
  • 5 postów

Napisano 15 października 2011 - 11:05

Ostatnio czułam się już nieco lepiej, aż do środy... W środę rano przyszłam do pracy i na korytarzu spotkałam tego faceta jak pięknie gruchał sobie z takimi dwiema koleżankami. Samo to nie zrobiło na mnie jakiegoś większego wrażenia, powiedziałam głośno "cześć" ogólnie do nich wszystkich. Koleżanki mi odpowiedziały, a on nie. Nawet nie spojrzał na mnie. Nie dałam tego po sobie poznać, ale jak już weszłam do swojego pokoju to myślałam, że szlag mnie trafi!!!! Nie mogłam sobie tego darować, a poszło o głupotę, o to, że nie odpowiedział na cześć!!! Mało tego, poszłam do jednej z tych koleżanek, z którymi on wtedy rozmawiał rano i wyrzuciłam wszystko z siebie, spytałam, czy widziała jak on pięknie się zachował, że nie odpowiedział mi cześć, że jest zbyt dumny i napuszony, by odpowiadać na cześć takiemu śmieciowi jak ja... i generalnie objechałam mu tyłek. Koleżanka była zszokowana trochę tą moją reakcją, powiedziała, żebym się uspokoiła, wyluzowała, bo nie ma naprawdę powodu do takiej wściekłości, że takie bzdety się zwyczajnie olewa. I wtedy jej odparowałam, że jej łatwo mówić, skoro ją traktuje z galanterią, a mnie jak śmiecia i wyszłam. W ogóle to było niepotrzebne, co zrobiłam, bo nikt w pracy nie ma pojęcia o mojej sytuacji z tym panem, są osoby, które domyślają się, że jestem nim zauroczona bez wzajemności, między innymi ta dziewczyna. Wczoraj zauważyłam, że ta koleżanka jest na mnie obrażona. Kiedy spytałam ją o powód, to stwierdziła, że zauważyła od dawna, że jestem chorobliwie zazdrosna o niego, o to, że np. on do niej przychodzi rozmawiać, że widać to po mnie, że ma wrażenie, że mam do niej jakieś pretensje i żal o to, a ona nie czuje się winna, bo ma męża, dziecko i to oni są dla niej całym światem, a tego faceta ma gdzieś, jest jej obojętny. A poza tym to gruba przesada z moje strony, że jestem zazdrosna o jakieś zwykłe rozmowy... Jestem załamana, nie wiem, co powoduje, że ja tak się zachowuję, zniechęcam do siebie koleżanki, które były życzliwie do mnie nastawione Bardzo smutna Wczoraj miałam kolejną wizytę u psychologa, powiedziałam jej o tej całej sytuacji, to ona prawie nic na to nie powiedziała, tylko maglowała i drążyła moje dzieciństwo i relacje z rodzicami... Nic z tego nie kumam...

[ Dodano: 2011-10-21, 20:03 ]
fajnie, że ktokolwiek mi odpisuje...

[ Dodano: 2012-05-07, 19:42 ]
Dawno nie pisałam, głupio mi ciągnąć ten wątek, niestety u mnie nie jest lepiej :(( Zwłaszcza odnośnie tego ferelnego faceta... Jakieś 3 lata temu doszła do naszej pracy pewna kobieta, 36 lat. Ma 10-letnią córkę i miała wtedy partnera, starszego o 20 lat. Ona mu rozbiła rodzinę, facet był żonaty, miał dzieci. Jego żona nadal nachodziła ją w pracy, robiła awantury, między innymi dlatego ona postanowiła przenieść się do nas. Czekała aż partner dostanie rozwód i w końcu pod koniec sierpnia zeszłego roku wzięła z nim cichy cywilny ślub. Ja jednak zauważyłam, że tuż po ślubie ona wyraźnie miała się ku sobie z tym facetem z mojej pracy, w którym jestem tak zakochana. Myślę, że właśnie dlatego zauważyłam, że jest coś między nimi. Nikt inny w pracy tego nie zauważył, wszyscy myśleli, że mi odbiło. Kilka razy nakryłam ich razem na mieście, speszyli się jak mnie widzieli, potem ta kobieta zaczęła być agresywna wobec mnie, szykanować. Po jej zachowaniu odczytałam, że na pewno musi mieć z nim romans, skoro nie może utrzymać emocji na wodzy. Potem kilka innych koleżanek z pracy widziało ich razem na mieście. Zaczęły się plotki. Od kilku miesięcy ta kobieta nie nosi już obrączki. A jedna z koleżanek widziała ją w Wielkanoc, siedziała z tym facetem w jego aucie, na tylnym siedzeniu siedziała jej córka. Bardzo się zmieszali widząc tą koleżankę. Nadal jednak oficjalnie się nie przyznają do związku. Jedynie w pracy niemal nie wychodzą ze swoich gabinetów. Unikają rozmów z innymi ludźmi. W końcu nasz ochroniarz wygadał się, że wie o tym, że oni są razem i mieszkają razem już od stycznia. Ona zostawiła męża w mieszkaniu, za które spłacają kredyt hipoteczny, zabrała córkę i wynajęła mieszkanie razem z tym facetem z pracy. Nie wiem co się stało z dotychczasową partnerką tego faceta. Wpadłam w jeszcze gorszą dziką obsesję na tym tle, nie umiem odczepić się od tego. Oczami wyobraźni widzę, że są razem, biorą ślub, mają dzieci. Czuję się PRZEGRANA, gorsza od tej kobiety :(( Ja byłam potraktowana jak rzecz, a do związku wybrał ją. Musiał zakochać się w niej skoro dla niej zostawił swoją wieloletnią partnerkę :(( Od pewnego czasu chodzę do innego psychologa, ale na razie nic mi to nie daje :( Psycholog już traci do mnie cierpliwość, mówi, że chyba siłą trzeba będzie mi wybić tego faceta z głowy. Jestem tak zaślepiona, że nie potrafię :( Płaczę po nocach, czuję się jakbym przegrała i straciła. Schudłam, chociaż i tak jestem szczupła. Zaczęłam załatwiać sobie inną pracę, nie wiem, czy mi się uda, znajomy mi obiecał, że będzie miał mnie na uwadze. Nie jestem w stanie patrzeć się na nich, na niego, na nią, bo to mnie rozrywa Boję się też, że nie będę w stanie znieść informacji jak np. on się z nią ożeni itp. Lepiej będzie dla mnie i dla nich jak mnie już tam nie będzie. Nie wiem, czy ja kiedykolwiek wyrzucę tego człowieka z głowy i czy jeszcze mam szansę na miłość, rodzinę w takim wieku????





Podobne tematy Collapse

  Temat Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych