Jestem z chłopakiem 5 lat. Co jakiś czas kłóciłam się z mamą o niego. A bo coś głupio zrobił, bo olał, czy bo byłam przez niego smutna - wiadomo, każdy czasem robi źle, ludzie się kłócą, itp. A mama jak to mama, stoi na straży szczęścia swojej córeczki.
Niestety od ostatniego czasu jest dużo dużo gorzej. Do konfliktu włączył się już tato. Oboje z mamą są wściekli, gdy umawiam się z chłopakiem, wydzwaniają do mnie wieczorami, wypisują bardzo przykre smsy. W dodatku usłyszałam wielokrotnie, że on jest ze mną tylko dla seksu, że ja się nie szanuję i jak chcę tak dalej, to mam się wyprowadzić. Nikt ze mną nie rozmawia w domu, jakbym była jakąś zakałą i wstydem dla rodziny. Ciągle płaczę, nie umiem spać po nocy, póki nie wezmę jakiś prochów na sen, uspokajających...
Ze swoim chłopakiem jestem już bardzo długo. Kocham go, uważam, że on również mnie kocha. Jego problemem są jedynie jakieś durne szczeniackie zachowania, typu że czasem oleje na rzecz kumpla, że woli iść na piwo zamiast na spacer, albo czasem nie odpisze na smsa... Żadnych zdrad, bicia, nic. Rzadko zachowuje się w sposób jaki tutaj wymieniłam, jednak czasem mu się zdarzało. Wtedy od razu z nim rozmawiałam, mówiłam, co zrobił nie tak. Najlepsze jest to, że choć czasem zachowa się jak dzieciak, to naprawdę poprawia to co źle robił. Nie jestem ślepo zakochaną nastolatką. My naprawdę dzięki temu związkowi stajemy się oboje lepsi
Co ja mam zrobić? Nie chcę stracić rodziców, nie chcę stracić chłopaka i nie chcę zwariować...
Poradźcie coś...




















