Masz rację, masz świętą rację. Tak wygląda moje życie, to jedno istne piekło. Jestem ciągle pod napięciem, nie myślę o niczym innym niż on...ja wiem że to chore, że to patologia ale ja nie umiem inaczej. Ja naprawdę bardzo go kocham, nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale...coraz bardziej męczę się sama ze sobą! Czasem dochodzi już do tego że ja wolę z Nim nie pisać, nie rozmawiać bo boję się, że powie/napisze coś co zaraz przyprawi mnie o kolejną nieprzespaną noc...Miłość to nie nieustanne kontrole, paniczny strach przed zdradą i doszukiwanie się drugiego dna w każdym słowie, geście i zmianie w zachowaniu. Nie dajesz mu pożyć, stale się nakręcasz "co robi? czy o mnie myśli? czy ma inną?".
Ja mam takie coś (nie wiem czy dobrze to wyjaśnię) że wiem, że robię źle, że nie jest moje zachowanie normalne itd, zdaję sobie sprawę że moja zazdrość osiąga już najwyższe szczyty...ale jednocześnie mówię sobie: "A czy nie jest tak, że ja jestem normalna a to on daje mi tyle powodów do zdrady i dlatego tak się zachowuję?!" Ja nie umiem odróżnić dobrego od złego, nie umiem ocenić czy coś jest normalne czy chore. Jeśli on zachowa się jakoś podejrzanie to mam dwa wyjścia (wg mnie):
- zignorować jego zachowanie mówiąc sobie że to moje wymysły (jednocześnie ciągle myśleć że staram się wyprzeć dowody zdrady!)
- uznać, że to dowód zdrady podany wprost na tacy (ale i tak z nim nie zerwę bo wiem że nie jestem w stanie normalnie ocenić sytuacji...)
Opisałam Wam jedną sytuację z sms, starałyście się otworzyć mi oczy, że to był sms do mnie itd. Myślicie że to coś dało? Ja jestem jakaś nienormalna! Przez tą sytuację z tym sms co opisałam na początku wszystko się chyba jeszcze bardziej wzmogło! Na następny dzień dostałam kolejną wiadomość o której jestem przekonana że jest nie do mnie a jednocześnie uważam się za wariatkę która nie ma prawa oceniać logicznie czy coś jest czy nie jest dowodem zdrady! Mianowicie dostałam sms typu: "Jestem już w domu Misiu, wszystko ok idę już spać, kocham Cię" - przez to przeryczałam calutką noc! Powodem było to, że ja go nie pytałam co u niego, czy wszystko dobrze - a on napisał mi "wszystko ok" - bez żadnych podstaw. Więc zaraz sobie wmówiłam że ma romans i że to odpisał jakiejś innej że wszystko ok (a ona wsześniej o to zapytała!)
I jestem taka rozdwojona bo wiem z jednej strony że wymyślam, a z drugiej coś szepce mi do ucha: "Dziewczyno, masz na tacy podany dowód zdrady, on sms-uje z inną a Ty starasz się to wyprzeć ze świadomości, przed zdradą nie uciekniesz!"

















