Napisano 10 czerwca 2013 - 08:41
Tak wczoraj czytałam ten wątek i dyskusję w wątku o gwałcie w małżeństwie bo tam trochę też powiązań było i czytałam nie dowierzając w to co widzę. Mam dwie znajome, które to przeżyły, więc opiszę.
Pierwsza
Dość bliska znajoma. Wyszła za mąż, urodziło się dziecko i było super. Zakochani, szczęśliwi, spełnieni. Dziecko miało już 3 latka. Uderzył ją bo nie mogła go uspokoić. Przepraszał, obiecywał. Uwierzyła. Potem dwa miesiące sielanki i znów ją pobił. Spakowała siebie i dziecko i następnym razem widzieli się w sądzie podczas rozwodu.
Obecnie dziecko na lat 9, ona sobie pracuje i ma spokój.
Druga
Pracowałam z nią, nie jest jakaś mi bliska. Przychodziła do pracy z podbitymi oczami, siniakami, czasem mówiła, że nago wywalił ją z mieszkania i spała u sąsiadów. Mieli dwójkę dzieci jakoś pewnie w wieku 3 i 8 lat.
Kiedyś zapytałam czemu się nie spakuje i nie odejdzie. Powiedziała, że to nie takie proste, bo mieszkanie, wspólna kasa, że ona go kocha a on ją. Że nie ma gdzie iść. Pamiętam, że wtedy powiedziałam jej, że w takim razie za lekko ją bije. Oburzyła się i żyła z nim tak jeszcze kilka lat.
Dzisiaj jest sama, bo on i tak ją zostawił. Młodszy syn się jąka, starszy ciągle zawieszany w szkole. Nie wiem czy to jest efekt tego, ale przez kilka lat patrzyły na to co się dzieje.
Moje zdanie jest takie samo. Jeśli kobieta mówi, że nie odejdzie bo to nie takie proste to znaczy, że za słabo jeszcze dostała. A mówienie, że jak są dzieci jest jeszcze trudniej odejśc po prostu mnie powala.
Jak matka może zaserwować dzieciom takie życie i takie widoki. Jak można skazać dziecko na życie w strachu przed ojcem. Jest to dla mnie nei do przyjęcia i mam bardzo słabe zdanie wtedy o takiej kobiecie jako o matce.
Właśnie dla dzieci się odchodzi. Nie żyjemy w średniowieczu, że nie ma gdzie iść, że kobieta sama bez faceta sobie nie poradzi. Jeśli tak mówi to znaczy, że nie chce.
Gdzieś padła wypowiedź, że mogłabym uciec do przyjaciołki, ale na ile? Gdyby moją przyjaciółkę coś takiego spotkało (a nie ma już rodziców) to mogłaby mieszkać u mnie (z dziećmi też jakby miała) tyle ile jej byłoby potrzeba aby dojść do siebie. I ja wiem, że w drugą stronę to samo by było.
Zresztą mój ojciec by chyba zabił tego kolesia.
Każda która uważa, że odejść nie jest tak prosto niech pomyśli czy tak samo powiedziałaby swojej córce gdyby ją pobił mąż.
Każdy z nas urodził się ateistą