źródło:blog.pl/artykuły„Mam prawie trzydzieści lat i od dziesiątego roku życia wiem, że nie chcę się rozmnażać" - pisze blogerka ukrywająca się za nickiem Filkotny. „Po pierwsze dlatego, że mało czego nie lubię tak bardzo, jak dzieci. Emocjom, które we mnie budzą ludzkie młode, najbliżej do obrzydzenia. Po drugie, nie mam ochoty poświęcać swojego życia dziecku. Ani ja nie byłabym szczęśliwa, ani dziecko. Po trzecie, sama myśl o ciąży, porodzie, karmieniu i pieluchach budzi mój najwyższy wstręt. A potem wcale nie jest łatwiej, bo odpowiedzialność, bo zmartwienia, bo nerwy... Innymi słowy - nie chcę mieć dzieci i tyle".
Publiczne deklaracje o niechęci posiadania dziecka można spotkać w sieci coraz częściej. Składają je młode, wykształcone kobiety najczęściej jeszcze przed trzydziestką. Dzieci to według nich przykry obowiązek, koszty, wyrzeczenia. A one zamierzają żyć „pełnią życia" i nie rozumieją, dlaczego usiłuje im się wmówić, że macierzyństwo jest im potrzebne do szczęścia i spełnienia. Takie też były głosy Polek, które wypowiedziały się w debacie „Czy każda kobieta musi być matką".
Blogerka podpisująca się Immoramento jeszcze studiuje. Chce wyjść za mąż, ale własnego potomstwa mieć nie zamierza. „Ostatnio koleżanka powiedziała mi, że co to za życie, po co żyć, kiedy nie ma się dziecka? Świadczy to tylko o tym, że jej osobowość sama w sobie jest pusta, żyje dla biologicznego przedłużenia gatunku. Jak w ogóle można nie zauważać sensu istnienia w samej naszej egzystencji? Czyż nie warto żyć dlatego, że możemy widzieć, słyszeć, chodzić, podróżować, kochać?" - oburza się blogerka.
Yavanna jest trochę młodsza. Pochodzi z małej miejscowości, ma narzeczonego, co, zdaniem rozmaitych ciotek, uprawnia ją do tego, by myśleć o przyszłości poprzez pryzmat dzieci. „Mnie osobiście nikt nawet nie traktuje poważnie, bo młoda jestem, a jak młoda, to rzecz jasna nie mogę wiedzieć, czy chcę czy nie, więc zawsze muszę zaznaczyć, że na razie nie chcę nigdy mieć dzieci, ale może za parę lat mi się odmieni. Nie myślę że się odmieni, ale zaznaczyć, że może, trzeba" - pisze.
W podobnej sytuacji jest Filkotny: „Zdarzyły mi się nieprzyjemne rozmowy z dalszymi krewnymi. Klasyczne przykłady postrzegania kobiety bez planów rozrodczych jako przegranej i nieszczęśliwej. Jedna moja ciotka zapytała mnie, po co w takim razie żyję. Według niej nie ma innego sensu i celu dla człowieka, jak ten, by przekazać swoje geny dalej, a całą energię włożyć należy w zapewnianie tym genom dobrobytu. Druga ciotka, taka trochę mniej wygadana, po prostu stwierdziła, że dzieci są sensem życia i jak można ich nie chcieć. Normalnie - odpowiadam. Tak jak ja. Ja nie chcę".
„Szanuję kobiety, które potrafią otwarcie powiedzieć, że nie chcą mieć dziecka. I nie ma to nic wspólnego z feminizmem, ideałami. To tkwi w głowie: Nie odczuwam potrzeby posiadania potomstwa - czy to tak trudno zrozumieć. Osobiście znam tylko jedną kobietę, która jasno mówi, że nie ma i nie chce mieć dzieci. Inne milczą na ten temat" - pisze Anka, która sama jest matką, ale pamięta swoje gorzkie życie jako niechcianej córki. Według niej to, że dzieci lądują w domach dziecka jest efektem tego, że matki, które je urodziły nie były na tyle odważne, by powiedzieć, że macierzyństwo jest nie dla nich.
„Nigdy nie bawiłam się lalkami imitującymi niemowlę, niemowlęta nie wzbudzają u mnie żadnych pozytywnych uczuć, raczej zdecydowanie negatywne, nigdy nie poczułam nawet śladowego instynktu macierzyńskiego, ogólnie dzieci przez całe życie omijam szerokim łukiem. I pomimo tego czuję się szczęśliwa i spełniona na wielu płaszczyznach, a jako matka byłabym co najmniej fatalna" - zarzeka ~taka jedna.
Yavanna poprzestaje na obchodzeniu niemowląt z daleka. „Zdarza mi się spotkać z dzieciatym znajomym lub kimś z rodziny, i przy dziecku często występuje kwestia do mnie lub mojego chłopaka "Popatrz, za parę lat też będziesz takie mieć!". W takich sytuacjach tylko milczę, bo nie mam ochoty na tłumaczenie, że może ja wcale nie chcę "takiego za parę lat mieć" - pisze. Filkotny opisuje scenkę: „Pewna para, u której gościłam jakiś czas temu, próbowała na siłę zaprzyjaźnić mnie ze swoim kilkumiesięcznym potomkiem. Nie wypadało krzyczeć i uciekać, ale nachalne podtykanie mi śliniącego się malucha pod nos w końcu zaowocowało moim, dość ogólnym i w powietrze rzuconym (bo i jakże tu inaczej zareagować, żeby kogoś nie urazić) stwierdzeniem, że ja to tak nieszczególnie szaleję za dziećmi, poza tym nie umiem się z nimi obchodzić, więc pakowanie mi ich cennego skarbu na kolana może mieć zgubne skutki. Najpierw spotkałam się z niedowierzaniem, potem z pewnym żalem, a na końcu z zapewnieniami, ze polubię, jak będę miała własne. Opcja, że nie zamierzam ich mieć, całkowicie nie dotarła do moich rozmówców. Nie byli w stanie w żaden sposób tego przetrawić, ani przyjąć do wiadomości, więc kontynuowali podśmiewki i zapewnienia, nadal "atakując" mnie swoją córką. Całą moją cierpliwość i samozaparcie wykorzystałam tego dnia na powstrzymywanie gniewu, do którego w końcu doprowadzili". Chciała powiedzieć : „Zabierzcie ode mnie tego śliniącego się, śmierdzącego potwora, którego nie umiem postrzegać, jako słodkiego, rozkosznego stworzonka" i powstrzymała się tylko poprzez delikatność. Znajomi mogą być pewni, że prędko ich nie odwiedzi.
„Wiesz, czemu kobieta w dzisiejszym świecie nie chce być matką? Bo: dzieciak zawsze jest na jej głowie, bo facet "ma lewe ręce" albo włoży, wyjmie i ucieknie, więc po co samej sie męczyć. Bo: w tym kraju dzieciak bardzo dużo i długo kosztuje. Czasy się zmieniły. Dziś, żeby mieć dzieci, to ojciec musi tyle samo pracy włożyć w ich wychowanie i opiekę co matka. Po tych postach dopiero możesz zauważyć, jak wiele kobiet nie chce dzieci i jak bardzo pomyliłeś się w swoim postrzeganiu świata i kobiet" - uważa bogini_Bast.
Made by Man zgadza się, że współcześni mężczyźni w kwestii wychowywania potomstwa „dają dupy" i generalnie mają się czego wstydzić. Może dlatego Filkotny zarzeka się, że nigdy nie zwiąże się z mężczyzną, który będzie deklarował chęć posiadania dzieci. Ma inne marzenia: kariera, trochę podróży, „wygenerować tyle szczęścia, ile się da". I oczywiście żadnych dzieci.
Analogowy nie pozostawia takim jak ona złudzeń: „Zabawa, moda, kariera... lecz przychodzi dzień kiedy wszystko to mija i nie pozostaje nic innego jak adoptować kota".
Wklejam go bo warto go przeczytać, bo jest też bliski... moim przekonaniom. Rozumiem wypowiadające się tu kobiety, bo sama mam podobne odczucia, a jak to było wymienione w artykule-najbardziej wkurza mnie jak ktoś mi wmawia, że jeszcze mi się to zmieni itd..
Jakie są wasze odczucia temacie : Antymacierzyństwo
















