Ja chyba nie będę pisać tu swoich teorii na ten temat, napiszę tylko że bardzo bliski jest mi tok myślenia
maartekk Moje sumienie mówi mi że seks przed ślubem nie jest grzechem. Poznałam wspaniałego chłopaka, kocham go i oprócz zwykłej, biologicznej "ochoty" chcę z nim to zrobić, bo chcę poczuć jego bliskość. Ta bliskość jest dla mnie właśnie wyrazem miłości, która jest najpiękniejszym i najlepszym uczuciem jakie może nas spotkać. Popełnię więc grzech? Nie sądzę.
A jak jest z dziewczynami, które za przeproszeniem na dyskotekach "dają" na prawo i lewo? Albo z facetami, którzy lubią od czasu do czasu "zaliczyć"?
To też seks przedmałżeński (jeśli ma miejsce przed ślubem). Jak widać, nie można oceniać tego w tej samej kategorii, bo seks z ukochaną osobą jest dla mnie czymś DOBRYM.
Dla mnie grzechem jest krzywdzenie drugiej osoby. Kochając się z partnerem nie wyrządzam nikomu krzywdy, nikogo nie ranię, nie robię nic złego.
W klasie maturalnej na lekcjach religii padł m. in. ten temat, jak też przyczyn unieważnienia małżeństwa. Wiele dziewczyn napisało że problemy w łożku nie wystarczają do zakończenia związku, istnieją kompromisy itp. A jednym z wielu ustaleń Kościoła, dotyczących właśnie powodów do unieważnienia związku sakramentalnego jest
niemożność dokonania stosunku seksualnego z przyczyn fizycznych, więc chodzi tu o niedopasowanie. Więc żona/mąż wg Kościoła ma prawo zostawić partnera, jeśli ze względów fizycznych nie mogą uprawiać seksu. Dla mnie to gorsze, bardziej krzywdzące niż seks przedmałżeński, który daje dwojgu ludzi tyle radości.
Takie moje zdanie, o.
W Twoich objęciach cały mój świat...