Skocz do zawartości

Babskiswiat.net używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Lena123xx3

Rejestracja: 31 paź 2014
Poza forum Ostatnio: 08 gru 2014 11:48
-----

Moje posty

W temacie: Przeprawy z teściami

31 października 2014 - 14:04

Witam mój problem w związku polega na obecności teściów w nim... :( Jesteśmy 3 lata po ślubie i od początku teściowie nie umiliali mi życia, wręcz przeciewnie nam kłody pod nogi, byle było po ich myśli i z korzyścią dla nich.

 

Teraz spodziewamy się za miesiąc narodzin synka bardzo się cieszmy i czekamy tylko mnie już dopada wizja teściowej u nas codziennie.

 

Już teraz próbuje się wtrącać co do iminia " macie już imię wybrane? Nie jeszcze mamo. Aha no tylko nie takie i nie takie" [:(] no obłęd, już nawet mnie poinformowała że chrzestnym zostanie jej młodszy syn o czym ona już go poinformowała, gdzie my z mężem jeszcze tego tematu nawet nie ruszyliśmy (chrzcin).

 

Ja już mam wyprawkę skompletowaną, a to co chwila chodzi po lumpekasach i coś kupuje ( i to ubrania na roczne dziecko) mówię jej " mamo nie kupuj takich dużych, bo ja nie mam gdzie trzymać ubrań na rok do przodu z/w mieszkaniowych" ale jak grochem o ścianę [:(] . Kiedyś w jednej rozmowie wspomniałam że mam już wybranego pediatrę, gdzie zapiszę małego a ta już " Do Niego??!!!, przecież Bartosz ( jej 3 syn  9letni) chodzi do tej i jest dobry, weż tam zapisz" Normalnie już mam dość, zastanawiam się kto tu w końcu ma być rodzicem? I czy w ogóle z mężem mamy coś do powiedzenia... Jak rozmawiałam z mężem to on tylko stwierdził, no za bardzo się wczuwa i ingeruje ale nic jej nie powie [:(] Powiedziałam mężowi, że zaczynam się bać co to będzie jak się mały urodzi skoro ona już teraz próbuje mieć tyle do powiedzenia... To mnie mąż "pocieszył" [:/] "że pewnie będą codzienie a jak nie to będzie z 10-20 tel dziennie"

 

I teraz najgorsze święta Bożego Narodzenia od ślubu zaczynam ich nie cierpieć, bo mnie stresują . Pierwsze po ślubie uparłam się że spędzamy sami jako młode małżeństwo i w końcu na własnym "m" udało się, ale nie obyło się bez miliona tel, i trucia jak to sami itd i głupich komentarzy na temat tego że się tak uparłam na to. W zeszłym roku byliśmy u męża rodziców i wtedy było wszystko ok, jak powiedziałam mężowi późnym już wieczorem czy może jedziemy już to wejdziemy do moich chociaż z życzeniami to mi powiedział, że" nie bo on w tym roku jest tu" ok zaakceptowałam to bez słowa, póżniej coś mnie złapało i dostałam dość wysokiej gorączki i chciałam do domu to mąż zaczął się wściekać że wymślam, nawet teść mu tłumaczył że naprawdę źle wyglądam.

 

I teraz znowu zbliżają się święta, ma się urodzić synek i się umówiliśmy, że w tym roku idziemy do moich rodziców albo sami w domu, zależy kiedy mały się urodzi, wszystko fajnie tylko, że ja wiem, że tak łatwo nie będzie, bo będą tel od jego rodziców, że mamy przyjechać albo oni do nas przjadą, a jak nie to na pewno przjedzie jego brat. Oni tego nie rozumieją, że teraz idziemy do moich rodziców i nie mam zamiaru siedzieć tam z zegarkiem w ręku, albo żeby mąż siedział wiecznie z tel bo oni będą truć.

 

Wszyscy mieszkamy blisko siebie moi rodzice 100m od nas, a teściowie 8 km. I teściowie potrafią przyjechać do nas i przjść po nas do moich rodziców chociaż wiedzą, że z jakiejś okazji (urodziny, imieniny itp) jesteśmy u moich rodziców. Wspolna wigilia nie wchodzi w grę, bo moi rodzice nie przepadają za teściami moimi, bo Ci się uważają za kogoś lepszego bo miastowi.

 

A mój mąż nie potrafi zwrócić uwagi swoim rodzicom [:(] Albo mówi do mnie co Ci szkodzi, że przyjadą? Jego brat też się zawsze tłumaczy, że on niby tylko na chwilę, a potem się rozsiada na 3-4 godziny i co mam go wrzucić? Tak było dwa lata temu po naszej pierwszej wigilii.

 

Normalnie ręce mi opadają, aż czasami myślę żę to wina męża, bo zamiast być dupowaty niech powie jak facet i głowa rodziny coś swoim rodzicom.

 

Tak jak kiedyś lubiłam święta tak teraz przprawiają mnie o stres [:(]

 

Nie wiem czy oczekuję porady, bo co tu można poardzić, ale potrzebowałam to z siebie wyrzucić, bo mąż nie do końca mnie rozumie w tym temacie... [:(]

 

Pozdrawiam