Słyszałyście? Macie ich sprzęty? Ktoś się już bujał z reklamacją u nich Tak trochęku przestrodze przed zakupami:
Problemy właściciela marki sprzętu AGD Mastercook sprawiły, że klienci, którzy posiadają pralkę lub lodówkę tej marki, znaleźli się w kiepskim położeniu. Jeśli kupiony przez nich sprzęt ma usterkę, firma odmówi realizacji wymiany gwarancyjnej i serwisu. Ale czy ma do tego prawo?- Pan się w domu rozejrzy u siebie - pisze pan Andrzej. - Gdy będzie pan sobie szykował śniadanie, polecam spojrzeć na drzwi lodówki, widzi pan Mastercook? Wstawia pan wodę na kawę na płycie grzejnej - widzi pan Mastercook? Parę z czajnika wciąga okap kuchenny, jest na nim logo Mastercook? Wstawia pan wieczorem pełną pralkę ciuchów - widzi pan Mastercook? - pyta ponuro raz za razem czytelnik.
I odpowiada: - Jeżeli na każde pytanie odpowiedział pan "NIE" - gra gitara. Natomiast jeżeli posiada pan w domu sprzęty Mastercook, które są objęte gwarancją, może pan mieć problem. Podobnie jak (tutaj chciałbym użyć liczb, ale nie wiem jakich użyć, bo tysiące? Setki tysięcy? Miliony?) sporo mieszkańców kraju nad Wisłą - opisuje rozczarowany czytelnik.
Była gwarancja, ale już nie ma. I co? I nico
Od kilku tygodni coraz głośniej jest o problemach grupy Fagor. Kto to taki? To właśnie producent sprzętu AGD marki Mastercook. Firma ma ponad miliard euro długu - jej przychody za 2012 to 1,2 mld euro. Producent pod koniec października złożył wniosek w hiszpańskim sądzie o upadłość. Fagor ma fabryki we Wrocławiu. Pracuje tam 1,3 tys. osób. Problem, jak się okazuje, jest nie tylko z tym, czy uda się utrzymać miejsca pracy.
Osoba z rodziny pana Andrzeja miała pecha i w dniu 30 października (dzień przed złożeniem przez firmę wniosku o upadłość) kupiła lodówkę Mastercooka. 2 listopada sprzęt powiedział "adios" i się od tej pory nie włącza, a co z tym idzie - również nie chłodzi. Osoba z rodziny pana Andrzeja ma paragon - dowód zakupu, ma wypełnioną kartę gwarancyjną z pieczątką sklepu i podpisem sprzedawcy. Spełnia więc wszystkie warunki gwarancji producenta. I co? I nico.
Strona internetowa Mastercook informuje, że "(...) w związku z problemami finansowymi naszego właściciela, jakim jest hiszpańska firma FAGOR Electrodomesticos, oraz w związku z tym, że złożony został formalny wniosek o wszczęcie postępowania upadłościowego naszej firmy informujemy, że od dnia 4 listopada 2013 roku z przyczyn niezależnych nie jesteśmy w stanie realizować napraw i wymian gwarancyjnych sprzętu naszej produkcji.
Na dzień dzisiejszy nie jesteśmy w stanie określić terminu rozpatrzenia Państwa roszczeń. Przypominamy, że przysługuje Państwu prawo składania reklamacji również do sprzedawcy".
Jest nadzieja?
- To jest jakiś głupi żart? - pyta czytelnik. - Jak firma, która dostarcza miliony urządzeń kuchennych do polskich mieszkań, pewnego dnia może sobie palnąć: "Róbta, co chceta", my serwisu nie mamy, gadajcie ze sprzedawcą, może wam panel za 500 zł z własnej kieszeni wymieni. Niestety, nie wymieni. Będzie się krzywił, wołał wszystkich menedżerów, sales managerów, product managerów, comodity managerów, koordynatorów, będzie dzwonił na infolinię i na końcu zadzwoni do woźnego z pobliskiej szkoły podstawowej, który też panelu za uśmiech i paczkę kawy, ewentualnie bombonierkę czekoladową nie wymieni - wścieka się pan Andrzej.
Ja jestem tutaj większym optymistą - na podstawie niezgodności towaru z umową w okresie pierwszych sześciu miesięcy sklep będzie musiał na własny koszt coś z tym fantem zrobić.
Ale tylko przez sześć miesięcy - bo po tym czasie to klient musi udowodnić, że sprzedano mu bubel - co jest rzecz jasna trudne. Nie ulega wątpliwości, że nabywcy AGD tego producenta znaleźli się w wyjątkowo kiepskiej sytuacji. Podobnie zresztą jak sklepy - choć im współczuję dużo mniej. Obrót sprzętem Mastercooka jest dla nich wyjątkowo groźny (finansowo).
Ciekawe zresztą, co mówią sprzedawcy, gdy klient pyta o gwarancję na tę kuchenkę albo ten okap? Że nie ma, bo firma właśnie upada? Upsss.
Źródło: Wyborcza.pl





















