Kompletnie nie chce mi się spać, mimo, że już raz próbowałam. Pokręciłam się, poprzewracałam z boku na bok, miałam wrażenie, że to już pół nocy minęło i stwierdziłam, że na razie nic chyba z tego nie będzie. Na szczęście nie muszę wstawać rano.
Wczoraj zaczęłam z własnej, nieprzymuszonej woli ćwiczyć. Co najbardziej zaskakujące zaczęłam od rozciągania, co zawsze było dla mnie koszmarem i masochizmem i postanowiłam sobie kiedyś, że już nigdy więcej takiego bólu na własne życzenie. No ale czas się wziąć za siebie jednak. Zima idzie, nie można się zapuszczać.
Znalazłam sobie dodatkową motywację. Nie dość, że ćwiczę z Adą, to jeszcze założyłyśmy się o to, która z nas jako pierwsza zrobi szpagat
Już teraz czuję, że zakwasy rano będą straszne.
W ogóle jakoś dawno mnie tu nie było na dłużej i teraz nie mogę oderwać się od pisania, co widać niestety
Dobranoc i miłego dnia






Temat jest zamknięty














