Trwa akcja ratunkowa w zachodnich Węgrzech po przerwaniu wałów zbiornika czerwonego szlamu - toksycznego odpadu powstałego podczas produkcji aluminium. Zginęły co najmniej dwie osoby. 70 jest rannych, w tym 10 poważnie, a dwie uznano za zaginione.
Wśród rannych są również strażacy i sanitariusze, którzy udzielali pomocy poparzonym ludziom Trwa ewakuacja ponad 1000 osób z ośmiu miejscowości zalanych czerwonym szlamem. Śmigłowce zabierają ludzi z dachów domów. Zablokowano lokalne połączenia kolejowe i drogowe.
Całemu rejonowi położonemu 50 kilometrów od Balatonu grozi katastrofa ekologiczna. Jezioro nie jest bezpośrednio zagrożone, ale toksyczna plama przemieszcza się rzeką Torna na północ Węgier w kierunku Dunaju. Ze zbiornika zlokalizowanego koło 30 tysięcznej miejscowości Ajka wyciekło ponad 700 tysięcy metrów sześciennych czerwonego szlamu. Strumień toksycznego odpadu zalał kilka wiosek wdzierając się do domów, sklepów i gospodarstw rolnych, unosząc zwierzęta, samochody i maszyny rolnicze. Większość ludzi nie zdążyła uciec przed lawiną błota.
Z powodu wypadku zamknięto ruch kolejowy na linii Budapeszt-Szekesfehervar-Szombathely. Straż pożarna ewakuowała także miejscowe szkoły w Kolontarze.
Na miejscu katastrofy znajduje się 60 karetek pogotowia i kilkadziesiąt jednostek straży pożarnej. Ranni zostają przewożeni do szpitali w Veszprem, Gyorze i Budapeszcie. W akcji ratunkowej bierze również udział ponad stu żołnierzy jednostek obrony przeciwchemicznej. Węgierskich ratowników wspomagają ich koledzy ze Słowacji.
Około 600-700 tys. metrów sześciennych toksycznej substancji zawierającej ług i metale nieżelazne wyciekło, zalewając miejscowości Kolontar, Devecser i Somlovasarhely, zanieczyszczając miejscowy potok oraz wylewając się na tory kolejowe.
Potwierdzono trzecią ofiarę śmiertelną poniedziałkowego wycieku setek tysięcy metrów sześciennych toksycznej substancji ze zbiornika w zakładach aluminiowych na zachodzie Węgier - poinformowały miejscowe władze. Sześć osób uznano za zaginione, 120 odniosło obrażenia. Trwa wsypywanie do rzeki kilkuset ton gipsu, który ma związać toksyczne ścieki.
Węgierskie władze zajmujące się likwidowaniem skutków katastrof zaprzeczyły, by tama na zbiorniku w zakładach aluminiowych w Ajkai na zachodzie Węgier pękła w drugim miejscu, jak podawały wcześniej media.
- Właśnie otrzymaliśmy doniesienia od naszych oddziałów na miejscu, że nie ma drugiego pęknięcia tamy - powiedziała rzeczniczka Narodowego Centrum ds. Katastrof (NDU) Gyorgyi Tottos.
Wcześniej rząd ogłosił stan wyjątkowy w trzech komitatach (województwach) z powodu wycieku ze zbiornika, do którego doszło w poniedziałek. Dotąd zginęły w wyniku tego wycieku cztery osoby.
Około 600-700 tys. metrów sześciennych toksycznej substancji zawierającej ług i metale nieżelazne wyciekło z przerwanego zbiornika w zakładach Ajkai Timfoldgyar w mieście Ajka, 160 km na południowy zachód od Budapesztu, zalewając miejscowości Kolontar, Devecser i Somlovasarhely, zanieczyszczając rzekę Marcal oraz wylewając się na tory kolejowe.
Wśród rannych są również strażacy i sanitariusze, którzy udzielali pomocy poparzonym ludziom Trwa ewakuacja ponad 1000 osób z ośmiu miejscowości zalanych czerwonym szlamem. Śmigłowce zabierają ludzi z dachów domów. Zablokowano lokalne połączenia kolejowe i drogowe.
Na miejscu katastrofy znajduje się 60 karetek pogotowia i kilkadziesiąt jednostek straży pożarnej. Ranni zostają przewożeni do szpitali w Veszprem, Gyorze i Budapeszcie. W akcji ratunkowej bierze również udział ponad stu żołnierzy jednostek obrony przeciwchemicznej. Węgierskich ratowników wspomagają ich koledzy ze Słowacji.
tekst, foto-onet.pl
















