Otóż robię dość skromne przyjęcie weselne, na 40 osób - rodzice, rodzeństwo i chrzestni. No i właśnie tu pojawia się problem - nie cierpię mojego chrzestnego, nie mam z nim żadnego kontaktu od mojej Komunii, jedynie z jego matką, która jest moją sąsiadką. To mało sympatyczny facet, taka ciapa, ani z nim pogadać, ani nic.... na samą myśl o tym żeby iść do niego z tym zaproszeniem robi mi się niedobrze
Wszystkim dałam już zaproszenia, tylko jemu nie i zastanawiam się czy muszę mu dawać.... nie cierpię gościa
Co byście zrobiły na moim miejscu? Zaprosiłybyście go bo tak wypada czy dałybyście sobie spokój z zapraszaniem nielubianego człowieka?
























