Witajcie.
Założyłam tu konto, bo może inne kobiety coś mi poradzą...
Sprawa jest dla mnie... dziwna. Wiem, że śmiesznie to brzmi, ale jest dziwna.
Jestem troszkę po 40stce, generalnie dbałam o siebie całe życie (od 20stki właściwie, bo miałam trudne dzieciństwo/młodość). Robię dla siebie dużo, niektórzy uważają, że przesadzam (osoby, które wiedzą, że czasem chodzę na microlipofiling). Chociaż mam zasadę, że nie poprawiam tego, nad czym mogę sama pracować.
Ostatnio czuję się niebrzydko, niestaro, ale właśnie nieatrakcyjnie. Nie wiem, co ma to oznaczać, bo nie jest to tak, że nie podobają mi się w sobie jakieś konkretne cechy. Generalnie akceptuję siebie, może jestem trochę zbyt drobna - za chuda i przy tym "za płaska". Ale jestem taka odkąd pamiętam i zawsze lubiłam swoją figurę, bo jest "łatwa w utrzymaniu" - na drobnicy nie widać upływu czasu, jak się dołoży fitness
Może inaczej - nie tyle lubiłam, ile jest dla mnie bardzo wygodna. Tak na zdrowy rozsądek, powinnam się dobrze czuć.
Mam wrażenie, że nie jest to związane tylko z moim samopoczuciem, ale też z mężem. Wydaje mi się, że mu się już nie podobam. To znaczy... zawsze było jakoś inaczej. I nie mam wątpliwości co do tego, że mnie kocha, że mnie nie zdradza, ale po prostu nie "klei się" tak, jak kiedyś, właściwie całe życie. Czyli że coś jest ze mną nie tak. Wiem, to słowa jak nastolatki, ale nie wiem jak to opisać. Zawsze (czyli przez 20 lat) czułam, że podobam się mężowi, zwłaszcza że jestem młodsza o kilkanaście lat, a teraz mam wrażenie, że już nie jestem dla niego atrakcyjna.
Co poradzić?




Kobieta
