Żeby upiec ciasto drożdżowe, potrzebujemy przede wszystkim wolnego wieczoru lub popołudnia. Nie znosi ono bowiem pośpiechu, niedopieszczenia, przeciągów, głośnych rozmów. Najpierw więc wchodzimy sobie do kuchni, nastawiamy piekarnik na 170°C (350°F), żeby się grzał i robił nam atmosferę.
Ciasto drożdżowe (przepis podstawowy)
Zaczyn:
10 dkg drożdży
3 łyżki letniego mleka
1 łyżka cukru
1 kg mąki
5 jajek dużych (lub 6 małych)
1 szklanka cukru
2/3 kostki masła
zapach (lub cukier) waniliowy
szczypta soli
1/2 l mleka
Żeby upiec ciasto drożdżowe, potrzebujemy przede wszystkim wolnego wieczoru lub popołudnia. Nie znosi ono bowiem pośpiechu, niedopieszczenia, przeciągów, głośnych rozmów. Najpierw więc wchodzimy sobie do kuchni, nastawiamy piekarnik na 170°C (350°F) , żeby się grzał i robił nam atmosferę. Mąkę na ciasto najlepiej mieć przygotowaną wcześniej, tzn. nie powinna być "zimna", taka przyniesiona prosto ze sklepu, ale np. z szafki.
Wsypujemy, przesiewając przez zwykłe sitko (lub profesjonalne, jak mamy) mąkę do dużej, głębokiej miski i robimy w środku dołek. W małym garnuszku rozkruszamy drożdże i dodajemy 3 łyżki letniego mleka (najlepiej palcem sprawdzić, czy nie parzy, bo zbyt ciepłe zabije drożdże, a w za zimnym zaczyn będzie rosnąć za długo) i łyżkę cukru. Wszystko trzeba dobrze wymieszać i odstawić w ciepłe miejsce, np. obok tego grzejącego się piekarnika. W tym czasie podgrzewamy pół litra mleka (znów ma być dobrze ciepłe, ale nie gorące) i topimy 2/3 kostki masła (ostatecznie może być margaryna, ale z tych lepszych). Masło nie może nam zacząć "buzować", tylko się powoli stopić i też musi być ciepłe, a nie gorące. Przygotowujemy resztę składników.
Zaczyn drożdżowy już nam na pewno wyrósł (ma podwoić swoją objętość w garnuszku, jak jest go więcej, to nie szkodzi, byle by sobie nie "wyszedł"). Wlewamy delikatnie cały zaczyn do dołka w mące, zasypujemy z lekka mąką, dodajemy roztopione masło, wbijamy całe jaja, wsypujemy cukier, zapach, szczyptę soli (staramy się nie celować prosto w zaczyn, bo sól "zabija" drożdże). Następnie wlewamy około połowy mleka. Siadamy sobie wygodnie z miską na kolanach i wyrabiamy wszystkie składniki ręką, zagarniając mąkę od dna i łącząc wszystko razem. Generalnie rękę upaćkamy sobie przy tym wyrabianiu po łokieć, ale w tym cała zabawa.
Po połączeniu wszystkich składników, kiedy mamy już w miarę jednolitą masę, wlewamy połowę pozostałego mleka. Jeśli podczas wyrabiania ciasto będzie zbyt gęste, tzn. będzie się bardzo ciężko wyrabiać, to można dodać resztę mleka. Ciasto powinno być elastyczne, nie za rzadkie, nie za gęste, na początku będzie się kleić do ręki, ale trzeba je energicznie wyrabiać, zanurzając rękę w cieście tak, aby dotknąć dna miski, a potem wyciągając ją do góry (można wysoko). Chodzi o to, aby do ciasta wprowadzić jak najwięcej powietrza.
Wyrabiamy około 20-30 minut, aż ciasto zacznie "odchodzić" od ręki. Najlepiej dotknąć ręką powierzchni ciasta i szybko oderwać, jak się ciągnie, to trzeba jeszcze wyrabiać, jak szybko się rwie, to jest gotowe. Pod koniec wyrabiania można dodać rodzynki lub skórkę pomarańczową.
Tępą stroną noża oczyszczamy ręce z ciasta i formujemy z niego dużą kulę, wkładamy do miski i przykrywamy czystą ściereczką. Teraz stawiamy miskę w ciepłym miejscu, obok piekarnika lub nawet na nim, ale na wysokim garnku. Ciasto musi urosnąć. Zajmujemy się swoimi sprawami, nie zaglądamy pod ściereczkę, bo ciasto nie lubi, jak się je podgląda (kto lubi?), nie hałasujemy, nie otwieramy za często drzwi (przeciągi!!). Jeśli robimy jakieś nadziewane bułeczki, to możemy w tym czasie spreparować nadzienie.
Jak nam już ciasto wyrośnie (może to trwać od 40 minut do 1 godziny, lub nawet dłużej, w zależności od świeżości drożdży, rodzaju mąki, wysokości nad poziomem morza, temperatury) - ciasto powinno podwoić swoją objętość, przerzucamy je z miski na stół lub stolnicę dobrze podsypaną mąką i rozwałkowujemy dość energicznie, ale uważając, aby się nie rozrywało, ani nie było za cienkie. Można podsypać trochę mąką, ale nie za dużo, bo będzie za twarde. Powinno mieć koło 1 do 2 cm grubości w zależności, co chcemy z niego dalej zrobić.
Przed pieczeniem uformowane już ciasto (babkę, placek czy bułeczki) zostawiamy przykryte ściereczką w ciepłym miejscu, aby znów mogło urosnąć, czyli podwoić swoją objętość. Dlatego, robiąc rogaliki czy bułeczki, uważamy przy układaniu ich na blachach, żeby zostawić im miejsce na urośnięcie, bo inaczej się posklejają w pieczeniu. Przed wsadzeniem do pieca smarujemy ciasto (o ile przepis nie podaje inaczej) rozkłóconym jajkiem. Pieczemy na ciemno-złoty kolor, sprawdzając środek patyczkiem - powinien wyjść nam z ciasta suchy. Podczas pieczenia nie podglądać, bo zrobi się zakalec.
Ciasto drożdżowe można upiec samo w sobie, posypane tylko kruszonką, z owocami, z serem, z nadzieniem, na słodko i na słono. Można nieupieczone zamrażać na około miesiąc (musi potem wyrosnąć po rozmrożeniu - nie rozmrażać w mikrofalówce!), upieczone wypieki też można zamrażać na około 3 tygodnie.
Ta ilość mąki wystarcza na 2 średnie baby wielkanocne, 2 placki z owocami na średnich blachach, dwie strucle z makiem, około 20 rogalików lub bułeczek
takie osik znalazłam ja ostatnio robiłam placekdrożdżowy ze śliwkami tylko iiny przepis wygrzebałam w necie i wyszedł całkiem niezły