Skocz do zawartości

Babskiswiat.net używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Mahjong
Opis: Nieśmiertelna gra. Mahjong html5 online.

2048
Opis: Hit 2014. Prosta, logiczna i niezwykle wciągająca gra 2048.


Saper
Opis: Saper - kto nie zna tej gry...

Zdjęcie

frustracja?...


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
2 odpowiedzi w tym temacie

#1 PolaManola

PolaManola
  • Użytkownik
  • 1 postów

Napisano 07 stycznia 2014 - 20:11

Hej dziewczynki!

 

Potrzebuje waszej porady, wsparcia, zrozumienia, wysłuchania ? sama nie wiem, ale wiem, ze moze tutaj ktoras z was mnie zrozumie i usiwadomi mi, ze nie  jestem jakas wariatka :cry:

 

1.5 miesiaca temu stracilam prace, dosc dobra jak na moje wyksztalcenie ( średnie)

od tego czasu nieudolnie szukam pracy, byłam na wielu rozmowach kwalifikacyjnych i wszyłam z tego jedna wielka dupa! :cry:

 

Jutro mam kolejna na 12.30 niby wszystko super pięknie, ale to jest rozmowa  w mieście 130 km od mojego miejsca zamieszkania ( dlatego tam bo moj narzeczony kupuje tam mieszkanie, i sam tam pracuje ale mieszka w innym miescie, i zdecydowalismy ze poszukam pracy w miescie pozniej wynajemiemy kawalerke do momentu odebrania naszego mieszkania"

 

do tej pracy potrzebuje badan sanepidowskich, i nie wiem czy bede mogla je zerobic w tym " nowym miescie" czy bede musiala jechac do siebie, w portfelu mam doslownie 170 zl, dogadalam sie z kolezanka ze ewentualnie u n iej przenocuje, a moj facet powiedzial ze pierszy miesiac za czynsz i oplaty zaplaci ON.

 

do czego zmierzam, oboje mamy mase problemów on z ubieganiem się o kredyt, pracą itp, ja z brakiem pracy, pieniedzy i czuje się jak ostatnie zero. ostatnio zazartowal " ze jestem znudzona kura domowa" niby to  byl zart ale zabolalo,

 

ostatnio jest chlod miedzy nami i spiecia, ale ustalilismy ostatnio ze to przez problemy i obiecalismy ze nie bedziemy swoich frustracji wyladowywac na sobie.

 

Mam 21 lat a czuję się jak za przeproszeniem stara sfrustrowana baba, nie mam sily na nic, zawsze zartowalismy i ja wszystko bralam na luz teraz doslownie wszystko biore do siebie i trace humor,

 

teraz na sam mysl tej rozmowy i tego wszystkiego chce mi sie plakac, bo czuje sie tak, ze nie podolam, ze same glupie badania beda dla mnie wyzwaniem, albo ze na darmo tam pojade i strace ostatinie pieniądze, albo ze popracuje z 3 - 4 dni i mi podziekuja, niby to jest sprawdzona firma , ale rozne rzeczy sie teraz dzieja.

 

 Nie wiem czy mam depresje frustracje, brak poczucia wlasnej wartosci, ale non stop chce mi sie plakac, czuje sie nie godna mojego faceta , ma bardzo dobra prace, pasje, hobby, pelno znajomych, a ja jak narazie zero perspektyw bardzo sie kochamy jestesmy zareczeni, ale powiedzial ostatnio ze denerwuje go ze nie mam zycia prywatnego, ale jak mam miec, zeby wyjsc z kolezanka na przyslowiowa herbatke tez musze miec pieniązki,

 

Prosze powiedzcie mi czy ja robie problemy z niczego?:(

Załączone pliki


Użytkownik PolaManola edytował ten post 07 stycznia 2014 - 20:13


#2 stefania

stefania
  • Użytkownik
  • 3 postów

Napisano 14 stycznia 2014 - 21:18

Wydaje się że robisz problemy z niczego, dużo osób tak ma (jak na te czasy to i tak dobrze że on ma pracę) :) swoją drogą zajmij się gotowaniem, może srób jakiś kurs albo przeczyaj książkę , pogoda też nie wpływa teraz na pozytywny nastrój...



#3 gogi

gogi
  • Użytkownik
  • 627 postów

Napisano 30 stycznia 2014 - 09:50

Ciekawe jak dziś się czujesz?Po tych 20dniach,ktore upłynęły od czasu napisania tego posta?

Ja też uważam,że nie potrzebnie się gryziesz i napinasz.Przecież często jest tak,że w związku jedno ma prace a drugie nie.To,jakie mamy życie zależy od nas,od naszych decyzji,naszego nastawienia.Jeśli się kochacie naprawdę to nic nie stanie miedzy wami.Swoją drogą,mój mąż nigdy mi nie powiedział,ze jestem kura domowa...nie musial... BO JA NIA JESTEM pomimo tego,ze pracuje zawodowo,ze mam wlasne pieniadze,mam swoje hobby i przyjaciółkę oraz znajomych,pomimo tego,że czasem wychodze na babska kawke i wino...jestem kurą domową...kocham nią być...znalazłam swojego koguta,uwiłam gniazdo,złożyłam jaja i wychowałam pisklęta,czasem oddalam się od kurnika,opuszczam na chwile swoje gniazdo,pogmeram tu i ówdzie pazurem za jakimiś robakami,pogdakam z innymi kurami(czasem z kogutami :-P ...tylko pogdakam) ale ZAWSZE wracam do gniazda,na swoją grzędę bo to kocham.

Kiedy mąż wybywa gdzieś na ryby,bądź na męskie spotkanie ja nie rozpaczam...czytam,sprzątam bądź błądzę po necie upajając się chwilą spokoju.

Pieniądze...raz są,raz ich nie ma...rzecz nabyta.Czasem,żeby coś mieć,coś zdobyć trzeba zainwestować ostatnie pieniądze.

Głowa do góry...nos jeszcze wyżej...jesteś wyjątkowa,jedyna taka...na całym świecie...jak my wszystkie :mrgreen:

No i ostatnia sprawa...czy,aby czasem w całej tej sytuacji nie ma drugiego dna?Może podświadomie boisz się zmian w życiu,że nie dasz sobie rady w obcym miejscu,nowym środowisku?

Ja w Twoim wieku miałam męża,dwójkę dzieci(mój wybór) i wyjechałam z nimi w zupełnie obce strony,ponad 200km od rodziny,przyjaciół i znajomych...dzis po 24latach mam nowych znajomych i przyjaciół,pokonałam wiele trudności,tęsknotę i ie żałuję.

Więc jeśli to drugie dno istnieje rozważ jeszcze raz decyzję o przeprowadzce,odłóż ją na potem...czasem tak trzeba,żeby nie zwariować ze strachu.Powodzenia Ci życzę z całego serca.






Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych