Szukam rozwiązań dotyczących problemów z współlokatorami..
Mieszkam z moim Michalem i jeszcze trójką ludzi w 3-pokojowym mieszkaniu, ogólnie mieszka nam się bardzo fajnie, jesteśmy zgraną ekipą lubimy się itd;
Nasz układ to 2 dziewczyny i 3 chłopaków.
Wszystko jest niby fajnie ale....
wiecznie jest bałagan
Mówię tu o takich miejscach jak kuchnia, łazienka i takie tam. No kurdę ja ciągle jak taka durna chodzę, sprzątam ( szyścioszkiem nigdy nie byłam ale nie nawidzę burdelu ), wiadomo - myje okna, prysznic, kibelek i inne. Jeśli chodzi o NICH to nie mam już siły! Wogóle nie poczuwają się do obowiązku, żeby cokolwiek robić
Nie pomagają grafiki, listy, mój bunt ( nie sprzątam jakiś czas licząc że ktoś się ruszy, ale nic z tego ) Kłótnie powodują, że coś tam wkońcu zrobią, ale za jakiś czas znowu jest to samo. No jak tak można? Z jednej strony myślę, ze to moja wina bo może ich przyzwyczaiłam do tego ze sprzątam, no ale chyba powinni się domyśleć że od czasu do czasu trzeba ruszyć tyłki! Wkońcu to jest nasze mieszkanie i powinniśmy o nie dbać..
Najbardziej dziwię się Dorocie - wkońcu to dziewczyna, ja nie wiem jej nie przeszkadza notoryczny bałagan, zaświniona kuchenka czy prysznic..
Jak widzi, że ja sprzątam cała wściekła, rzucając wszystkim jeszcze głupio się pyta: " co Cię wzięło?" no ja nie mogę..ręce opadają!
Mój Michał oczywiście mi pomaga - nie moge powiedziec tu złego słowa, ale reszta NIC! Jeszcze na mnie się wkurza, że ja ciągle sprzątam jak taka głupia a oni mają to gdzieś..
Niedługo przeprowadzamy się do nowego mieszkania (15listopada) i Dorota nie będzie już z nami mieszkać więc zostanę z samymi chłopami - wtedy to wogóle zarośniemy brudem
To jeden z tylko nielicznych problemów z wspólnego mieszkania, nie liczę tu wchodzenia bez pukania ( chociaż już ich wyszkoliłam
Może macie jakiś pomysł na tych brudasów? Zmiana ludzi nie wchodzi raczej w grę bo na serio jestesmy dobrymi przyjaciółmi a nigdy nie wiadomo na kogo się trafi..
A może Wy macie jakieś przygody ze współlokatorami?















