Witam wszystkich, jestem tu nowa. szukam właściwie porady niż pomocy. Jestem młodziutką mężatką od 2 lat, mam małego synka. Ale zacznę od początku. 3 lata temu poznalam B.J. (będe pisala inicjałami). Była to moja największa miłość w życiu, z ktorą się rozeszłam po pewnym czasie. Zawalił mi się wtedy świat. Nie docierało do mnie ze on odszedł, szczególnie że często go widywalam, i cały czas tkwił w mojej pamięci. wiem ze stało się to troche z mojej winy, wiem gdzie tkwił błąd - moja dziecinność i brak planu na przyszłość przeraziły go troche. Byłam chodzącą <wieczną imprezą>. wnioskuje ze dla tego mnie zostawił. Poniewaz kolegowałam sie rownież z jego kolegą a w sumie najlepszym przyjacielem chcialam wzbudzić w B.J zazdrość i chęć walki o to co między nami było. Czekałam 10 miesięcy na telefon bądz smsa od niego ze wroci do mnie i mimo tego ze widywalam sie z nim prawie codziennie i mialam z nim dobry kontakt takiej chęci nie wyraził a ja tkwilam w chorym i pustym związku z jego kolega. Wreszcie straciłam nadzieje i chcialam zabić to uczucie i wtedy umyślnie wpadłam z tym jego kolegą, sądzilam ze dziecko ślub i rodznia pozwolą zapomnieć mi o nim. Niestety bez rezultatu... Troszke mnie odciągneło od niego ale teraz znowu juz 1,5 roku walczę z tym uczuciem. Szczególnie ze gdy bylam juz w zaawnsowanym związku tym jego kolegą zaczoł mi wielokrotnie powtarzać ze żałuje tamtej decyzji i że gdyby tylko mógł wszystko by naprawił. JA nie potrafie nawet myśleć o rozwodzie ponieważ mój mąż nie jest wcale taki zły ale wiele wad i minusów ma, a pozatym mam dziecko i rodzine ktora nawet nie chcialaby słyszeć o rozwodzie bo w mojej rodzinie nigdy nie było rozwodów i jest to nie do przyjęcia. Jutro postanowilam spotkać się z B.J i o wszystkim mu powiedzieć tzn co czuje i w jak jestem do tego nastawiona. Chcialabym usłyszeć co on ma do powiedzenia i albo strace wszystko albo nic. TA miłosc do niego jest problemem ktory na dobrą sparwę wcale mi nie przeszkadza i niechcialabym się go pozbywać... Nie wiem co robić. Jestem bardzo młoda bo mam zaledwie 19 lat i wiem ze moj mąż nie jest tym z ktorym chcialabym spędzić reszte życa, nie wiem czy woglę chcę być w stanie małeństwa ale na sprzeciwienie temu wszystkiego brakuje mi siły i odwagi. Co mam robić???
Niestety popełniłas błąd ale to juz sama wiesz.
jesteś młodziutka moim zdaniem za młoda na takie decyzje i rozterki .
Stało się jednak i teraz musisz sie powaznie zastanowic co wybierasz : zycie w przeświadczeniu , że nie kochasz ( bo z tego co piszesz to chyba nie kochasz) męża czy tez podążyć za miłościa o ile to nadal jest miłośc a nie wspomnienie o tym co było
Raz już się rozstaliście....... skąd wiesz , że znowu tego nie zrobi
umyślnie wpadłam z tym jego kolegą, sądzilam ze dziecko ślub i rodznia pozwolą zapomnieć mi o nim.
Boże, jakie to niedojrzałe! No ale trudno się dziwić, skoro sama byłaś dzieckiem Zrobiłaś to na zasadzie "na złość mamie odmrożę sobie uszy". Szkoda tylko, że byłaś aż taką egoistką i nie pomyślałaś, że tak naprawdę największą krzywdę robisz swojemu dziecku.
KaRo napisał/a:
Jestem bardzo młoda bo mam zaledwie 19 lat i wiem ze moj mąż nie jest tym z ktorym chcialabym spędzić reszte życa, nie wiem czy woglę chcę być w stanie małeństwa ale na sprzeciwienie temu wszystkiego brakuje mi siły i odwagi.
A miałaś na tyle siły i odwagi na to, żeby to wszystko zacząć? Wpadłaś w niezłe bagno i naprawdę ciężko będzie Ci z tego wyjść. Szkoda, że czasami w przypływie złości, czy desperacji podejmujemy decyzje, które krzywdzą nie tylko nas, ale jeszcze kilka innych osób Mimo wszystko życzę Ci, żebyś jakoś z tego wybrnęła. Zastanów się, co jest dla Ciebie najważniejsze.
Informacje: Wiek: 23 Dołączyła 689 dni temu Posty: 2961 Skąd: Wałbrzych
Profil: Imię: Ania
Włosy: blondi :P
Wysłany: 2007-09-24, 23:16
Hmmm... nie sposób napisać, że trzeba płacić za głupstwa popełnione w młodości... Nie wiem czym kierowałaś się zachodząc w ciążę z tym kolegą. Dziecko to nie karta przetargowa tylko żywy człowiek, któremu trzeba pomóc i dać należytą opiekę
Ale pewnie to już wiesz... Na pewno jest Ci ciężko, sytuacja jest o tyle trudniejsza, że jesteś taka młodziutka. Skazywać się na życie z człowiekiem którego nie kochasz nie jest radosną perspektywą... Ale nie wiesz, co tak naprawdę stałoby się gdybyś się rozwiodła... Może się okazać, że B.J. się jednak rozmyśli co do Was, albo okaże się, że Wasz związek nie ma prawa bytu... i wtedy zostaniesz młodą, samotną matką z dzieckiem, pewnie jeszcze na utrzymaniu rodziców... A jeśli obecny mąż nie jest taki zły, jest dobrym, zaradnym człowiekiem, to może z czasem go pokochasz i stworzycie szczęśliwą rodzinę?
Nie ma dobrej rady... Wypisz sobie wszelkie za i przeciw każdej z możliwej opcji i spróbuj wybrać tą, która ma więcej plusów a mniej minusów... Pomyśl 5 razy zanim cokolwiek zdecydujesz... Bo to nie chodzi już tylko o Twoje życie, ale też o życie Twojego synka
Hmmm... nie sposób napisać, że trzeba płacić za głupstwa popełnione w młodości...
W młodości?! Ona ma 19 lat. Głupstwo popełniła, jak była jeszcze dzieckiem. I naprawdę wydaje mi się, że dylematy w stylu "czy on mnie jeszcze kocha" są w tym przypadku po prostu nie na miejscu.
Zajmij się teraz przede wszystkim swoim dzieckiem, bo to ono Cię najbardziej potrzebuje.
Jeszcze dwa pytania:
Dlaczego brałaś ślub, skoro go nie kochałaś?
Czy jeśli odeszłabyś od męża, otrzymałabyś jakieś wsparcie (od rodziców, rodziny)?
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego co zrobiłam, i dopiero teraz rozumiem jak bardzo byłam głupia i teraz kiedy zaczynam myśleć racjonalnie widze swoje błędy. Nie licze na entuzjastyczny powrot B.J do mnie. Wlaśnie przez te wszystkie błędy teraz boję się podejmować jakie kolwiek decyzje, duszę to w sobie oszukując wszystkich do okoła ze jest wszystko w porządku, uśmiechając się na siłę wmawiam wszystkim że jestem szczęśliwa. Mój synek jest najważniejszy na świecie jest moim najkochańszym skarbem i nigdy nie przestane go chronić. Pamiętam o nim na każdym kroku. Prawdą też jest to ze jestem beznadziejną egoistką i nawet nie staram sie z tym walczyć a może powinnam. Nie oczekiwalam tu na tym forum współczucia, słodkiej litości liczę sie z tym ze moje postępowanie było głupie i szanuję wasze wypowiedzi. Dziś wieczorem umówiłam sie z B.J żeby pogadać. On zmienił się bardzo od czasu kiedy z nim byłam. Wiem to, gdyz od dnia zerwania przyjaźnmy się i mam z nim staly kontakt. Dziś wieczorem wszystko będzie jasne a przynajmniej trochę jasne bo nie wiem jak on teraz zareaguje.
[ Dodano: 2007-09-25, 13:51 ]
A przede wszystkim chce wam podziękować za wypowiedzi bo szczerze mówiąc myślalam ze wywalicie mnie stąd po tym jak opisalam moją historię.
Informacje: Wiek: 20 Dołączyła 489 dni temu Posty: 3314 Skąd: Łódź
Profil: Imię: Ania
Wzrost: 168
Wysłany: 2007-09-27, 11:19
KaRo napisał/a:
A przede wszystkim chce wam podziękować za wypowiedzi bo szczerze mówiąc myślalam ze wywalicie mnie stąd po tym jak opisalam moją historię.
no co ty
życzę powodzenia
_________________ Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz, że chcę to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy, kto nie może mnie zranić..
Widzialam sie z nim wczoraj i przedwczoraj. Powiedział mi ze w jego sercu jest uczucie ale troszke przygaszone z powodu tego co sie działo przez ten czas. Było morze łez i wielokrotnie wypowiadane słowo "przepraszam". Nie mógł uwierzyć ze ja nadal cos do niego czuje i bardzo sie ucieszył gdy powiedziałam ze mimo tego co sie stało do tej pory żyję nadzieją i miłością, sam jednak musi trochę się ogarnąć bo przeżywa lekki szok. Ja teraz tak bardzo cierpię, ponoszę ciężkie konsekwencje mojego nie dojrzałego postępowania a mój mąż dokłada tylko ognia to tego (tzn, on nie wie jak ze mna jest...). Przestał dawać mi pieniądze na jedzenie, na dziecko, na lekarza nie wspominając o jakims kosmetyku czy ubraniu itp... pomaga mi moja mama, gdyby nie ona to nie wiem jak bym żyła. Mąż nie przyjmuje tez do wiadomości tego ze czasami naprawde nie mam ochoty lub siły się z nim kochać, robi mi wtedy awantury i kłoci sie do tego stopnia ze poprostu dla swiętego spokoju robie to. Mieszkamy u moich rodzicow a on nawet grosza im nie daje na utrzymanie, wszystko ma za darmo, w niczym im nie pomaga i jeszcze mi sie żali jacy moi rodzice są źli a oni do nas z sercem na dłoni zawsze. Jego mama oskarża mnie ze ja wydaje wszystkie jego zarobione pieniądze i mimo tego ze jej tłumacze (ja do jego pieniedzy dostępu nie mam) to ona mnie obwinia za wszystkie niepowodzenia syneczka.
... wiecie jak to jest nienawidzieć siebie samej?...
...to tak że człowiek strzelił by sobie w łep. ja tak mam.
[ Dodano: 2007-09-27, 22:11 ]
chciałam jeszcze dodać ze ta dobra strona mojego męża to, to ze mnie nie bije i ze nie zawsze taki był, kiedyś był normalny, małżeństwo go tak zmieniło... widzą to wszyscy do okoła...
Informacje: Wiek: 23 Dołączyła 689 dni temu Posty: 2961 Skąd: Wałbrzych
Profil: Imię: Ania
Włosy: blondi :P
Wysłany: 2007-09-27, 22:54
KaRo, widać, że faktycznie źle trafiłaś...
I chyba zmienię zdanie co do Twojej sytuacji... bez względu na to co się stanie z B.J. uciekaj od swojego męża.
KaRo napisał/a:
ta dobra strona mojego męża to, to ze mnie nie bije i ze nie zawsze taki był, kiedyś był normalny
to że Cię nie bije to dobra strona???? to powinno być zupełną normą a nie dobrą stroną... poza tym, z tego jak on się zachowuje można wywnioskować, że niewiele brakuje do tego, aby zaczął... Poza tym co to za ojciec, który dzieckiem się nie przejmuje i który w domu nic nie pomaga, nic nie robi...
Bardzo dobrze, że Twoi rodzice są przy Tobie i widać, że uzyskujesz od nich sporą pomoc - porozmawiaj z nimi, zresztą pewnie sami widzą, że Twoje małżeństwo tak naprawdę na miano małżeństwa nie zasługuje... Po Twoim ostatnim poście widzę, że to nie uczucie do B.J. jest priorytetem, lecz rozwiązanie związku z Twoim obecnym mężem...
masz rację. Ja chcialabym rozwodu ale nie mam narazie tyle siły w sobie... jestem tym wszystkim potwornie zmęczona.. boje sie ze zostane zupełnie sama... a inni potraktują moją decyzję jako niedojrzałą... nie wiem od czego mam zacząć... a może jeszcze poczekać?
nie za bardzo wiem na co chcesz czekać
Czy na to az Cie uderzy
Czy na to , że jednak się zmieni
Czy też na to aby upewnic sie ja kie relacje wiąża Cie teraz z B.J
Jestes młodziutka i Twoje decyzje przez najbliższych w pierwszym odruchu mogą byc , że to dziecinne i nie przemyslane,ale jak zrozumieją to na pewno Ci pomogą
on mnie nie uderzy bo wie ze wtedy ja go wyrzucę z domu i bedzie musiał zmagać sie ze złą opinią u kolegów, sąsiadów i wrocić do mamusi co w moim mniemaniu jest poniżające dla faceta. Poza tym on trzyma sie zasady że kobiet nie powinno sie bić. Tego wszystkiego co napisalam wcześniej nie mam codziennie oczywiście ale w miesiącu troche sie tego nazbiera.
Myślę że B.J niczego nie zacznie jeśli będę w związku małżeńskim, nie wiem czy zaczeka aż zbiorę w sobie siły na rozwód i będe wolna. Zastanawiam sie czy wprost go o to nie zapytać? ale nie wiem ile to wszystko jeszcze potrwa??? JAk zebrać w sobie tę siłę by walczyć???
Informacje: Wiek: 23 Dołączyła 689 dni temu Posty: 2961 Skąd: Wałbrzych
Profil: Imię: Ania
Włosy: blondi :P
Wysłany: 2007-09-28, 22:52
po pierwsze...
KaRo napisał/a:
Ja chcialabym rozwodu ale nie mam narazie tyle siły w sobie... jestem tym wszystkim potwornie zmęczona..
nigdy nie będziesz miała wystarczająco dużo siły na rozwód... a zmęczenie nie ustąpi tylko będzie się gromadziło i będzie Ci coraz ciężej...
po drugie...
Cytat:
Myślę że B.J niczego nie zacznie jeśli będę w związku małżeńskim, nie wiem czy zaczeka aż zbiorę w sobie siły na rozwód i będe wolna. Zastanawiam sie czy wprost go o to nie zapytać?
jak już pisałam, sądzę, że nie powinnaś teraz myśleć o B.J. tylko o rozejściu się z mężem, który ani nie jest dobrym mężem ani ojcem i którego nie kochasz....
Informacje: Wiek: 25 Dołączyła 500 dni temu Posty: 4055 Skąd: mam wiedzieć?
Profil:
Wysłany: 2007-09-28, 23:05
Powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie takiej sytuacja. Strasznie ciężki orzech do zgryzienia. Ja myślę, że nic już nie zrobisz- w sumie zrobiłaś to z premedytacją a konsekwencją jest zostanie przy dziecku. Jeśli odejdziesz, zranisz dużo osób. Zacznij dostrzegać w swoim mężu swojego męża i spróbuj go pokochać, próbowałaś ??
_________________ "miłość jest ślepa dlatego lubi ciemność"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum