Informacje: Wiek: 26 Dołączyła 585 dni temu Posty: 244
Profil: Imię: Marta
Wzrost: Za malo :)
Włosy: Brunetka :P
Stan: zakochana :*
Wysłany: 2006-11-29, 13:03 Wymarzone zareczyny ?
No wlasnie.. moze nie o weselu.. ale o zareczynach..
dziewczyny.. jak sobie wyobrazacie wasze wymarzone zareczyny ? a jakich sie spodziewacie realnie ?
Ja sobie zasadniczo nie potrafie wyobrazic Jedno co wiem, to to, ze chcialabym, aby moje zareczyny byly dla mnie zupelnym zaskoczeniem. Nie chcialabym aby byly one poprzedzone wspolnym szukaniem pierscionka czy cos takiego I, o ile nic sie nie zmieni jesli chodzi o mojego partnera, tzn jesli on sie nie zmieni to zareczyny wlasnie takie beda...zaskakujace i niebanalne, takie, ze pewnie bede ryczec jak bobr juz jestem ciekawa tej chwili ale to jeszcze troche minie zanim ona nadejdzie
eeeee....tak pewnie jakos jak skoncze studia, to za jakies 2,5-3 lata tak mysle przynajmniej, ale cos strusiek sie burzy czasami on to by chcial za 10 najlepiej
Informacje: Wiek: 26 Dołączyła 585 dni temu Posty: 244
Profil: Imię: Marta
Wzrost: Za malo :)
Włosy: Brunetka :P
Stan: zakochana :*
Wysłany: 2006-11-29, 13:55
hehe nie boj sie
znaja sie nasze chlopy i moj jeszcze niedawno tak samo mowil.. 10 lat hehe daj sie wyszalec
a teraz juz inaczej gada
moze za 2 moze za 3 latka
nie mniej jednak nie spodziewam sie ze mnie czyms zaskoczy raczej glowy do niespodzianek to on nie ma
_________________ nigdy nie przestane cie kochac ******* [`]
to niech sie struska podpyta on pewnie z checia pomoze a poza tym wiadomo, ze ja nie zamierzam tyle czekac jakby mial mi sie oswiadczac za 10 lat to bym go juz w dluga puscila
Moje zaręczyny to był najwspanialszy dzień w moim życiu. Mój partner przygotował wapaniałą kolacje. Zamówił stolik dla dwoje i w ogóle było super. Nie żałuję że się zgodziłam chociaż na początku myślałam, że jestem za młoda na zareczyny ale się stało. Zgodziłam się. Nie planujemy narazie ślubu. Wiadomo najpierw studia później slub. Ale mieszkamy razem i jest nam dobrze:P
6 grudnia 2005 Mikołajki w Zagorodzie w Zagórzu. Przemiła kolacja, winko, romantyczny nastrój...i nic
Dopiero potem, wracamy do domku, śnieżyca, a ten mój wariat nagle się zatrzymuje, nawet nie pytam o co mu chodzi. Otwiera moje drzwi i klęka w tym śniegu z bukietem czerwonych przepięknych róż "Czy zostaniesz moją żoną?" TAK. Buzi. Prześliczny pierścionek. Jak najbardziej w moim guście I od tamtego dnia jestem najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem
Informacje: Wiek: 25 Dołączyła 530 dni temu Posty: 77
Profil: Wzrost: 165
Stan: mężatka
Wysłany: 2007-01-31, 12:25
U mnie z zaręczynami było trochę zamieszania. Grudniowy, przedwigilijny wieczór, wracamy od dziadków, którzy mieszkają za miastem. Pech chciał, że w środku ciemnego lasu rozkraczyło nam się auto Ciemno, mróz -20, zaspy po pachy, zasięgu zero, pusto, my w biednych kurcinach, bez czapek, rękawic, nic tylko usiąśc i płakac. Postanowiliśmy jednak zostawic w cholerę to złomiszcze i ruszyc w stronę miasta naiwnie licząc na stopa. Szliśmy, szliśmy, szliśmy....widoki piękne, na niebie gwiazdy i gdyby nie nasze czerwone, zasmarkane nochale to nawet romantycznie W pewnym momencie ukochany przemówił , że w sumie chciał zaczekac na barzdiej dogodny moment, ale doszedł do wniosku, że nieważne są okoliczności, tandetna otoczka czy nawet pierścionek i że on (tu nastąpiły długie oświadczyny, naprawdę ujmujące ), na co ja TAK!
Na pierścionek jednak musiałam dosyc długo czekac (trochę namącił ojciec, trochę nabroił sam ukochany), po pewnym czasie nawet już przestałam. Aż tu kiedyś podczas porządków znalazłam w szafce mojego faceta ten drobiazg Jendak wcale mnie to nie uspokoiło, wręcz przeciwnie, bo skoro kupił, to dlaczego nie dał? Rozmyślił się? (i tu nastąpiła czarna wizja dozgonnego konkubenctwa w najlepszym przypadku ) Nie wiem jakim cudem, ten mój jak widac mało romantyczny facet o raczej ścisłym, analitycznym umyśle zorientował się że pierscionek znalazłam i zniesmaczony oznajmił że zepsułam niespodziankę i teraz to bedę musiała poczekac na jego ofiarowanie aż o nim zapomnę i nie będę się spodziewała. Tak minęło kolejne kilka miesięcy, kiedy to właściwie przestało mi zależec na tym cholernym kawałku metalu, bo dowodem miłości i chęci dalszego, wspólnego przedzierania się przez życie były mniejsze bądz większe elementy codziennego wspólnego egzystowania Nadszedł jednak dzień, kiedy okazało się, że będziemy rodzicami. Zadzwoniłam do ukochanego do pracy i przez łzy własciwie nie mogłam wydusic co się stało. Biedak gnał do domu myśląc że to coś strasznego, ale gdy juz wszystko było jasne wygniurał ten nieszczęsny pierścionek, z kuchni przytargał doniczkową bazylię (którą sama kupiłam dzień wcześniej żeby miec świeżutką do obiadków) i tu nastąpiły zaręczyny właściwe
Tak więc na moim przykładzie widac, że nie zawsze jest tak jak sobie wymarzymy, nie zawsze jest romantycznie....
Mimo wszystko cieszę się z takiego obrotu sprawy, przynajmniej mamy co wspominac, co opowiadac i z czego się pośmiac
aha, bazylia stoi na honorowym miejscu, w pięknej doniczce i nie ma mowy o podskubywaniu jej do żarełka
_________________ Optymista wierzy, że cały świat stoi przed nim otworem,
pesymista również, ale ...dobrze wie co to za otwór
Tak więc na moim przykładzie widac, że nie zawsze jest tak jak sobie wymarzymy, nie zawsze jest romantycznie....
Jak to nie romantyczne??? Właśnie fajne, takie nietuzinkowe Najpierw w tej drodze i najmniej spodziewanym momencie... a później...
Little My napisał/a:
z kuchni przytargał doniczkową bazylię (którą sama kupiłam dzień wcześniej żeby miec świeżutką do obiadków)
patrz jaki pomysłowy w takim momencie to nieważne, czy to bukiet róż, czy doniczkowa bazylia ważne, że jakaś roślinka
A poza tym, myślę, że dla każdej dziewczyny jej zaręczyny są piękne, bez względu na to jakie by nie były
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum