Rejestracja Zaloguj  
 

Chat [1] Uzaleznione Rangi Mapa                   Kontakt SzukajAlbum Regulamin Reklama na forum

 




Poprzedni temat :: Następny temat
zauroczyłam się w moim szefie
Autor Wiadomość
arfa 





Informacje:
Wiek: 22
Dołączyła 210 dni temu
Posty: 57
Skąd: Ruda Śląska

Profil:
Imię: Justyna
Stan: panna (do wzięcia)
Nastrój:
chora

Wysłany: 2010-02-12, 19:40   zauroczyłam się w moim szefie

Mam 23 lata, on 28. W sumie różnica wieku standardowa. Przyjął mnie na miesięczną praktykę. Wcale nie przystojny, powiedziałabym nawet, że brzydki. Ryże, długie włosy, spięte w kocyk, w przodu trochę przyłysawy, wysoki, z brzuszkiem, małokonkretny, ale z zabójczofascynującym poczuciem humoru :) To dość specyficzny człowiek, często nie wiem kiedy żartuje, a kiedy mówi poważnie. Niby rzuca jakies miłe teksty, często wręcz onieśmielające, czasem z myślą o "naszej" przyszłości (np. o mojej mamie mówi "teściowa"). Ale ma kobietę.... (nie żonę!) sam nigdy o niej nie mówi. Nawet nie wiedziałabym, że ją ma, gdyby nie pracownicy, którzy kiedyś o niej wspomnieli (w czasie jego nieobceności). Dziś zauważyłam, że wszystkie rozmowy telefoniczne prowadzi w biurze, z nią rozmawia za drzwiami. Zapropoował mi wyjazd służbowy, w środę byliśmy w Ustroniu po zlecenie, które mam wykonać jako podsumowanie mojej praktyki. Pół dnia spędziliśmy sami. Jakieś żarty, wygłupy, kilka niewinnych dotknięć. Mogłabym to odebrać jako sygnały? A może po prostu typ "otwartego człowieka"? Przecież to głupie! Jestem rozsądną kobietą, minie praktyka i wszystko się skończy. Nawet nie jestem z nim na "Ty". Zawsze mówię mu na "Pan" z czego on często żartuje, jednak nie padła propozycja zmiany. Rozmawialiśmy o moim wiosennym ubiorze, lecz zaznaczył, że go nie zobaczy, bo nie będzie mnie juz na praktyce. Jednak przy obiedzie przy temacie o miejscach wypoczynkowych powiedział, że następnym razem (jakim? kiedy?) pokaże mi fajny domek, gdzie jeździ na wczasy (więc jak to odbierać?). Zostały 2 tygodnie, a ja chciałabym spędzać z nim więcej czasu. Mijają kolejne dni i wszystko się rozkręca... od tygodnia szef namawia mnie na imprezę, urodziny kolegi (z którym rzekomo mają mnie poznać), na której będą również pozostali pracownicy. Chcę iść, bo to cała noc spędzona w świetnym towarzystwie, ale z drugiej strony solenizant może pomysleć, że jestem rzeczywiście nim zainteresowana. Powiedziałam o tej obawie szefowi. Zapewniał, że gdy tylko będę się czuła w jakiś sposób niekomfortowo to mam mu o tym od razu powiedzieć. Czuję się jak naiwna 13-latka zakochana w nauczycielu :/ Wiem, że to chore, ale boję sie zaangażowania i cierpienia. Znam siebie. Jeśli dopuściłam do siebie myśl, że on mi się podoba, to wytrzymam może 2 dni, później będę się dziwnie zachowywać i wręcz będę miała wypisane na czole "podobasz mi się!". Leżę w łóżku i myślę czy po całym dniu spędzonym razem on mysli o mnie czy nieświadomy niczego wrócił do swojej kobiety i spędza z nią romantyczną noc. Nie wiem jak się przed tym bronić i jak wybrnąć z tego zanim wyjdę na idiotkę :/
_________________
...a ja wolę być szczęśliwa niż rozsądna :)
 
 
REKLAMA







Sylwia205 




Informacje:
Dołączyła 256 dni temu
Posty: 27

Profil:

Wysłany: 2010-02-13, 17:48   

Życzę Ci jak najlepiej. Jeśli Ci się podoba to idź na tą imprezę z nim. Tylko wszystko na spokojnie. Ostatnio dość trudno przejrzeć facetów i zrozumieć o co im chodzi: szybki numerek czy cos więcej.
Powodzonka
 
 
arfa 





Informacje:
Wiek: 22
Dołączyła 210 dni temu
Posty: 57
Skąd: Ruda Śląska

Profil:
Imię: Justyna
Stan: panna (do wzięcia)
Nastrój:
chora

Wysłany: 2010-02-13, 22:53   

Nie wiem czy jego zachowanie w ogóle w jakiś sposób świadczy o tym, że jest mną zainteresowany... W biurze, gdy przechodzi obok często mnie zaczepia. Teraz większy problem mam z tą jego kobietą... bo kiedy on strzela teksty rzekomo o "nas", to mam ochotę wystrzelić mu, żeby nie zapominał, że on kogoś ma... A dobrze wiem, że to żarty! I właśnie tu zaczyna się mój problem. Im dłużej mnie to męczy, tym ciężej mi trzymać język za zębami... żeby z czymś nie wyskoczyć. Chciałabym, żeby to się skończyło, a ja tylko na nowo się nakręcam... z każdym jego niewiadomym gestem... :( poradźcie coś!
_________________
...a ja wolę być szczęśliwa niż rozsądna :)
 
 
Anka88 





Informacje:
Wiek: 22
Dołączyła 257 dni temu
Posty: 33

Profil:
Imię: Anna
Stan: Przyszła żona:)
Nastrój:
zakochana

Wysłany: 2010-02-14, 09:30   

Musisz sobie powiedzieć, że to tylko szef i koniec, wiem że to bardzo ciężkie ale innej metody nie ma :-( a jeśli on będzie chciał czegoś więcej to na pewno powie o tym pod koniec twoich praktyk ;-) mam nadzieje że wszystko się ułoży ;-) ja życzę Ci jak najlepiej:)
_________________
 
 
 
arfa 





Informacje:
Wiek: 22
Dołączyła 210 dni temu
Posty: 57
Skąd: Ruda Śląska

Profil:
Imię: Justyna
Stan: panna (do wzięcia)
Nastrój:
chora

Wysłany: 2010-02-16, 21:49   

Nie mogę tego wytrzymać! Raz mówi miłe rzeczy, a czasem jest taki obojętny i bardzo służbowy. Już sama nie wiem co myśleć. Pierwsze 2 tygodnie cieszyłam się każdą godziną spędzoną na praktyce, wracałam do domu ze świetnym humorem. Teraz idę, cieszę się tak samo, a kiedy wracam do domu czuję jak uciekają dni i godziny, które tam spędzam i których jest coraz mniej! To przez to świetne towarzystwo! Dziś cały dzień byłam z nim sama w biurze. Przypomniał mi się wyjazd. Kiedy jesteśmy sami potrafimy ze sobą normalnie, poważnie rozmawiać, żartujemy i on wtedy tak często się uśmiecha :) Kiedy jesteśmy w towarzystwie, często ma to formę gadania głupot lub wręcz docinania sobie nawzajem. Idę w sobotę na te urodziny do jego kolegi. Mam nadzieję, że to będzie dla mnie jakiś wyznacznik jak On mnie traktuje. Czy zupełnie służbowo czy jednak jest w tym odrobina sympatii? Ale do sb jeszcze tyle czasu! Zaczyna mnie to przytłaczać! Ja piernicze... jak można się tak wkręcić w coś co z góry nastawione jest na niepowodzenie :(
_________________
...a ja wolę być szczęśliwa niż rozsądna :)
 
 
malenka 





Informacje:
Wiek: 23
Dołączyła 925 dni temu
Posty: 2700
Skąd: Kraków

Profil:
Nastrój:
zdolowana

Wysłany: 2010-02-16, 22:38   

arfa, sama musisz ocenić jego zachowanie. Jego gesty, mogą lecz nie muszą oznaczać czegoś więcej. Może to po prostu typ flirciarza, który z każdą praktykantką tak postępuje??
Trudno mi ocenić. Powiem Ci tak, ja jestem romantyczką i jeśli chodzi o miłość, nie ma znaczenia czy jest na fali szef podwładny itp. znaczenie ma to, że mimo takiego układu potrafią ze sobą być, kochać się i szanować, co proste nie jest,ale moim zdaniem, wykonalne. Tak jak mówię trudno mi oceniać o co facetowi chodzi. Może mu się podobasz, może chcę czegoś więcej, jednak przeszkodą jest właśnie fakt, iż jesteś jego podwładną, lub wspólna praca?? Nie wiem ile jest z kobietą, ale też nie jest łatwo rozstać się ot tak. Z drugiej strony, gdyby był nieszczęśliwy po prostu by to zostawił i budował życie na nowo. Może Ty będziesz bodźcem by podjąć jakieś kroki??
Jedyne co Ci mogę poradzić... póki on nie podejmie jakiś kroków, Ty nic nie rób. Jeżeli do końca praktyk nie zrobi nic by Cię zachować... to znaczy, że był to zwykły flirt i tyle.
I dla mnie przeszkodą nie jest to że jest Twoim szefem, tylko to, że jest zajęty. Zapewne Ty również nie chciałabyś by Twój mężczyzna był podrywany przez inną kobietę. Szacunek przede wszystkim.
Na zauroczenie nie poradzę Ci nic. Bo jesteś jedyną osobą, która może sobie z tym uczuciem poradzić. Możemy Ci mówić zapomnij, nie zapomnij itp i może to dojdzie do Twojego mózgu, ale do serduszka nie bardzo ;-) Ty musisz zadecydować i sparzyć się bądź nie.
Mam nadzieje, że ułoży się tak byś była szczęśliwa ;-)
Pozdrawiam ;-)
_________________
"So I find a reason to shave my legs
Each single morning..."

 
 
 
marce-linka 





Informacje:
Wiek: 27
Dołączyła 537 dni temu
Posty: 81
Skąd: Polska\Essen

Profil:
Imię: Marcelinka
Wzrost: 165
Włosy: blond
Stan: zona
Nastrój:
zakochana

Wysłany: 2010-02-18, 12:32   

A ja mysle ze powinnas pierwsza wykonac ruch.Jezeli tego nie zrobisz to byc moze do konca zycia bedziesz sobie plula w brode ze nic z tym nie zrobilas,a jezeli pierwsza zrobisz ruch i okaze sie ze on nic nie czuje to przeciez nic nie tracisz bo i tak zaraz Cie tam nie bedzie.Zastanawia mnie tylko sprawa tego jej ,,rzekomej" kobiety.Moze miedzy nimi sie nie uklada i on chce sobie znalezc kogos innego(wiem....wiem co sobie pomyslicie ale wiem ze tak sie robi) Latwo jest komus doradzac....ale jak nie zaryzykujesz to nie bedziesz wiedziala na czym stoisz-a z wlasnego doswiadczenia wiem ze warto ryzykowac.
 
 
arfa 





Informacje:
Wiek: 22
Dołączyła 210 dni temu
Posty: 57
Skąd: Ruda Śląska

Profil:
Imię: Justyna
Stan: panna (do wzięcia)
Nastrój:
chora

Wysłany: 2010-02-18, 17:27   

Wczoraj też byliśmy cały dzień sami w biurze, więc trochę go podpytałam, ale nadal nie wiem jak to jest z tą "kobietą" do końca. Spytałam go czy ma dzieci... ma 3-letniego syna. Potem pokazywał mi jego zdjęcia z wyprawy do ZOO. Kiedy trafiło na zdjęcie syna z jakąś kobietą, powiedział: "a to jest ta...", ja dokończyłam "...matka Pana syna?". Więc sama zawaliłam, bo może gdybym dała skończyć to wiedziałabym coś więcej. Z rozmów wynika, że mieszka sam. Pamiętam na początku praktyk, że podczas jednej rozmowy telefonicznej mówił komuś, że "dziś jedzie po brzdąca". Przypuszczam, że może być tak, że widuje się z nią i synem, ale nie są parą. Mówimy sobie coraz więcej prywatnych rzeczy, więc jak będzie okazja to spytam czy syn mieszka z nim i czy ta "matka" to jego partnerka. A co do naszych relacji, nadal jest zabawnie, wczoraj więcej się obijaliśmy niż zajmowaliśmy sie pracą :D Nawet przyszło dwóch gostków prezentować jakąś firmę, szef skutecznie ich spławił wyjaśnieniem: "miałem już do czynienia z tą firmą i konkretnie mnie wkurzyli, teraz jesteśmy z nimi na stopie sądowej i zadecydowaliśmy z ŻONĄ (wskazał na mnie), że więcej nie będziemy z nimi współpracować" :D Był przy tym taki stanowczy i poważny. Po wyjściu kolesi z biura nawet tego nie skomentowałam, spojrzałam tylko na niego i się uśmiechnęłam, on też :) To było miłe :) Dużo rzeczy mówi, które mi imponują. Niby taki zapracowany, ciągle telefonuje, z kimś rozmawia, ale zawsze w tym wszystkim znajdzie dla mnie jakieś miejsce :) Chodźby do żartów, ale zawsze coś wymyśli, żeby wcisnąć mnie w scenariusz :) Czuję się przy nim doceniana i przede wszystkim zauważana! Nigdy mnie nie lekceważy, a kiedy zdarzy się, że coś mu zarzucę staje się poważny i pyta czy jestem zła lub od razu wyjasnia, że żartował. Ciągle o nim myślę, nie śpię w nocy. Już nie umiem doczekać się soboty :) Może rzeczywiście powinnam wykonać jakiś większy krok. Jest to jednak trudne, bo cokolwiek nie zrobię pewie zostanie odebrane jako żart.
_________________
...a ja wolę być szczęśliwa niż rozsądna :)
 
 
magdaaaaa 





Informacje:
Wiek: 25
Dołączyła 739 dni temu
Posty: 11255

Profil:
Imię: Magdalena
Wzrost: 158
Włosy: brązowe
Stan: wolna

Wysłany: 2010-02-18, 17:37   

arfa nie wiem co ci poradzic , z jednej strony mogłabys zaryzykowac skoro za kilka dni konczysz tam praktyke i gdyby nic z tego nie wyszło , nie bedziesz muisła na niego patrzec , albo anwet znosic jakis docinków.
Ja na twoim miejscu próbował wyczuc /dowiedziec sie czy ma kogos tak na 100 % czy ta kobieta to tylko matka syna czy to cos wiecej. Moze zagadaj np jak dziecko znosi te cała sytacje , jak duzo z tata czasu spędza; albo czy uklada sobie zycie na nowo czy jednak na razie nie, takie niewinne rozmowy ,zby nie wyszło ze jestes ciekawska i chcesz go wybadac , tylko tak pytasz z troski :-)
_________________
Świat cierpi na brak mężczyzn, szczególnie tych, którzy są cokolwiek warci.
— Jane Austen.
Czasami wydaje nam się, że ludzie są loteryjnymi losami: że znajdują sie obok nas, by urzeczywistnić nasze absurdalne nadzieje. Carlos Ruiz Zafon
 
 
chez 





Informacje:
Dołączył: 214 dni temu
Posty: 88

Profil:

Wysłany: 2010-02-19, 12:19   

arfa, pozwól że wyjaśnię Ci o co chodzi temu facetowi :-)

Facet ma bardzo podobne poczucie humoru do mojego. Też lubię takie żarty walić. Niby żart a daje kobiecie do myślenia. Te jego żarty to mogą wskazywać, że mu się podobasz bo inaczej by nie robił takich żartów. Widać, że bardzo Cię lubi ale nie bardzo wie jak i czy ma przejść na wyższy poziom Waszej znajomości.

arfa napisał/a:
Pół dnia spędziliśmy sami. Jakieś żarty, wygłupy, kilka niewinnych dotknięć. Mogłabym to odebrać jako sygnały?


Nie. To nic nie znaczy w tej sytuacji.

arfa napisał/a:
Ale ma kobietę.... (nie żonę!) sam nigdy o niej nie mówi.


Bo może nie ma o czym mówić?

arfa napisał/a:
Nawet nie wiedziałabym, że ją ma, gdyby nie pracownicy, którzy kiedyś o niej wspomnieli (w czasie jego nieobceności


Dowiedz się od niego a nie od pracowników. Ludzie potrafią dwuznacznie zrozumieć sytuację i sieją plotki. Póki on Ci nie powie to znaczy, że jej nie ma.

arfa napisał/a:
Zawsze mówię mu na "Pan" z czego on często żartuje, jednak nie padła propozycja zmiany.


Drażni się z Tobą :-)

arfa napisał/a:
Jednak przy obiedzie przy temacie o miejscach wypoczynkowych powiedział, że następnym razem (jakim? kiedy?) pokaże mi fajny domek, gdzie jeździ na wczasy (więc jak to odbierać?)


hehe. To taki niewinny żarcik :-D A może jednak będzie następny raz. Nigdy nic nie wiadomo :-P

arfa napisał/a:
Raz mówi miłe rzeczy, a czasem jest taki obojętny i bardzo służbowy


Stosuje przyciąganie i odpychanie abyś się bardziej nakręciła. Widocznie bawią go takie gierki.

arfa napisał/a:
Kiedy jesteśmy w towarzystwie, często ma to formę gadania głupot lub wręcz docinania sobie nawzajem.


Ja też takie coś lubię :mrgreen: Zabawne to jest.

arfa napisał/a:
Z rozmów wynika, że mieszka sam.


No to nie jest z tą kobietą co ma z nią dziecko i wątpię aby miał kogoś bo już by Ci to powiedział albo niebawem powie.

arfa napisał/a:
Mówimy sobie coraz więcej prywatnych rzeczy, więc jak będzie okazja to spytam czy syn mieszka z nim i czy ta "matka" to jego partnerka.


Nie bądź taka wścibska. Jak będzie chciał to sam Ci powie.

arfa napisał/a:
miałem już do czynienia z tą firmą i konkretnie mnie wkurzyli, teraz jesteśmy z nimi na stopie sądowej i zadecydowaliśmy z ŻONĄ (wskazał na mnie), że więcej nie będziemy z nimi współpracować"


hehehe. To jest czysta manipulacja z jego strony. Zapamiętaj, jeśli ktoś mówi do Ciebie: skarbie, kochanie, żono mimo, że nie jesteście razem to to jest czysta manipulacja.

arfa napisał/a:
Może rzeczywiście powinnam wykonać jakiś większy krok. Jest to jednak trudne, bo cokolwiek nie zrobię pewie zostanie odebrane jako żart.


Wiesz to on jest facetem i to on powinien go zrobić.

Jak ja zachowuje się tak jak on do kobiety to znaczy, że nie wiem czy ją chce czy nie, czy mi się podoba czy nie i daje nam więcej czasu aby się zdecydować. Na razie to jest flirt z jego strony i tego się facet trzyma. Nawet jeśli zrobisz ten większy krok to jeśli on nie jest jeszcze pewien to Cię odepchnie. On sam musi to zrobić. Możesz mu natomiast dawać sygnały że nie będziesz czekała wiecznie. Dawaj mu też takie dwuznaczne propozycje typu:

Szefie jak chcesz poflirtować ze mną to po porostu mnie zaproś na randkę :-D

Pobaw się z nim. Powiedź mu jakiś komplement, niech się trochę zawstydzi. Np. powiedź że dziś nie możesz czegoś zrobić albo zostać dłużej bo się umówiłaś na randkę. Bądź bardziej cwana i kokietuj go. Zobaczymy jaki mocny jest facet. Po prostu zacznij go podrywać :-)
 
 
arfa 





Informacje:
Wiek: 22
Dołączyła 210 dni temu
Posty: 57
Skąd: Ruda Śląska

Profil:
Imię: Justyna
Stan: panna (do wzięcia)
Nastrój:
chora

Wysłany: 2010-02-19, 17:45   

chez obserwując trochę sytuację na forum szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że do mnie zajrzysz, a już tym bardziej nie spodziewałam się tak wyczerpującej odpowiedzi :) Fajnie, że jest tu jakis facet, który potrafi NAM (tzn. kobietom) doradzić z Waszego punktu widzenia :)
Dziś znów byliśmy sami w biurze. Rozmowy jak zawsze o wszystkim i o niczym, trochę o pracy. Potem powiedziałam, że jestem głodna, więc wyskoczył z propozycją, żebyśmy jechali coś zjeść. Zaskoczyło mnie to, bo nigdy w trakcie pracy nie dostałam żadnej takiej propozycji. Oczywiście się zgodziłam i pojechaliśmy na obiad. Trochę ruszyło to wspomnieia (nie tylko moje) z wyprawy do Ustronia, więc było miło, a przy tym zabawnie :) Szczerze mówiąc zaczęłam mu coraz częściej przypominać o tym, że za tydzień już mnie nie będzie. Dziś powiedział, że on tak prędko takich "dziwadeł jak ja" nie zapomina. Powiedziałam, że zawsze może zadzwonić i pogadać o pierdołach albo zaprosić mnie na obiad jak za starych dobrych czasów. Ciągle zastanawia mnie jego spojrzenie. Żartuje np. o nas, jest uśmiechnięty, a potem chwilę zamyślony patrzy mi w oczy. Wczoraj zwrócił uwagę na mój makijaż, choć był taki sam jak zawsze, dziś na zapach, choć też był ten sam co zawsze :D Trochę mnie to rozśmieszyło, ale miło, że zwrócił uwagę.

chez napisał/a:
Jak ja zachowuje się tak jak on do kobiety to znaczy, że nie wiem czy ją chce czy nie, czy mi się podoba czy nie i daje nam więcej czasu aby się zdecydować. Na razie to jest flirt z jego strony i tego się facet trzyma. Nawet jeśli zrobisz ten większy krok to jeśli on nie jest jeszcze pewien to Cię odepchnie. On sam musi to zrobić.


Szczerze mówiąc ja sama nie wiem czy bym potrafiła się w to jakkolwiek zaangażować. Mnie też podoba sie ten, jak to nazwałeś "flirt". Dawno nie było w moim życiu tak niejasnej i na swój sposób skomplikowanej sytuacji. Wiem, że coś mnie w nim strasznie kręci. Jest w jakimś stopniu moim ideałem, kimś z kim mogłabym spędzać całe dnie i nigdy nie byłoby mi źle. Po prostu uwielbiam spędzać z nim czas! Wtedy czuję, że żyję :) Czuję, że cokolwiek dobrego dla niego zrobię to się zwróci. Wracam do domu szczęśliwa i czuję się taka.... nie wiem... zadowlona po prostu :)
Chyba masz rację z tym, że to on powinien zrobić jakiś krok. Zaczęłam mu już dawać do zrozumienia, że jestem... i że jestem gotowa na dalszą znajomość i chęć przebywania w jego towarzystwie :) Myslę jednak, że on tak samo jak ja może być niepewny jak ja odbiorę jego zachowania i tak będziemy robić podchody do końca świata :D
Dzięki chez ;)

[ Dodano: 2010-02-21, 17:29 ]
No i po imprezie... sytuacja mnie trochę przerosła. Wczoraj byliśmy na urodzinach :) Wydało się... ma kobiętę, przyszedł z nią na te urodziny. Potem się do mnie przysiadła więc z rozmowy wyszło, że razem mieszkają. Ale to nic... kiedy impreza przeniosła się do kuchni zaczęłiśmy tańczyć. W tańcu dał mi buziaka, potem zdarzył się jeszcze jeden. Nie wiem czy ktoś nas wtedy widział, a osób w kuchni było kilka. Po imprezie wracaliśmy taksówką. W aucie złapał mnie za rękę, potem sie przychylił i zaczęliśmy się całować. Po wyjściu z taksówki chyba półtorej godziny staliśmy przytulając sie i całując. On oczywiście zażartował "w poniedziałek dostaniesz lanie". Byłam zdezorientowana, powiedziałam mu, że to przecież bez sensu... że on ma rodzinę, że to w ogóle nie powinno się wydarzyć, że nie powinno mnie być na tej imprezie i że w ogóle "jak to?" (halo? o co kaman? :D ). Nie rozpaczam, bo spodziewałam się tego... prawdopodobnie w pn będę ostatni raz na praktyce, choć mam jeszcze do odrobienia cały tydzień. Jest mi strasznie źle, bo wiem, że trzeba to urwać. Nie będziemy się przecież spotykać. A mi tak dobrze spędza się z nim czas! Dał mi tyle szczęścia ostatnimi czasy! Ale trzeba się wycofać. To trudne. Powiedział, że w poniedziałek porozmawiamy "o nas". Na nic nie liczę, bo wiem, że to sie skończy. Nie mogę mu przecież niszczyć rodziny! W dodatku ma 38 lat, a nie 28. Drobna różnica :D Nie wyglądał na 28, więc nie jestem zdziwiona. W sumie w tej sytuacji to i tak jest bez znaczenia jaka jest prawda. Qwa, ale się wszystko poepcyło. Niby mam czego chciałam, ale wiedząc, że rujnuję jego życie strasznie mi ciężko :(
_________________
...a ja wolę być szczęśliwa niż rozsądna :)
 
 
marce-linka 





Informacje:
Wiek: 27
Dołączyła 537 dni temu
Posty: 81
Skąd: Polska\Essen

Profil:
Imię: Marcelinka
Wzrost: 165
Włosy: blond
Stan: zona
Nastrój:
zakochana

Wysłany: 2010-02-23, 20:16   

Arfa..........a moze Ty go wprost zapytaj czy mieszkaja razem,czy ich cos laczy poza dzieckiem? Do cholery.....przeciez tak sie nie caluje praktykantki..... :evil: Wal prosto z mostu-niewiele czasu Ci juz zostalo......
 
 
arfa 





Informacje:
Wiek: 22
Dołączyła 210 dni temu
Posty: 57
Skąd: Ruda Śląska

Profil:
Imię: Justyna
Stan: panna (do wzięcia)
Nastrój:
chora

Wysłany: 2010-02-23, 21:01   

Z tym, że sytuacja już się trochę zmieniła :P Nie mam prawa wypytywać o jego sprawy prywatne, on nie chciał o tym mówić, a dla mnie to już bez znaczenia. Może napiszę jak wyglądał wczorajszy dzień. Rozmawialam z szefem, zawalilam bo pierwsza zaczelam mowic. Powiedzialam, ze on ma rodzine i ja mu tego nie bede niszczyc. Spytal "tzn ze mam kobiete i dziecko i tak juz musi byc do konca zycia? a co jesli pojawi sie ktos inny?". Mowie "ale przeciez nie odwrocisz calego zycia do gory nogami z mojego powodu". Powiedzial ze bedzie ja musial zabic :D wtedy będziemy mogli być razem. Przed wyjsciem spytalam po co mnie pocalowal. Odpowiedzial "bo to niczego nie zmienia, to nic nie znaczylo". Myslalam, ze mam do tego luzne podejscie, ale jak to powiedzial to mnie zabolało. Przerosla mnie ta sytuacja. Później pół dnia się męczyłam. Mówił, że nie potrafi przebywać blisko mnie, choć wciaz szukał pretekstów by mnie dotknąć. Pół dnia jakby przekonywał mnie do tego, że to ma przyszłość. Mógł żartować, ale wydaje mi sie, ze z takich rzeczy sie nie zartuje. A na koniec mowił ze to nic nie znaczylo. Po co? Przeciez moznabylo poprzestac na tym, ze sie stalo i tyle.
Na dzień dzisiejszy zmieniłam nastawienie - dla mnie to byla chwila, dla niego tez... taki byl zamiar od samego poczatku. Wyjaśniliśmy to sobie i nie warto juz do tego wracac. Chcę zeby bylo normalnie, zebym miło spędziła tam ostatni tydzień. Dziś pytał czy mam wieczorem czas i czy przyjdę pomóc posprzątać mu zwłoki... zabił ją i syna, bo syn widział, a nie chcemy świadków :D Myślałam, że sie spotkamy, jednak nie zdążyliśmy się dogadać. Nie wiem, kiedy mówi kończy żartować i zaczyna mówić poważnie. Nabrałam do tego dystansu, choć naprawdę nie chcę, żeby to się skończyło :(
_________________
...a ja wolę być szczęśliwa niż rozsądna :)
 
 
marce-linka 





Informacje:
Wiek: 27
Dołączyła 537 dni temu
Posty: 81
Skąd: Polska\Essen

Profil:
Imię: Marcelinka
Wzrost: 165
Włosy: blond
Stan: zona
Nastrój:
zakochana

Wysłany: 2010-02-23, 21:34   

Jak czytam to co piszesz to zaczynam dochodzic do wniosku ze ten facet bawi sie Twoimi uczuciami.Najpierw Cie caluje a potem mowi ze to nic nie znaczylo......Widze ze nie jest to dla Ciebie tak do konca obojetne......(niestety MY kobietki takie juz mamy miekkie serduszka).....Nie wiem po prostu nie wiem o mam Ci doradzic....jak mi cos wpadnie do glowy to napisze......A moze to juz dobrze ze tam konczysz te praktyki-przestaniesz go widywac,nie bedziesz tyle o nim myslala i moze poznasz jakiegos konkretnego faceta............ :mrgreen:
 
 
arfa 





Informacje:
Wiek: 22
Dołączyła 210 dni temu
Posty: 57
Skąd: Ruda Śląska

Profil:
Imię: Justyna
Stan: panna (do wzięcia)
Nastrój:
chora

Wysłany: 2010-02-23, 22:25   

Hmmm... nie żebym się łudziła albo coś, ale jego zachowanie jest bardzo dziwne. Zaczęłam mówić mu, że to nie ma sensu, bo ma rodzinę, żartowałam z jego "starszego" wieku. On pytał "czy mi to przeszkadza?", ciągle był zamyślony i jakby mnie przekonywał, że zrobi coś, żebyśmy mogli być razem. Wymyślał, że zabije babę, że się do mnie wprowadzi na rok, aż wybuduje dom... takie tam głupoty... niby żarty, ale daja do myślenia. Ja ciagle przy swoim... że NIE! Sytuacja była taka, że po tej rozmowie wyszedł załatwiać sprawy firmowe... po powrocie wrócił jakby z innym nastawieniem. Złapał mnie za rękę i mówił, że jestem wspaniała, ale zasługuję na kogos lepszego niż on itd... Jakby nagle sprawy się odwróciły... Pomyślałam, że kiedy ja go odrzuciłam, poczuł się urażony, a po powrocie sam zaczął mnie odrzucać, żeby nie wyjść na kretyna... stąd nagle jego "to nic nie znaczyło". Dzisiaj już nie wracaliśmy do tego tematu, ja zachowywałam się jakby sie nic nigdy nie stało, ale on ciągle się kręci blisko mnie, dotyka moich włosów, mówi miłe rzeczy, wciąż zapewnia, że przy nim mogę czuc się bezpiecznie. Nie uważam, żeby się mną bawił... po co facet w tym wieku miałby to robić? Zastanawia mnie tylko to, że sprawa została wyjaśniona, a on nadal się przy mnie kręci.

[ Dodano: 2010-02-26, 22:29 ]
Sprawy potoczyły się za daleko... już wczoraj Adam (przeszliśym juz na "Ty") wciąz kręcił sie koło mnie, w końcu kiedy staliśmy na przeciwko siebie odgarnął moje włosy i przyciagnąl mnie do siebie... znów mnie pocałował... nie potrafię temu zaprzeczyć... powiedziałam, że ja mogę go całować, ale on mnie nie... na co on odparł "to ja nie będę sie opierał"... Dziś już nasze pocałunki były na porządku dziennym. Kiedy jest blisko i czuję jego zapach po prostu mam ochotę sie na niego rzucić. Dziś w biurze rozmawiał z klientem... sposób w jaki z nim rozmawiał, jego podejście, stanowczość, pomysły, poczucie humoru sprawiły, że miałam ochotę powiedziec mu, że jest niesamowity! Już prawie przywykłam do tego, że traktuje mnie wręcz jak partnerkę... Kiedy mnie całował spytałam czemu to robi, odpowiada, że nie potrafi się powstrzymać... że coś go ruszyło i nie wie co to jest. Dziś był mój ostatni dzień na praktyce, ale zaproponował mi pracę w biurze, więc to jeszcze nie koniec naszej histroii. Nie potrafię spytać go poważnie co się między nami dzieje. Nie potrafię się oprzeć, bo wiem, że chciałabym to ciagnąć, ale zdaje sobie sprawę z tego, że nigdy nie będziemy razem. Im dłużej to się ciągnie tym mi ciężej... Czuję się przy nim wspaniale, ale kiedy go całuję przypominam sobie, że on ma kobietę i dziecko i nie powinnam... Pomóżcie!!! Nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzić!!! To stało się silniejsze ode mnie...

[ Dodano: 2010-03-01, 20:12 ]
Dziś pierwszy dzień w pracy! Prawie 6h siedzieliśmy po przeciwnej stronie pokoju, ale kiedy przyszedł bliżej to znów mnie całował. Zaproponował obiad na mieście, więc wyszliśmy z biura. Potem już było wspaniale :) Znów dużo jego słów, że trzeba powiedzieć moim rodzicom o nas, że jego mama to zaakceptuje. Ja się śmiałam kiedy o tym mówił... w dalszym ciągu nie wiem kiedy mówi poważnie, ale raczej staram się sprowadzić go na ziemię kiedy daje się ponieść historiom o wspólnym mieszkaniu, a nawet dzieciach... :D Czasem nawet myślę, że mogłabym zaryzykować i spróbować traktować nasze relacje jak "związek" (on już tak to nazywa), ale nie wiem jak on naprawdę do tego podchodzi, a ja nie chcę potem się rozczarować. Boję się, że jeśli spytam go poważnie o nasze relacje to on się zniechęci, że zda sobie sprawę z tego, że dla mnie to nie zwykła zabawa i wszystko trafi szlag. Będę tam pracować miesiąc, najwyżej dwa. W sumie nie przeszkadzają mi nasze relacje. Wiem, że to i tak się skończy z chwilą kiedy stamtąd odejdę. Wiem, że będę się z tym męczyć, ale zamiast zastanawiać się nad tym co dzieje się teraz... po prostu chcę się tym cieszyć póki to trwa :) nie wiem czy dobrze robię, ale to jedyne podejście, które powoduje, że jestem szczęśliwa i cieszę się wszystkim co los mi niesie :)
_________________
...a ja wolę być szczęśliwa niż rozsądna :)
 
 
Odpowiedz do tematu

Podobne Tematy
Temat Forum Odpowiedzi
Brak nowych postów Najlepszy seks w moim życiu:)
Seks 120
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi [21.12.2008] Pracowita (w moim wypadku) niedziela
Archiwum 2008 72

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - mangi | 'babskiswiat' template created by joli for babskiswiat.net