Teraz przyszła kolej na mnie.. Z tym,ze u mnie to juz raczej nie kryzys a koniec.. Czuje się fatalnie.. Własciwie koszmarnie.. Nie będę Was zanudzać historią. Chciałam tylko powiedzieć to komuś..i tyle.
Ostatnio zmieniony przez Kociak 2007-10-01, 19:39, w całości zmieniany 1 raz
Informacje: Wiek: 19 Dołączyła 510 dni temu Posty: 11005 Skąd: Pokaż na mapie
Profil:
Wysłany: 2007-09-25, 13:53
atria napisał/a:
Teraz przyszła kolej na mnie.. Z tym,ze u mnie to juz raczej nie kryzys a koniec.. Czuje się fatalnie.. Własciwie koszmarnie.. Nie będę Was zanudzać historią. Chciałam tylko powiedzieć to komuś..i tyle.
Informacje: Wiek: 20 Dołączyła 525 dni temu Posty: 3312 Skąd: Łódź
Profil: Imię: Ania
Wzrost: 168
Wysłany: 2007-09-27, 10:02
atria, tak jak dziewczyny powiedzialy nam mozesz zawsze sie wygadac
wiec jesli tylko bedziesz miala na to ochote to na pewno cie wysluchamy
_________________ Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz, że chcę to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy, kto nie może mnie zranić..
Właściwie powinnam zacząć od mojej przeszłości. Mam 31 lat, za sobą małżeństwo i syna. Dość sporo w życiu przeszłam. Rozstanie z mężem, poważne choroby dziecka i jego szpitale.. Z wszystkimi problemami byłam sama ponieważ ex wyprowadzając się z domu przestał interesować się losem dziecka. Gdzieś tam głęboko zapadły we mnie choroby syna.. Mieszkanie w szpitalach etc. W efekcie byłam cieniem człowieka. Przez jakiś czas walczyłam z nerwicą lękową, która uniemożliwiała mi normalne funkcjonowanie, normalne życie (dla niewtajemniczonych nerwica lękowa to najprościej reakcja organizmu na długie przebywanie w ciągłym stresie..u mnie był napadowy lęk, wszelkiego rodzaju bóle, pobyty w szpitalach z podejrzeniem np.udarów,wylewów, zapalenia opon mózgowych - stąd admin forum nerwicy lękowej)
Z czasem wszystko się ułożyło. Syn był zdrowy a ja przywykłam do tego,co zwykle kojarzone jest z z nie najlepszą sytuacją życiową - rozwalona rodzina i duet wyłącznie z dzieckiem. Było całkiem dobrze. Zylismy sobie spokojnie i mieliśmy sporo radości.
W międzyczasie pojawiały się jakieś "związki". "Związki" mało intensywne, nie wnoszące nic wielkiego i z reguły krótkie. Nie czułam potrzeby wiązania się z kimkolwiek..
Aż pojawił się K. Poznałam go na Sympatii. Pierwsze spotkanie nie było jakimś wielkim oczarowaniem dla mnie. Wydawał mi się normalnym człowiekiem..Poza tym, jakoś specjalnie nie wierzyłam w siebie i byłam pewna,że "anielskie" oczy jakie robił na mój widok szybko przeminą. Potem były kolejne spotkania..Lepsze od pierwszych. Wszystko takie piękne - jego ciepło, troska, zaangażowanie, krakowski rynek. Zakochałam się. Pierwszy raz byłam pewna, że spotkałam swoją druga połowę. Nie miałam wątpliwości..
Fajnie było.. Planowaliśmy wspólny dom. Tak minął cały rok. Nie było idealnie..Zresztą nie wierzę w idealne związki. Czasem kłóciliśmy się.. K.jest bardzo upartym człowiekiem.Ma bardzo silny charakter. Trudno o jakiś kompromis z nim. Nie jestem lepsza.. Też uparta i ze swoimi racjami. Tworzyliśmy wybuchową mieszankę. Ale kochaliśmy się..
No i właśnie ostatnio doszło do nieporozumienia..Nie chcę pisać w jakim temacie bo to bardzo delikatna dla niego sprawa..Przedstawił swój problem a ja nie zareagowałam tak jak powinnam, umniejszając sprawę. Z tego właśnie powodu doszło do kłótni.. Potem były bezsensowne dni, kiedy to staraliśmy sobie nawzajem wyjaśniać własne punkty widzenia..Na nic się to nie zdało..Wcześniej przyjeżdżał do mnie każdego dnia..Przestał przyjeżdżać..Namówiłam go kiedyś na spotkanie. Przyjechałam do niego i poszliśmy do knajpy (neutralny teren). Nie chciałam się już z nim kłócić, spierać.. Chciałam normalnie - rozwiązać problem. Nie udało się.. W sumie słuchałam tylko. Ogrom złych rzeczy na mój temat. Wystarczająco dużo by uświadomić sobie, że unieszczęśliwiam go. Wróciłam do domu.. Przez kolejne dni cisza. Może tylko jakieś krótkie, zdawkowe słowa.
Czekałam. Myślałam, że potrzebuje czasu,żeby sobie poukładać, przemyśleć i zatęsknić za mną.
No i się rozczarowałam.. Wczoraj udało się porozmawiać na gg. Nie widzi sensu dalszego związku. Stwierdził, że mamy zupełnie inne charaktery, że sama miłość do niczego db nas nie doprowadzi, że to za mało..
Nie umiem sobie poradzić ze świadomością, że już mnie nie chce. Nie chodzi tu o jakąś chorą ambicję.. Ja po prostu nie wyobrażam sobie już życia bez niego. Przez rok wrósł w moje życie ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami. Jeszcze miesiąc temu planowaliśmy wspólny dom. Nie umiem ot tak "pstryk" i pogodzić się z tym.
Nie chcę już pisać do niego, prosić.. To nie ma sensu. Wczoraj czytałam jego słowa i miałam wrażenie,że rozmawiam z kimś zupełnie innym, z obcą osobą..
Zbyt dużo zabrał mi swoją decyzją.. Począwszy od spokoju, stabilizacji..skończywszy na własnym dziecku (ma 4l synka, którego bardzo polubiłam ze wzajemnością).
Informacje: Wiek: 20 Dołączyła 525 dni temu Posty: 3312 Skąd: Łódź
Profil: Imię: Ania
Wzrost: 168
Wysłany: 2007-09-30, 15:42
atria, to smutne co napisalas.... widocznie K. nie byl Ciebie wart...
nie napisze ze rozumiem co czujesz bo nigdy nie bylam w takiej sytuacji, moge tylko podejrzewac...
na pewno jest Ci teraz ciężko,
atria napisał/a:
Zasypiam i nie mam ochoty by budzić się..
pomysl ze masz syna i on bardzo Cię potrzebuje. Bardzo dobrze, że już wyzdrował. A ile on ma lat?
_________________ Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz, że chcę to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy, kto nie może mnie zranić..
Informacje: Dołączyła 538 dni temu Posty: 4256 Skąd: Pokaż na mapie
Profil:
Wysłany: 2007-10-01, 07:39
Beatko, a wiesz co ja sobie pomyślałam, moze to głupie, ale pierwsze co przyszło mi do głowy, to ze może poznał kogoś innego skoro poznaliście się przez neta, to moze on dalej próbował szukać kogoś w ten sposób, a moze nie próbował, ale taka osoba pojawiła się przypadkiem nie znam faceta, ale z nimi to różnie bywa i brałabym tez taką opcję pod uwage
Informacje: Wiek: 31 Dołączyła 428 dni temu Posty: 130
Profil:
Wysłany: 2007-10-01, 09:12
Magdaru napisał/a:
Beatko, a wiesz co ja sobie pomyślałam, moze to głupie, ale pierwsze co przyszło mi do głowy, to ze może poznał kogoś innego skoro poznaliście się przez neta, to moze on dalej próbował szukać kogoś w ten sposób, a moze nie próbował, ale taka osoba pojawiła się przypadkiem nie znam faceta, ale z nimi to różnie bywa i brałabym tez taką opcję pod uwage
Wiesz co też mi to przeszło przez pierwszą myśl....
Ktoś kto kocha (kochał) nie odchodzi nagle i bez wyjaśnień i z byle powodu i jeszcze te słowa, że tylko miłość nie wystarcza!!! SZok
jedyne co mogę powiedzieć Beatko- czas jet najlepszym przyjacielem w tych sprawach....wierzę że wyrządzono dobro czy zło zawsze wraca ze zdwojoną mocą. Trzymaj się cieplutko... masz synka (a wierz mi wiele kobiet by dało, aby mieć "chociaż"dziecko i jego miłość bezwzględną).
Nie masz ochoty sie budzic ? oj co Ty wypisujesz. Faceci tacy już są...... weź się w garść. Nie jesteś sama !! Przeciez masz dziecko i masz dla kogo żyć !
Mężczyźni........... z nimi wiecznie są problemy a Ty jeszcze nie jesteś staruszką i zawsze mozesz kogoś poznać , nie narzucaj się jednak temu który odszedł.............bo zostanie z litości i to juz nie będzie to samo co kiedys i oboje będzieci się meczyc a on bedzie miał inne.........
Informacje: Dołączyła 473 dni temu Posty: 2990 Skąd: Pokaż na mapie
Profil:
Wysłany: 2007-10-01, 17:19
Zgadzam się z dziewczynami. Masz na pewno wspaniałego synka, który najbardziej na świecie potrzebuje właśnie Ciebie A Ty masz jeszcze duże szanse ułozyć sobie życie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum