Wiem, ze to sredni tytluł do działu ,,Zdrowie'', ale wbrew pozorom pasuje:)
Zaczne od tego, ze potrzebuje Waszej opini, badz porady. Sytuacja wyglada tak.
Mam 19 lat. Pare lat temu zaczelam miec ze soba problemy. Nie wiem skad sie wziely. CZy z okresu dorastania, czy z braku zainteresowania ze strony rodzicow( mama nigdy sie mna niezajmowala i chyba nawet niezbyt interesowala, a tata zawsze pracowal i nie mial czasu), czy moze z mojej slabej i dziwnej psychiki- slaby ulad nerwowy( moja ciocia i babcia mialy schizofermie, a prababka i mama problemy o podobnym tle, choc nieco lzejsze), czy moze z innych, ale faktem jest, ze mialam lekkie probemy z odzywianiem, z ktorych wyszlam całkiem niedawno. Na to nachodzilo i chyba nachodzi niska samoocena i takie tam. Zycie jednak bieglo dalej, raz lepiej raz gorzej, choc generalnie w coraz gorsza strone, bo coraz czesciej nie moglam ze soba dac sobie rady. Zaczeły sie hustawki nastrojow, czasem nic mnie nie cieszylo, albo cos cieszylo przez godzine, tylo po to, zeby nie cieszyc przz nastepne dwie. Zaczelam liceum i okres próżniactwa, ale i równiez otworzyly mi sie oczy. Zobaczylam, ze mozna zyc inaczej. Ze mam jakis potencjal, ze moge byc kims i ze chcialabym nalezec do tzw. elity inteligenckiej, choc pewnie to blad. Nie chcialam byc przecietna, zwyczajna, prózna, a bylam do tej pory. Inspiracja byla moja pani od historii- nawiasem mowiac wspaniala kobieta. Pokazala mi inny swiat, ale i uswiadomila,ze zeby do niego nalezej musze wiele od siebie jeszcze dac, a na to trzeba czasu. Pod koniec liceum moi rodzice zaczeli miec powazne problemy. Zawsze ich malzenstwo bylo dziwne. Mama srednio za mna przepadala, no a z czasem i za tata, który przez to wszystko zaczal pic. Zal mi go bylo okropnie. Chcialam mu pomoc, zaprzyjaznilam sie z nim i zżylam poniekad. Pewnego dnia wlamalam sie mamie na skrzynke mailowa.(intuicja i chwila, nie wiem czemu to zrobilam) TAm odkrylam jej pełne romansu i seksu maila z pewnym Meksykaninem(tata zabral mame kiedys do Meksyku i tam go poznala, dluzsza historia). Po pewnym czasie, w przypływie emocji powiedzialam tacie. W sumie wtedy do mnie dotarlo, ze to prawda. Ze swiat jestnienormalny, a zycie tudne. Ze pelno w nim zdrady i egoizmu. Tata lekko sie podlamal, oczywiscie wspierajac swoj stan alkoholem. W stanie upojenia opowiadal mi rózne intymne rzeczy dotyczace ich malżenstwa. Okazalo sie, ze to nie pirwsza zdrada mojej mamy i takie tam. Im wiecej bylo rozmow( zazwyczaj o tych klimatach) tym bardziej czar zycia pryskal, a ja, mloda, teoretycznie majaca byc poytywnie i lekko naiwnie nstawiona na swiat, zaczynalam dosrzegac prawda- okrutna prawde o zyciu. Tata kiedys znow sie upil, mma przyszla pozno, no i zaczeli sie klucic. Powiedzial jej, powiedzial jej, ze wie ode mnie. Od tej pory mama sie do mnie nie odzywala, tzn powiedziala ze zrobilam jej świnstwo i tyle. Potem sie wyprowadzila i tak jakos lecialo zycie. Po kiepsko, ale jednak zdanej maturze postanowilam wyjechac. Poprosilam tate o pomoc w znalezieniu pracy. TAk wiec zalatwil mi prace w kancelarii( po juz wtedy wiedzialam, ze chce isc na prawo, a przynajmniej tak mi sie zdawalo wtedy)Wyjechalam z rodzinnego miasta do Wrocławia, zresztai tak musialabym sie wprowadzic, bo mama zdecydowala, ze sprzedaje dom(caly majatek jest mamy, bo tata kiedys, chcac nasz zabezpieczyc, przepisal wszystko na mame) tam pracowalam. Przez moment barzo mi sie podobalo. Wreszcie nie próżnowalam, moje zycie nabralo rytmu i dyscypliny, czego wczesniej komletnie nie mialam, siedzac tylko z tata przed tv. Ale po pewnym czasie zaczeła doskwierac samotnosc. Praca przestala mnie cieszyc, a perspektywa pojscia na studia tym bardziej, bo chyba troszke sie przeliczylam z tym prawem. Jednak taki oficjalizm w pracy niejest dla mnie. Udawanie- do czego zmuszala mnie sytuacja, również. Skonczylam prace, pojechalam na tydzien do Chorwacji(wakacje byly nudne i wcale mnie nie cieszyly) po powrocie mialam jeden dzien na przeprowadzke do Warszawy na studia. Przyjechalam w nocy( tata odstapil mi swoje mieszkanie, bo pracuje dorywczo w Warszwie), poszlam na inauguracje i....przerazenie!! Kompletnie sama i obca, ludzie tacy....sztuczni, oficjalni. Pozlama tam juz pierwszego dnia paczke takich kolesi, ale...i tak mi sie to nie podobalo i nie pozwolilo czuc swobodnie. W dwa dni urzadzilam mieszkanie, zmieniajac je całkowicie:), ale...to i tak nie pozwolilo mi sie czuc jak u siebie. Zajecia...dziwne. DZiwnie czułam sie na uniwersytacie. Mimo, ze to był poczatek czułam sie gorsza niz inni i czułam sie bardzo samotnie. Nikt z moimch znajomych nie poszedl do Wawy- nikt. Mialam wrazenie, ze wszyscy sie znjaa, ze wszscy przyjechali chociaz z jednym ze znajomych. Nic mnie juz nie cieszylo- czulam sie zle i nieszczesliwie, ale byc tam musialam. Na to wszystko doloze jeszcze jedne wątek- milosny. Mialam chłopaka. Poznalam do na poczatku liceum. Na poczatku bylo fajnie. Odkrywalam nowe rzeczy, trszke sie przy nim dowartosciowalam, ale...jakos tam midzy nami bylo dziwnie od pewnego momentu. On wyjechal na wymiane na rok do Niemiec( akurat na ten rok, kiedy mi zaczela rozpadac sie rodzina) Przyjezdzal czasem, raz bylam u niego( bylo okropnie i chyba juz wtedy postanowilam, ze z nimnie bede). Jakos po 2,5 roku powiedzialam mu nie- wtedy jak bylam we Wroclawiu. Na poczatku nikt mi sie nie podobal i jeszcze przed zerwaniem balam sie, ze ja...poprostu nikogo odpowiedniego nie znajde, ale jednak ktos mi sie spodobal. Kiedy w wakacje bylam w gorach spodobal mi sie jeden facet i prawie sie z nim przespalam. On pozniej sie do mnie nie odezwal juz nigdy. Tytdzien pozniej pocieszylam sie podobna historia z kolega- rowniez nie potraktowal mnie powaznie, choc odezwal sie, ale tez jakos bez entucjazmu. Kiedy zaczelam studia poznalam jednego chłopaka. Strasznie zaimponowal mi nieprzecietna inteligencja, sila charakteru, pewnoscia siebie i wiedza. Szybko go poderwalam na jakiejs imprezie, zaczelismy ze soba hmm..sie spotykac i szybko zrozumilam, ze to...za wysokie progi dla mnie. Ze prezej czy pozniej odkryje moje braki, i to, ze jeszcze jestem troche pusta idiotka, bo tak w istocie jest kurde. Jednak chłopak na tyle mi sie spodobal, ze postanowilam to kontynuowac wykorzystujac swoje koiece sztuczki. Ustalilismt, ze ziwzek jest nie dla nas, ale uklad juz tak Uklad mial polegac na tym, ze nie mmy czasy na zwiazek(choc w moim przypadkuy to bzdur, ale musialam klamac, bo wiedzialam, ze na nic innego nie pojdzie, a tak bardzo chcialam sie jeszcze rozkoszowac jego cudowna, inspirujaca osoba- jest ak Norwid, to gebniusz, serio, choc totalny chuj i egoistaa), ze mamy zajac sie swoimi srpawami rozwojem(jak on wierdzil sztuka, muzyka, nauka, czyli tym co jego najbardziej interesuje, bo konwencjonalne zwiakzki nie sa dla niego( za duzo naczytal sie Pilcha), ale potrzebuje kogos, z kim moglby sie lekko zwiazac emocjonalie, spedac weekedn na piciu wina i ogladaniu filmow i moze cos wiecej:D( wiecie o co chodzi...)- Zgodzilam sie. Zreszta na dzien dzisiajszy nie mam nic wiece do zaoferowania facetom, kotrzy mi sie podoba( intelinetni, pewni siebie geniusze). Ale mimo ulady dalej czulam sie niezczesliwa. Przeprowadzila sie do kumpla, kotry, jak sie okazalo totalnie sie we mnie zakolach, a jak dowiedzial sie, ze ,,spotykam sie niby'' z tym geniuzem(ustalny,,pan B) to sie chyba zalamal. Zaczlo pic wino i twierdzic, ze zycie nie ma sensu, a ja jego zdanie z przyjemnioscia podzielalam. w gole sie nie uczylismy i nie uczymy, pijemy wino( bo umowmy sie, jakos sie z nim dogadalam odnosnie jego uczuc i tego, zeby sobie wybil mnie, pusta i prózną, zla dziewuche z glowki. I tak zycie plynie. Prawo kompletnie mnie smieszy, towarzysto mi sie nie podopa i nic mi sie nie podoba. siedzialam raz w bibliotece i ..nagle zaczelam sie dusic. zdecydopwalam,ze pojde do psychologa. Poszlam, opowiedzialam to co teraz w nico rozszerzonej wersji i umowilam sie równiez na wizyte z psychiara. Okazalo sie, ze mam typowa depresje i slaby uklad nerwowy odizedziczony genetycznie. I prwdopodobnie zyje w tym od wlasnie okresu gimnazjum, tyle tylko, ze teraz jest najgorzej. Przyjechalam tera do rodzinnego miasta, siedze i pisze ttuaj na forum. Odbylam rozowe z tata, opowiedzialam mu wszystko i poprosilam o pomoc. aha- w miedzy czasie rodzie sie rozwodza, mama sie do mnie nie odzwa, tata znalamz sobie dziewczyne( super kobitka) i beda mieli dziecko, a ja bede siostra. Wracajac!: Musze zrpobic cos ze swoim zyciem. W warszawie nic mnie juz nie tzyma. Oprocz pana B. kotry mnie pociega, (ostatnio mnie upil i przelecial i nie odzywal sie potem dwa ni, ale nie wiem czy przez to ze bylo tak beznadziejnie, bo bylo, czy przez to,ze mu nie stanol..) aha i jszcze jedno...rz jka bylam w wawie brakowalo mi seksu. Wiec na fotce pozalam jakiegos kolesia i umowilam sie z nim na sponatniczny seks. Bylo beznadziejnie. Po co o tym pisze, nie wiem, ale nie hce pominac zadnych faktów, bo moze beda mialy wpływ na wasza opinie co mam robic. Jak pewnie widzicie jestem bardzo zagubiona i w sumie to nie chce mi sie zyc. Ale moze to wynik depresji? Mam duza nadzieje, ze leki, kotre mam zazyciac i terapia mi pomoga...ale w dogodnych warunkiach. Warszawa mnie zabija, czuje to. Otocenie tlamsi, nikogo tam nie mam, jest nudno, nie chce chodzic na te glupie zajecia, mam tego dosyc, brakuje mi skrzydel i muisze...odnalezc siebie, bo robie ostatnio glupie rzeczy, rzeczy o kotrych w zyciu bym siebie niepodejrzewalam chyba, ze w snach, ale nie znach na jawie. Tata zaproponowal mi powrot do domu. Mieszka teraz w wynajetym mieszkanku. Mialabym swoj pokoj, choc juz nie bede miala swojego psa( moj pies, ktorego mialam od 7 lat miesiac temu zagoinal) Moze powinnam przerwac stuia, wrocic, zapisac sie na jakis kurs jezyko, tenisa( zawsze chciala sie nauczyc, ale zawsze nie mioalam niby czasu), znow zaczac grac na fortepianie, moze nawet zrobic jakis certyfikac. Czy moze nie poddawac sie i zostac w ten toksycznej ,jak narazie dla mnie ,Warszawie??[b]
Informacje: Wiek: 24 Dołączyła 373 dni temu Posty: 5536 Skąd: Leeds
Profil: Imię: Monika
Wzrost: 170
Włosy: blond
Stan: panna
Partner: Paweł
Wysłany: 2007-12-03, 12:58
kasianr123 napisał/a:
Moze powinnam przerwac stuia, wrocic, zapisac sie na jakis kurs jezyko, tenisa( zawsze chciala sie nauczyc, ale zawsze nie mioalam niby czasu), znow zaczac grac na fortepianie, moze nawet zrobic jakis certyfikac. Czy moze nie poddawac sie i zostac w ten toksycznej ,jak narazie dla mnie ,Warszawie??[b]
Kasiu...to co robisz cie nie satysfakcjonuje, studia Cię nie interesują.... Jest to w sumie dopero ich początek, pierwszy rok o ile sie nie mylę, więc mogła bys spróbowac sie do nich przekonać, zapisać się na kurs jezyka, nauke gry w tenisa itp w Warszawie, spróbować oderwać się od toksycznych wpływów Warszawy. Bo na pewno oprócz swojej toksyczności ma ona również inne cechy i możliwości. Jeżeli jesteś pewna, ze te studia w Wawa to nie to, wracaj do Wrocławia, gdzie masz tatę i jego nową rodzinę, zacznij pracę w całkiem innym rodzaju niż wcześniej, spróbuj rozbudzić w sobie nowe pasje i zainteresowania, zastanów sie co lubisz najbardziej, pomyśl nad studiami, które odpowiadaja tym zainteresowaniom i spróbuj zacząć od nowa. Jeśli nie masz na tyle siły, zeby odciąć sie od osób, wpływów z Warszawy, który są jak widze negatywne ( całe szczeście, że zauważasz to, ze ten wpływ taki właśnie jest) bez wyjeżdżania z Warszawy, to przy obecnym Twoim stanie zdrowia doradzała bym powrót do Wrocławia, gdzie jak by nie patrzeć masz więcej Ci bliskich osób. Powodzenia
Informacje: Wiek: 19 Dołączyła 392 dni temu Posty: 8053 Skąd: Wrocław
Profil: Imię: Weronika
Stan: jeszcze panna :)
Partner: Radzio
Wysłany: 2007-12-03, 14:21
dłufga historia...
Kasiu, myślę, że powinnaś się realizować w tym co cię na prawdę interesuje!
skoro nie masz żadnej satysfakcji ze studiów a Wawa źle na ciebie wpływa... to zmień to! Życie trzeba przeżyć jak najlepiej! Realizuj się w tym co lubisz, ale nie zapomnij o zapewnieniu sobie pewnej przyszłości, jakieś wykształcenie dzięki któremu znajdziesz pierwszą stałą pracę..
Wracaj do Wrocławia ( JA TU JESTEM! ) gdzie, sama wiesz, będzie ci lepiej
życzę powodzenia!
Informacje: Wiek: 34 Dołączyła 288 dni temu Posty: 1509 Skąd: Śląsk
Profil: Imię: Dorota
Wzrost: średni
Włosy: blond
Stan: panna
Wysłany: 2007-12-05, 14:40
Oj Kasiu ........Ty się totalnie pogubiłaś w życiu.Motasz się wokoło i nie wiesz w którą stronę pójść. Jesteś osobą wrażliwą, która szuka swojej drogi w życiu. Jeszcze jej nie znalazłaś ale nie martw się - to kiedyś nastąpi.
Człowiek chory na depresję inaczej reaguje na różne sytuacje życiowe. Widzi w czarnych kolorach, to co na co normalnie albo nie zwróciłby uwagi albo przezwyciężył.
Podpisuję się pod tym w 100% co napisały dziewczyny powyżej.
Poczekałabym jeszcze trochę do końca semestru i potem podjęła decyzję.
Może to z powodu swojej przeszłości i choroby nie widzisz radości w przebywaniu w stolicy. To specyficzne miasto, ale ma też swoje uroki.Super kluby, dużo towarzystwa, duże możliwości.
Jeżeli mimo wszystko będziesz nadal czuła się tam źle, to wracaj do domu.We Wrocławiu są świetne uczelnie. W Warszawie jesteś sama.To trudne.
Nie szukaj przygodnych znajomości na 1 raz. To nie zagłuszy samotności.To co po nich pozostanie ( a może bardziej brak tego czegoś)spowoduje,że będziesz się czuła jeszcze samotniej i bardziej zagubiona. Związki "na luzie" muszą się opierać na pełnej akceptacji z obu stron.U Ciebie tego nie ma.To Cię dziewczyno niszczy.Nie daj się zniszczyć.Zakończ to, bo może gdzieś czeka ten ktoś.
Odsuń się od wszystkiego co Cię niszczy.
A co do mamy............................zostaw to, niech idzie swoją drogą.Nie pozwól, aby przeszłość niszczyła Twoją przyszłość.
Trzymam kciuki
I nie pisz o sobie tak źle. Skąd te kompleksy? Bo spotkałaś paru geniuszy?Widać, że jesteś inteligentna, masz wiedzę i dostałaś się na naprawdę trudne studia.Nie musisz być od razu omnibusem.Masz osobowość, wrażliwość i widać że jesteś też ambitna.
Nie bój się zmian i szukania swojej drogi.
Ściskam
_________________ Przyjacielem jest ten, kto wie o Tobie wszystko i nie przestaje Cię kochać
Informacje: Wiek: 20 Dołączyła 406 dni temu Posty: 3317 Skąd: Łódź
Profil: Imię: Ania
Wzrost: 168
Wysłany: 2007-12-05, 19:25
Kasiu bardzo długi i wyczerpujący post, ale dobrnęłam do końca...
Na Twoim miejscu przerwałabym studia i wróciła tam gdzie dobrze się czuję
Życie naprawdę dało Ci w kość, a masz dopiero 19 lat... ja nawet nie umiem się postawić na Twoim miejscu
Mam nadzieje, że sprawy jakoś Ci się ułożą i wszystko będzie już OK
_________________ Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz, że chcę to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy, kto nie może mnie zranić..
Informacje: Wiek: 24 Dołączyła 331 dni temu Posty: 21 Skąd: Mazowsze
Profil: Imię: MONIKA
Włosy: BRUNETKA
Stan: PANNA :)
Partner: ADAS
Wysłany: 2007-12-07, 18:12
Kasiu nie łam sie, w życiu różnie bywa, nie porownuj sie z innymi , ze inni to geniusze a Ty nie , przeciez dostalas sie na ciężkie studia jak Cie Warszawa meczy to sprobuj znalezc jakies hobby , zainteresowania ktore pomoga Ci przebrnac przez te ciezkie chwile-studia , znalezc bratnia dusze , ktora podtrzyma cie na duchu. nie odcinaj sie od świata, od ludzi, byc moze ze poznasz kogos, kto sprawi ze spojrzysz na świat przez różowe okulary,Życze Ci tego z całego serca!!!!!buziaki ,nie łam sie, JESTESMY Z TOBA!!!
Dziekuje Wam z całego serduszka. Macie rację, całkowitą. Nie powinnam sie podawac, tylko ze juz jestem zmeczona. Zmeczona tymi hstawkami, sobą i...jeszcze nie wiem jak to bedzie. Nie wrocilam do domu i szczerze mowiac wcale nie chce tak wracac. to byloby pojscie na latwizne i swiadomosc o tym, ze na nią przystalam jeszcze bardziej odebrala by mi jakiekolwiek,,dobre'' mniemanie o sobie. Mam zalety, niewiele, ale mam. Boję sie, bo wszystko w ogolo odbiera mi motywacje, a czeka mnie naprawde kupa roboty i nie mam na mysli samych studiów, bo najciezsza robota bedzie z własna psychiką.
Jesli chodzi o tego chlopaka...nie spotykam sie z nim, ale wcale nie jest mi lepije. On jest cholernie inteligentny i niestety pokazal mi ta złą strone prawdy o mnie. Tyle wlasnie dal mi ten zwiazek i to byla troszke moja wina. Tylko, ze problem polega na tym, ze jestem cholernie chyba w nim zakochana, cholernie. To jedyny facet, ktory widzial moimi oczyma. Jest niemalze identycznie wrazliwy na pewne rzeczy, widzi swiat tak samo, ale....radzi sobie w nim o wiele lepiej i to jest miedzy nami różnica. Różnica, ktora stanowi istną PRZEPASC, a wiec raczej to nie ma przyszlosci. Mam pare pomyslow na rozwiazanie tej sytuacji. Przewaznie, jak beznadziejnie sie zakochiwalam, co zdarzalo mi sie ostatnio, to lekarstwem na to byl innny facet(choc nie widze ani perspektywy poznania kogokolwiek, ani tego, ze ktos mi sie spodowa- mi podobaja sie specyficzni, unikatowi meszczyzni, silni psychicznie- moje przeciwieństwa, a tacy nie lubia takich jak ja, co zobaczylam w zwiazku z tym toksycznym)Jedyn slowe, choc sama nie mam zawiele do zaoferowania, to...wymagam wiele, co jest niestety przykre, smutne i...załosne. Pomysl drugi, to....udowodnic sobie, ze jestem ,,fajna'', a to sie da zrobic, choc jak pisalam, nie wiem czy dam rade, bo nie mam juz sily. Wiem jak to zrobic-0 trzeba czasu, cierpliwosci i ...sily wlasnie. Potem moglabym sprobowac udowodnic sobie, ze dam sobie z nim radę, czyli kontynuowac z nim znajomosc, bo....o nim chyba juz nigdy nie zapomne. Co robic?
[ Dodano: 2008-01-03, 03:29 ]
Nie moge zasnąć, wiec napisze znowu. Jest lepiej- moj dzien ostatnio jest o wiele aktywniejszy, niż ostatnio i nie pozwalam sobie na,,depresje'':) Zaniedbuje jedynie nauke(czyli studia), bo jesli chodzi o czytanie, to czytam mnostwo. Tak sie jednak skalda, ze niedlugo sesja, po drodze pare kolowiów, a ja...mam do gdzies:P Stresuje mnie to, owszem, ale juz nie zaniedlube innych rzeczy i staram sie, po mimo depresji, nie zaniedbywac innch obowiazkow i rozwijac sie intelektualnie. Gdyby nie te studia wszystko byloby wporzadku. Jednak nie umiem czytac wiecej, niz 30-50 stron dziennie tego chujstwa, a prawda jest taka, ze musze wiecej, zeby nadrobic. Jaki jest sens pozostania na tej uczelni? Rozwoj w dziedzinie prawa? - mam do gdzies, nie interesuje mnie to, jednak moj pobyt w Warszawie jest uzalezniony od tego, czy na uczelni pozostane, a wiec, czy zostane dopuszczona do sesji i ja zalicze. Chce zostac w Warszawie, bo ostatnio naprawde mi sie tutaj podoba, czuje, ze znow sie rozwijam i zaczynam powoli podobać się sobie. no i ten pan ,,B''...jak mnie wywala, to wiecej go nie spotkam- i nie wiem co gorsze.
Informacje: Wiek: 25 Dołączyła 242 dni temu Posty: 342 Skąd: 3city
Profil: Wzrost: 164,5
Włosy: Rude
Wysłany: 2008-01-13, 20:55
Kasiu przede wszystkim jestem pelna podziwu..piszesz ze jestes slaba i taka beznadziejna...a takw cale nie jest. Przeczytalam twoje posty i uwazam ze jestes silna i madra osoba ktora potrafi spojrzec na siebeiz dystansem - zdecydowanie za duzym nawet. Jestes inteligentna, madra - od razu widac ze duzo czytasz...Norwid ? jedna z najtrudniejszych poezji polskich, pilch - zakrecony ale tez nie kazdy go czytal... Ja tu widze zagubiona osobke ale...naprawde madra, sympatyczna i doswiadczona zyciowo...
3mam za ciebie kciuki b mocno! wierze ze dasz rade! jak cos jestes zawsze do twojej dyspozycji na priv:)
Dzieki dziewczyny. Jest juz lepie. Chyba dostarczylam sobie za duzo wrazen. Odzyskalam namiastke kontroli nad swoim zyciem, a głownie psychika, choc pewnie jeszcze nie do konca. Dzieki jeszcze raz:)!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum