Ja dziewczyny moge wam powiedziec od innej strony... Sama nie rodzilam ale jestem pielęgniarką i przez pół roku pracowałam na oddziale noworodków Praca bardzo przyjemna i troche mi szkoda że musialam opuscic ten szpital(obecnie pracuję na Intensywnej terapii dla dzieci). Często jak mialam chwile to chodziłam na porody, żeby wspomoc matce ale tez obserwowac czy coś sie nie dzieje i w razie czego zawiadomic pediatrę (lekarz nie byl na stale tylko pod telefonem!!). Po porodzie naturalnym dziecko przez okolo godzine bylo przy matce, jesli miala na to ochote, bylo przystawiane po raz pierwszy do piersi. Nastepnie bralam je na oddział noworodków gdzie je kąpałam, podawałam wit K i dziecko przebywało u nas kilka lub kilkanascie godzin(jak rodzilo sie popoludniu to do rana nastepnego dnia). Chciałysmy żeby mama odpoczela, jak chciała to zanosiliśmy jej zeby zobaczyła Mysle że matki były zadowolone z opieki, na kazdą prosbe chodzilam i pomagalam, jak chcialy odpoczac to zabierałam dziecko na oddzial(chociaż nie powinnam, tak moiwly mi inne pielegniarki). Też chciałabym by tak mna sie zajmowali i moim dzieckiem:)
_________________
"Tylko miłość jest sensem istnienia..."
Informacje: Dołączyła 193 dni temu Posty: 1860 Skąd: Pokaż na mapie
Profil:
Wysłany: 2008-01-09, 14:07
netka2, i wlasnie takie szpitale i personel powinny dostawac NAGRODY PIENIEZNE!!!!!!!!!!!!!!!I to duze za podejscie do pacjeta! Niestety nie w kazdym szpitalu tak jest!
Ninka byłabys zdziwiona ale wlasnie ten szpital nie cieszy się dobrą opinią bo ludzie uważaja ze nie ma dobrych lekarzy a kobiety boją się rodzić . Ale jak raz urodza to wracają ponownie bo uwaaja że polożne i pielęgniarki maja czas dla nich... W szpitalu wojewodzkim tych porodow dziennie jest kilka lub kilkanaście i polożna nie ma czasu stac przy jednej kobiecie i ją wspieerac a u nas jest ich dziennie 1 do 3 więc polożna ma czas dla polożnicy i robi wszystko by bylo dobrze.
_________________
"Tylko miłość jest sensem istnienia..."
Informacje: Wiek: 29 Dołączyła 201 dni temu Posty: 64 Skąd: podlaskie
Profil: Imię: Aneta
Włosy: bląd
Stan: mężatka
Wysłany: 2008-01-09, 14:36
A ja jestem bardzo zadowolona z opieki w szpitalu . Jestem po cesarce i siostry caly czas przychodziły i pytały się czy mi nic nie potrzeba. Naprawde ja opieke w szpitalu miałam naprawde cudowną.
Informacje: Wiek: 29 Dołączyła 201 dni temu Posty: 64 Skąd: podlaskie
Profil: Imię: Aneta
Włosy: bląd
Stan: mężatka
Wysłany: 2008-01-09, 22:24
dziewczyny jak znajdziecie sie na porodówce to zapomnicie o wszystkim. O tym całym nacinaniu, pękaniu i zszywaniu. Bedziecie tylko chciały jak najszybciej zobaczyć swoje dziecko
a ja mam niezbyt przyjemne wspomnienia z porodu. pierwsze skurcze dostałam o 5.00 rano ale były tak lekkie że nie wiedziałam że to już TO i poszłam spać dalej mocniejszy ból obudził mnie o 7.00 i tak sie bałam że nie wiedziałam co robić. Rafał miał akurat nocke więc w domu miał być dopiero koło 9.00-10.00. poleciałam do mamy i kazałam jej dzwonić na taxi i do szpitala żeby ich poinformować że zaraz przyjade(myślałam że tak trzeba). moja mama zadzwoniła najpierw do szpitala gdzie powiedzieli jej żebym absolutnie żadną taryfą nie jechała bo w każdej chwili może zacząć się akcja porodowa i że oni wyślą karetke. karetka przyjechała po ponad 1,5godzinie!! gdzie do szpitala mam pieszo(!) niecałe15min. kiedy do mieszkania wszedł pan z karetki ja zwijałam się z bólu na łóżku a on tylko dokumenty wziął,usiadł na fotelu i spisywał. a ja już na tym łóżku nie mogłam wytrzymać. obok stała przygotowana moja torba, bo głupia sie nasłuchałam i w sumie miałam wypchaną dość dużą torbe podróżną do tego szpitala.pan tylko wstał spojrzał na torbe i powiedział "pani bierze tą torbe, idziemy" myślałam że moja mama szału dostanie jak to usłyszała w sumie w szpitalu byłam po dziewiątej a na sale trafiłam za 15 dziesiąta. od razu przyszedł rafał, był ze mną na porodówce i nie mam co narzekać, pielęgniarki były bardzo miłe "możę wody","może pani piłke przynieść","my wiemy żę boli ale da pani rade" itp. kiedy skurcze się wzmogły mojemu rafałkowi zrobiło się tak słabo że musiał wyjść panie poprawiły mi to urządzonko do którego byłam podłączona i....poszły sobie. a mnie tak bolało że strasznie krzyczałam. co jakiś czas któraś przechodziła tylko i słyszałam "czego pani sie tak drze?!" kiedy zaczeła się akcja porodowa (lekarza rzecz jasna nie było) ta pani która była "główną" pielęgniarką to stała do mnie tyłem i gadała z inną, zajmowały się mną tylko te dwie jędze co na początku. reszte pamiętam jak rzez mgłe. pamiętam tylko jak położyli mi dziecko na brzuchu i się popłakałam a póżniej zaczełam strasznie wymiotować i straciłam przytomność. urodziłam o 11:25 więc chyba dość szybko. obudziłam się dopiero następnego dnia rano. lekarze twierdzili żę to z winy leku który podali w trakcie porodu a mój organizm go odrzucał tej samej nocy bolało mnie tak strasznie że aż się zwijałam, pielęgniarka dała mi tabletki przeciwbólowe. płakałam i prosiłam żeby wezwała lekarza bo nie wytrzymuje z bólu, a ona powiedziała że jutro bedzie obchód a noc jest od spania i ....wyszła. następnego dnia miałam już tam wielką gule. okazało sie że mam straszne zapalenie i wezbrała mi się krew.dostałam tylko antybiotyk i normalnie wypisali mnie do domu. tam po dwóch tygodniach z temperatyrą 40.6 trafiłam do szpitala i dopiero mi to wyleczyli. nawet nie wspominam o wybitym i pozaklejanym folią oknie na sali w której leżałam nie tylko ja ale też dziecko, o zepsutym oknie w łazience które było zawsze otwarte(piąte piętro) czy też o całkowitym braku(!) ciepłej wody...
Matko!!!!!tuptunio wspolczuje
P o mnie jak karetka przyjechala to podniesli mnie z lozka na wozek zniesli mnie po schodach i potwm na lozko kocyk i jazda do karetki byli to dwaj mlodzi panowie przynajmnie to mialam ok,bo reszta jest wyzej opisana.
n
tuptunio napisał/a:
awet nie wspominam o wybitym i pozaklejanym folią oknie na sali w której leżałam nie tylko ja ale też dziecko, o zepsutym oknie w łazience które było zawsze otwarte(piąte piętro) czy też o całkowitym braku(!) ciepłej wody.
Ale to to juz przesada i co zimna woda milas sie myc???
wiadomo po porodzie trzeba bardziej dbać o higiene i do tego te szwy... a pod prysznicem zimna woda i straszny przeciąg z zepsutego okna chyba nawet sie nie dziwie że miałam to zapalenie...
Informacje: Wiek: 27 Dołączyła 190 dni temu Posty: 33
Profil:
Wysłany: 2008-01-10, 11:31
Gdy rodziłam pierwszy raz byłam ogromnie przerażona.Byłam kompletnie sama.Sytuacja jak w wielu opisach.Zbadali, zrobili lewatywę, zaprowadzili, podłączyli i męcz się sama kobieto.Ale ja nie krzyczałam. Uznałam że nie będę narażać siebie na nieprzyjemności że strony położnych, zniosłam to bardzo dzielnie. Cały czas powtarzałam , że nie ja jestem pierwsza i nie ostatnia i nie łudziłam się, że będą mnie traktować jak księżnę.Była to chwila dla mnie niesamowita ale właśnie... tylko dla mnie.I w tyłku tam miałam czyjąś opiekę, ja lubię radzić sobie sama.A kiedy przyszedł ten moment że mój syn wychodził już by zaczerpnąć po raz pierwszy powietrza, na mojej twarzy gościł już tylko uśmiech, urodziłam piękną kluseczkę i reszta świata przestała dla mnie istnieć.Zdałam się na polecenia położnej, było ciężko, ale nic nie jest piękniejsze niż wydawanie na świat potomka.Przy obu porodach nacinali mi krocze, nic nie czułam , nie bolało.Skupiałam się tylko na tym żeby jak najszybciej urodzić.Chciałabym powiedzieć wszystkim tym kobietom które jeszcze nie rodziły, że wcale to nie jest takie straszne, żeby nie słuchały tych opowieści rodem z horroru.Mnie moje życzliwe koleżanki ogromnie nastraszyły, a ja słuchałam z wielkimi wyłupiastymi oczami tych porad, które póżniej okazały się zwykłą bzdurą.Każdy poród jest inny, wyjątkowy.No i pozostaje właśnie kwestia wyboru szpitala w którym urodzi się swoje maleństwo.Ja moje dzieci rodziłam w tym samym szpitalu, I odział położniczy jest chyba najładniejszy w całym szpitalu.Tylko tak jak powiedziałam, uznałam że wolę zdać się na siebie.i tak było zdecydowanie lepiej.Pamiętam na drugi dzień przewróciłam się na korytarzu bo był cały mokry"świeżo umyty"Myślałam że mi całe krocze porozrywa,ale nawet nikt nie podszedł do mnie żeby pomóc mi wstać.Pozdrawiam wszystkie mamy i te które mają to jeszcze przed sobą.
[ Dodano: 2008-01-10, 11:34 ]
Opisałam to tak po krótce, bo nie chcę komentować tych szpitali, położnych i całej opieki.
Ja urodziłam dwoje dzieci i oby dwa porody wspominam dobrze Polecam szpital w Bełchatowie wszystkim ponieważ opieka była super zarówno w czasie porodu i po.Rodziłam z mężem i to on głównie dawał mi siłe i oparcie .Położne były troskliwe,same podpowiadały co robić żeby zmniejszyć ból.Przy obydwóch porodach korzystałam z jacuzzi-takie kąpiele przyspieszały akcje.Na oddziale noworodków też było ok. Zapewniam wszystkie dziewczyny które nie rodziły że o całym bólu zapomina się 2dni po porodzie. To są chwile a dziecko w ramionach jest prezentam na całe życie Także nie ma co panikować i się z góry uprzedzać i bać. Wiadomo że każdy poród jest inny i trzeba myśleć pozytywnie.
Wysłany: 2008-05-02, 12:56 Poród Bielsko - Jak szpital WOJEWÓDZKI złamał moje prawa
Witam
Chciałabym sie podzielić moimi doświadczeniami związanymi z porodem, to, jak mnie traktowano i złamano moje prawa.
W związku z moim porodem który odbył się w listopadzie 2007r. na oddziale ginekologiczno położniczym w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku Białej, Al. Armii Krajowej 101 informuję,iż w czasie porodu i pobytu w szpitalu zostało naruszone w stosunku do mnie przez lekarzy i położne Prawo do poszanowania intymności i godności osobistej, Prawo do informacji, Prawo do wyrażania i swobodnej zgody na interwencje medyczne, Prawo do zachowania w tajemnicy informacji związanych z pacjentem uzyskanych przez personel medyczny, Prawo do dostępu do informacji o prawach pacjenta w zakładzie opieki zdrowotnej.
Opiszę zdarzenie oraz konsekwencje powstałe w jego wyniku:
Synka urodziłam w listopadzie 2007 r w SZPITALU WOJEWÓDZKIM W BIELSKU. Niestety, mój poród był bardzo ciężki i żle go wspominam, nie dlatego że tak strasznie bolało, lecz dlatego że złamano moje prawa. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć dlaczego było obecnych tak wiele osób ( 2 położne, lekarz E..... 2ciągle zakłócający mój poród jak również jakaś pani ubrana " po cywilnemu " czyli nie miała zmiennego ubrania, nazwiska nie znam, wydawała się tam rządzącą) nie wiedziałam kto z personelu jest za mnie odpowiedzialny, za każdym razem inna położna przychodziła by mnie zbadać, czułam się zdezorientowana i opuszczona. Nie informowano mnie o przebiegu porodu, jak również podczas badania USG. Powiedziano tylko tyle że Dzidziuś waży 2800. Pytam jak jest ustawiony? Odpowiedziano - "dobrze" To nie była dla mnie wystarczająca informacja. Już na sali porodowej w ogóle nie informowano mnie o jego przebiegu. Jedna położna tylko stała, śmiała i patrzała jak jęczę z bólu... czułam sie okropnie, zawstydzona. W pierwszym okresie porodu nie wiedziałam co się ze mną dzieje i z dzieckiem. Wiedziałam że łamią moje prawa ale ból był tak okropny że nic nie mogłam mówić. Dlaczego właśnie wtedy przeprowadzano ze mną wywiad i dawano coś do podpisania? Pani doktor miała pretensję że nie odpowiadam jej szybko na te pytania tylko krzyczę, była wściekła a ja myślałam tylko o Dziecku i o tym potwornym bólu. Dlaczego nie mogłam rodzić w spokoju, skupić sie na porodzie, wyciszyć się? Byłam bezradna, a otaczająca mnie rzeczywistość bezlitosna. W czasie pierwszego okresu porodu o własnych siłach z Mężem próbowaliśmy pozycje kuczne, kolankowe, ciągle się ruszałam. Komentowano moje zachowania. Śmiano się ze mnie. Nie słyszałam ani jednego dobrego słowa ze strony położnych, były nieżyczliwe, aroganckie, nie zaznałam współczucia, nikt nie pomógł Mężowi aby mnie podtrzymywać w czasie zmian pozycji. Pytam, czy mogę wejść do wanny złagodzić ból, odpowiedziano - " Jak już nalejemy to już będzie zimna". Zaintonowałam położnej że w czasie drugiego okresu ( jak już wyrzyna się główka) chcę rodzić w kucki, nie na stole porodowym, bo mam takie prawo, bo tylko moje ciało wiedziało że podczas kucania najmniej boli. Jeden z lekarzy odpowiedział : " W takich pozycjach to tylko kobiety w buszu rodzą... " Zamurowało mnie. Prosiłam, błagałam że tak mi najlepiej rodzić. Nie pozwolono. Moją decyzję uważali za nieodpowiedzialny wybryk. Unieruchomiono mnie w drugim okresie po przez KTG pomimo że się nie zgodziłam i pomimo że szpital dysponuje przenośnym KTG. Dlaczego złamano moje prawa? Dlaczego nie miałam możliwości swobodnego podejmowania decyzji? Przecież każdy ma prawo do decydowania o własnym losie...
Po porodzie znów złamano prawa. W czasie zszywania mnie, ( fizjologiczne pęknięcie - czyli takie, gdzie pęka się tyle ile trzeba i nie chodzi tu o pęknięcie d*** jak inni to twierdzą tylko w środku ) jedna z salowych ( sprzątaczka ) siedziała na krześle, ( tam gdzie dziecko badają po urodzeniu, ja natomiast leżałam jeszcze na łóżku porodowym ) patrzała jak mnie dr zszywa i śmiałą się ze mnie, bo drzwi między tymi dwoma wejściami były otwarte!!! Jedna z lekarek ( ta ubrana po cywilnemu ) : " za co się pani uważa? skąd pani wie o pozycjach kucznych? chodziła pani do szkoły rodzenia? to my za panią odpowiadamy... " . W czasie obchodu jeden z lekarzy do mnie : " Ta to rodziła jak błyskawica"
Pamiętajcie !
Decyzja pacjenta może być - w ocenie lekarza - niesłuszna, niemniej zasada poszanowania jego woli, wpisana także w deontologię zawodu lekarza ( np. art.15 i 16 Kodeksu etyki lekarskiej ), nakazuje ją USZANOWAĆ!! i to się tyczy wszystkiego, nacięcia krocza, przebicia pęcherza, podanie oksytocyny, czy NAWET możliwość wpływu kobiety na pozycję w jakiej wypiera ona dziecko!
Dodam, że nawet Sąd Najwyższy w uzasadnieniu swojego orzeczenia wskazał, że " zasada poszanowania autonomii pacjenta nakazuje respektowanie JEGO WOLI, niezależnie od motywów.
2 Miesiące przed porodem odwiedziłam TEN szpital celem zebrania wywiadu i dowiedzenia się wszystkiego.
Przywitała mnie bardzo miła położna Pani K .Sz. Oprowadziła wszędzie. Również zebrałam wywiad. Mówiła, abym nie czytała na forach internetowych negatywnych opiń na temat wojewódzkiego. Że to, co tam dziewczyny opisują ( jak się łamie prawa rodzących ) to nie prawda. Uwierzyłam jej..... mówiła że można rodzić w kucki a tego najbardziej oczekiwałam. Mówiła że inne położne są super, że można wejść do wanny złagodzić ból i wiele wiele innych "super rzeczy" Dlatego wybrałam ten szpital.
Wszystko okazało się KŁAMSTWEM!
gdyby nie szybka moja interwencja krzykiem " prosze mnie nie nacinać " natnęliby mnie bez zgody z zaskoczenia bo tak właśnie chcieli
nie można było rodzić w kucki bo im tak nie wygodnie ...
pomimo prośby nie mogłam wejść do wanny złagodzić ból
podpięto mnie do ktg mimo że się nie zgodziłam.
Załuję że nie wybrałam prywatnej kliniki ESKULAP również w Bielsku bo tam traktuje się rodzącą z szacunkiem a nie jak psa.
Zawsze chciałam mieć 3 czworo dzieci... ale ten szpital odebrał mi chęć do rozpoczynania na nowo...
Gdybym nie znała praw pacjentów, to pal licho!!! myślałabym że wszystko jest ok, że tak powinno się rodzić ... zresztą jak uważa 95% POlek
i wiecie co dziewczyny? ja studiuję kierunek medyczny. Skończę "swoje" i idę na położnictwo. Dlaczego???? bo chcę aby KAżDA RODZąCA rodziła po LUDZKU i tego dopilnuję!! Nigdy nie pozwolę aby ktoś potraktował rodzącą tak jak mnie!! Będę starać się być najlepszą!!! Nigdy nie będę łamać praw pacjentki i nie pozwolę aby ktoś inny je łamał... nawet jeżeli podkopywaliby pode mną dołki!!! Nie podniosę głosu na rodzącą, będę traktowac ja z szacunkiem, współczuć, pomagać jak najlepiej.... a jeżeli zdarzy się pacjentka bardzo agresywna i przypuśćmy na to... kopnie mnie czy coś w tym stylu... nadstawię jej drugi pośladek aby na mnie się wyżyła. Będę życzliwa, miło ustosunkowana. Moje nazwisko będzie znane na całe bielsko i okolice, aż w końcu doczekam się i będę przyjmować porody w domu.
Wszystko w Waszych rękach, przyszłych Mamach. Jeżeli to Wy nie będziecie się domagać swoich praw to polska porodówka nigdy się nie zmieni! Gdy kobieta staje się zależna od procedur medycznych i decyzji innych osób, traci zaufanie do włąsnej siły i intuicji. Czuje się jak przedmiot pozbawiony możliwości decydowania o sobie. Przychodząc przez procedurę przyjęcia do szpitala, łatwo jest poddać się roli POSŁUSZNEJ PACJENTKI i nie pytać o to, co się z tobą dzieje...
Zostałyśmy wychowane wśród opowieści o tym że to rodząca jest BIERNA cierpiąca, musi znieśc wiele przykrości i bólu i że to PERSONEL DECYDUJE o tym jak poród powinien przebiegać - MASAKRAAAA!!!!
Dlatego czas CIĄŻY jest dla was CZASEM BUDOWANIA SIłY WIARY W WASZ INSTYNKT , TAK ABYśCIE MOGłY SIę OBRONIć PRZED SIłą TEGO STEREOTYPU!!!
Złożyłam skargę na lekarzy i położnych do Biura Praw Pacjenta w Warszawie, oni, skierowali pismo do dyrektora szpitala w którym rodziłam, teraz czekam na odpowiedż. Jeżeli usłyszę tylko słowo " przepraszam" to kieruję pismo do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Beskidzkiej Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Bielsku na Krasińskiego 28, oraz Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej w Beskidzkiej Izbie Lekarskiej też na Krasińskiego.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum