Na pewno nie mogę zgodzić się z przysłowiem: "pieniądze szczęścia nie dają", bo dają. dzięki nim możemy wyjechać na wakacje, kupić mieszkanie, nową sukienkę na lato, iść do kina czy do restauracji itd - a to wszystko składa się przecież na szczeście. oczywiście one nie gwarantują szczęścia, nie wystarczy mieć pieniądze i szczęście załatwione. ale uprzymilają nam życie w dużym stopniu. no i też ułatwiają życie. bo dopiero wtedy kiedy ich nie ma to się zaczyna katastrofa
nam nigdy nie brakowało. rodzice tak gospodarowali pieniążkami, że miałyśmy na wycieczkę szkolną, wyjeżdżałyśmy na wakacje, miałyśmy ochotę na owoce - były owoce itd.
gdy już dorosłam wiedziałam, że będę robiła wszystko, aby żyć na takim poziomie, na jakim żyłam w domu z rodzicami. i tak właśnie z mężem teraz robimy. oboje musimy pracować na dwóch etatach - ale dzięki temu b. szanujemy pieniądze. nie wydajemy na głupoty, ale nie musimy też sobie wielu rzeczy odmawiać. może nie spędzamy wakacji na Bora Bora (choć wierzę, że kiedyś uda się tam pojechać ), ale udało nam się kupić nasze M
Jeśli chodzi o wartościwanie ludzi - to nigdy wyznacznikiem wartości nie było dla mnie to, ile ktoś ma. Nigdy Ale znam ludzi (niestety w bliskiej rodzinie), którzy dobierali sobie (i może nadal dobierają) bogatych znajomych Tacy zawsze okazywali się najfajniejsi. No ale cóż, są ludzie i ludziska
A co mnie doprowadza do szału - wymyślanie historii ile to ja mam, na jakich to wakacjach byłam, jaką to pracę olałam, bo mało płacili itd. Mam taką jedną znajomą. Po ostatnim sptkaniu i właśnie takich tekstach unikam jej jak diabeł święconej wody.
Temat b.obszerny, ale chyba tyle chciałam od siebie dodać.
rozumiem o co Ci chodzi w zasadzie to mam podobnie, no ale to też wychodzi po prostu w życiu, tak jak np moi znajomi ze studiów - wiadomo, że nie są to ludzie najubożsi, bo takowi na studia dzienne raczej nie idą , tylko do pracy od razu...
Powiem Wam, że mam jedną koleżankę, której rodzice mają mnóstwo kasy ( domek z basenem itd) ale po niej w ogóle nie widać. Tzn, może nie tak... Widać o tyle, że ma np mieszkanie w Warszawie kupione z alarmem, po tym, że na wszystko ją stać, ale ona po sobie tego nie pokazuje, nigdy nie dała mi w żaden sposób odczuć, że ma więcej kasy ode mnie
Z drugiej strony mam też taką znajomą bogatą - córkę lekarzy i z nią się normalnie pogadać nie da, bo jedyny dla niej interesujący temat to nowa kupiona torebka za 500 zł czy spódnica z Mango za 300 zł
Informacje: Wiek: 24 Dołączyła 356 dni temu Posty: 5536 Skąd: Leeds
Profil: Imię: Monika
Wzrost: 170
Włosy: blond
Stan: panna
Partner: Paweł
Wysłany: 2007-08-05, 22:40
Kociak napisał/a:
Powiem Wam, że mam jedną koleżankę, której rodzice mają mnóstwo kasy ( domek z basenem itd) ale po niej w ogóle nie widać. Tzn, może nie tak... Widać o tyle, że ma np mieszkanie w Warszawie kupione z alarmem, po tym, że na wszystko ją stać, ale ona po sobie tego nie pokazuje, nigdy nie dała mi w żaden sposób odczuć, że ma więcej kasy ode mnie
Informacje: Wiek: 20 Dołączyła 352 dni temu Posty: 186
Profil: Imię: Marta
Wzrost: 170 cm
Włosy: czarne
Wysłany: 2007-08-06, 11:04
calineczka napisał/a:
Jak widać mozna mieć kasę i sie nia aż tak nie afiszować
niestety zdarza się też tak, że ktoś tylko dlatego, że ma więcej kasy od innych uważa się za NIEWIADOMO KOGO...i wszystkich uboższych od sebie traktuje jak zera!!!
ale bardziej mnie wkurza, kiedy ktoś,jak ja to mówie, sie "przystosowuje"...tzn. ktoś nie ma kasy a na siłe próbuje zrobić z siebie bogacza, albo wręcz śpi na pieniądzach, a wciąż jęczy,że tak u niego kruch z forsą!!!
jeśli o mnie chodzi to nigdy mi się nie przelewało,ale nie nażekałam...głodna nie chodze, jestem czysto i w miare modnie ubrana...co nie oznacza,że kupuje sobie spodnie czy buty za 500 zł,bo mnie zwyczajnie na nie niestać, bo to prawie cała moja wypłata...i nie wstydze się przyznać, że ciuchy kupuje np. podczas promocji.to świetny sposób, żeby sie fajnie i tanio ubrac
ogólnie twierdze, że pieniądze to rzecz nabyta:dziś są, jutro może ich już nie być...
_________________ NIE CZUĆ NIC ZNACZYŁOBY WOGÓLE NIE ISTNIEĆ...
Pamiętam taką sytuację kiedy pracowałam jakiś rok i przyzwyczaiłam sie do własnych pieniędzy musiałam iśc na dwa miesiące na chorobowe.Oznaczało to , że pieniążki będą tylko z zusu( brak premii która w moim przypadku jest prawie taka jak pensja) i wtedy zaczęły się schody myslenie jak popłacę rachunki itd. Jakoś dałam rade z oszczędności ale teraz nie narzekam na to co mam bo wiem , że może byc gorzej w kwestii kaSY
Myślę również , że pieniądze pomagają ( niestety ) wyzdrowiec kiedy można iśc prywatnie przykra prawda
pieniądze pomagają ( niestety ) wyzdrowiec kiedy można iśc prywatnie
no ja to się czasem zastanawiam czy gdyby nie pieniądze i możliwość prywatnego leczenia i wykupowania drogich leków, byłabym dzisiaj całkiem zdrowa
Kociak napisał/a:
Powiem Wam, że mam jedną koleżankę, której rodzice mają mnóstwo kasy ( domek z basenem itd) ale po niej w ogóle nie widać.
wiem o kim Aniu piszesz i przyznaję - super dziewczyna ma podejście do życia
mnie to już najbardziej doprowadzają do szału ludzie, których rodzice mają pieniądze, a oni sami obijają się dniami i nocami, i tylko dostają kieszonkowe od mamusi czy tatusia i szpanują tymi niby "swoimi" pieniędzmi
Dla mnie pieniadze ie sa wyznacznikiem po jakim powinno oceniac sie inne osoby. Dla mnie nigdy nie bylo wazne ile kto ich ma.. i znajomych nie dobieralam sobie na zasadzie czym bogatszy tym lepiej. Jesli chodzi o sytsuacje w moim domu rodzinnym to nigdy niczego nam nie brakawalo... byly wyjazdy na wycieczki modne ciuchy (chociaz nie twierdze ze od razu te z najwyzszej polki ale te z gornej owszem) lekcje angielskiego wypady do kina ze znjaomymi.. nie bylo porbelmu./. rodzice dawali mi pieniadze oczywiscie w granichach rozsadku.. od czasu jak jestem mezatka tez nie narzekam.. fakt czasem rozowo nie jest bo tylko moj skarb pracuje lae umiemy tak to zalatwic ze starcza nam na sporo rzeczy... chociaz mowiac sczerze nauczylam si eoszczedzac i szanowac pieniadze... moim zdaniem pieniadze nie daja szczescia fakt moga nam pomoc je osiagnac ale na dluzsza mete co to za zycie z pieniedzmi ale bez milosci przyjaciol rodziny bo tak tez ise zdarza... nogdy nie ocenialam nikogo po zasobnosci portfela i nigdy nie bede... byla narzeczona ojego kuzyna i rowniez juz teraz byla moja przyjaciolka tydzienprzed slubem kazala mi sie zastanowic czy aby napweno dobrze robi wychodzac za P. bo przeciez moglabym znalesc sobie kogos bogatszego... strasznie mnie to zbulwersowalo i powiedzialam jej pare slow.. sama tak zreszta zrobila wymienila mojego kuzyna na bogatszy model..straszne bo chlopak bardzo cierpi do tego stal sie ojcem dla jej syna... wiec wiem co potrafia z ludzmi zrobic peiniadze a nawet chcec ich posioadnia...
_________________
kocham i jestem kochana... to najwieksze szczęście:*
Dziadkowie mojej bratowej maja kasy duzo mogliby zyc jeszcze wiele lat .......... ale dziadek niestety chory na raka i żadne pieniądze nie pomoga
I niestety znam takich przypadków wiele gdzie kasa szczęscia nie przyniosła
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum