więc świętowanie Bożego Narodzenia to dla Ciebie tylko prezenty i najedzenie się?bo tak można wnioskować z Twojej wypowiedzi
A skoro ktoś jest ateistą to dla niego wolny czas w święta to spędzenie kilku chwil z rodziną na które nie ma się czasu w ciągu roku,bez świętowania zmartwychwstania lub narodzenia Jezusa
Wiesz czemu ? Bo zyjemy w zdewocialym kraju, ktos nie wierzacy nie moze w te dni spokojnie posiedziec w domu i obejrzec film w tv. Nie, laza z jakimis oplatkami, w tv 100 filmow o jakims jezusie, powtarzanych co roku jak kevin sam w domu. Pozatym jest to jedyny okres kiedy wszyscy maja wolne i moga sie spotkac pogadac itd. Ja co roku przeklinam jak ida swieta, jak widze te tlumy w sklepach itd, nagle kazdy kazdego kocha, paranoja
Jewel napisał/a:
Na świecie są rzeczy które są, nie można ich podważyć ani udowodnić. Wydaje mi się, że taką osobą jest Bóg.
Czemu nie mozna podwazyc ? Moge Ci podwazyc istnienie Boga na 1000 roznych sposobow, w kazdym miejscu w kazdej chwili Za to Wy katolicy nie mozecie udowodnic jego istnienia, jedyny argument to - bo jest i juz, a Ty jestes zlym ateista.
Jewel napisał/a:
Człowiek wierzący jest w lepszej pozycji jak niewierzący bo będzie nad nim ciążyć fatum, bo jeśli naprawdę okaże się że Bóg istnieje czeka Ciebie sroga kara za taką postawę a nie inną, więc jednak wolałabym zgłębić swoją wiedzę a nie tkwić w niewiedzy.
A ja sadze ze czlowiek niewierzacy jest w lepszej pozycji, wiesz czemu ? A co sie okaze jak po 80 latach zycia umrzesz i bedzie wielkie nic ? 80 lat lazenia do kosciola dawania na tace i wycierania kolan w kosciele o dupe rozbic ? 80 lat wiary w cos czego nie bedzie ?
Cytat:
No a dzielenie się opłatkiem? Śpiewanie kolęd? Pasterka?
Dziekuje, ale nic z tego nie praktykuje
Jewel napisał/a:
I radzę znaleźć takie argumenty, które przekonają Ciebie do niewiary. Bo jak na razie to czytam Boga nie ma bo tak powiedzieli mądrzy ludzie albo w Biblii jest napisane tak a jest zupełnie inaczej więc pewnie Boga nie ma.
Nie nie, to tak nie dziala. Znajdz mi argumenty ze jest. Rownie dobrze moge powiedziec ze w polsce zyje wielka stopa I wierze w to ze zyje i w ogole istnieje. I to ja mam Ci udowodnic ze istnieje a nie Ty mi ze go nie ma, bo to ja wierze, a nie Ty.
A kto madry powiedzial ze istnieje Bog ? Jewel, po raz 3ci prosze Cie, daj mi 1 argument nad ktorym moge sie zastanowic, argument na to ze kiedys ktos taki istnial.
Informacje: Wiek: 25 Dołączyła 586 dni temu Posty: 4055 Skąd: mam wiedzieć?
Profil: Nastrój:
Wysłany: 2008-02-29, 23:08
strus napisał/a:
80 lat lazenia do kosciola dawania na tace i wycierania kolan w kosciele o dupe rozbic ?
Wiara w Boga to nie jest latanie do kościoła. Ja nie chodzę do kościoła a mimo wszystko wierzę w Boga. Rozróżnij dwie rzeczy Kościół i Bóg.
A jak jest u Ciebie z przykazaniem Bożym
"szanuj Ojca Swego i Matkę Swoją a bliźniego swego kochaj jak siebie samego"
To jest brew Twojej religii ??
Dla mnie bóg był człowiekiem, który poprzesz swoje oratorstwo potrafił zjednać sobie ludzi, Jeśli chodzi o dowody na istnienie Boga to nie tylko w naszej religii o nim jest mowa. Nie wiem czy wiesz ale 12 apostołów rozeszło się w różne strony świata zakładając swoje religie. A to, że Jezus czynił dobro to nie znaczy że był jakimś duchem ale był człowiekiem.
Całe Chrześcijaństwo ma 2000 lat więc nie sądzę, że jest to jakieś kłamstwo.Przez tyle lat nie znalazł się taki mądry aby obalić istnienie Biblii oraz pokazać nieprawdziwość religii więc myślę że to jest ważniejsze aniżeli jakiś bełkot. W Biblii nie chodzi o trzymanie się faktów, że krzak się zapalił itp. chodzi o metafory, alegorie, które wskazują człowiekowi dobrą drogę do czynienie dobra. Już łatwiej nie mogę Tobie wytłumaczyć
Ludzie dla mnie z ateistycznymi poglądami nie mają nadzieji już na nic. Potem człowiek umiera i przyklepują go piachem.I nie mogę Tobie pokazać Boga bo to jest pokazywanie ślepemu kolory. Może kiedyś Bóg otworzy Tobie oczy.
Informacje: Dołączyła 588 dni temu Posty: 6460 Skąd: Pokaż na mapie
Profil:
Wysłany: 2008-02-29, 23:22
eeeeee ...religia chrzescijanska była wielu władcom na reke...szczegolnie podczas świętej inkwizycji...i nie było powodow by ja obalac...przeciwnie...za wszelka cene probowano wyeliminowac wszystkich tych ktorzy chcieli badz mogli jej zagrozic...
co do przykazan...szczegolnie 10 i 2 miłosci... ( koscielnych nie uznaje w ogole i nic nie wnosza moim zdaniem )nie trzeba byc wierzacym aby je przestrzegac...trzeba miec tylko jakies sumienie...
dla normalnego, i dobrze wychowanego człowieka jest czyms naturalnym zeby kochac matkę, nie czynic innym krzywdy, nie zabijac to nawet dla niektorych nie normalnych
nikt nie watpi ze Jezus czynił dobro ja nawet nie watpie czy ktos taki istniał...bo przeciez mógł... jest wiele dowodów na to ze istniał.....no ale ( teraz to mnie zlinczujecie) wtedy nikt nie mógł stwierdzic czy nie był chory...gadał ze bóg jest jego ojcem...ludzie mu uwierzyli bo był haryzmatyczny...nie on jeden pociągnął za sobą setki, tysiace ludzi...ale jako jeden z niewielu w dobrej sprawie ( nie to co nasz niemiecki sasiad:P ktoremu tez setki uwierzyły...)
co do cudów.... wtedy ludzie bali sie zacmienia wierzyli ze pchły rodza sie z piasku i kurzu.... a narkotyki były juz znane
bibia jest i bedzie zawsze wazna ksiega i nie wazne czy bóg istnieje czy nie ...zawarte sa w niej rzeczy piekne i wiekszosci z nich powinnismy sie mniej lub bardziej trzymac a swiat bedzie lepszy
Informacje: Wiek: 21 Dołączyła 345 dni temu Posty: 1783
Profil: Nastrój:
Wysłany: 2008-03-01, 00:19
strus napisał/a:
Wiesz czemu ?Bo zyjemy w zdewocialym kraju, ktos nie wierzacy nie moze w te dni spokojnie posiedziec w domu i obejrzec film w tv. Nie, laza z jakimis oplatkami, w tv 100 filmow o jakims jezusie, powtarzanych co roku jak kevin sam w domu. Pozatym jest to jedyny okres kiedy wszyscy maja wolne i moga sie spotkac pogadac itd. Ja co roku przeklinam jak ida swieta, jak widze te tlumy w sklepach itd, nagle kazdy kazdego kocha, paranoja
Informacje: Wiek: 23 Dołączyła 775 dni temu Posty: 2959 Skąd: Wałbrzych
Profil: Imię: Ania
Włosy: blondi :P
Wysłany: 2008-03-01, 10:23
A ja sobie przeczytałam ten cały "list do ateistów". Ale w zasadzie nic nowego i sensownego jak dla mnie nie wniósł. Mikke w zasadzie stara się przekazać, że ludzie wierzący mogą namawiać ateistów do uwierzenia, a na odwrót już nie bo to złe. Jest on dla mnie więc kolejnym przykładem typu ludzi, których nie lubię - "ja katolik mogę przekonywać tego niedobrego ateistę żeby przejrzał na oczy, ale on niech się nie odzywa na temat jego przekonań bo są złe". Dla mnie jest to głupota.
Podoba mi się, jak ludzie potrafią dyskutować na temat religii ale nikogo nie starają się namówić na swoją stronę, obrażając drugą stronę przy okazji - jeśli ktoś wierzy, to nagle ateista nie przetłumaczy mu, żeby przestał wierzyć. Tak samo wierzący nie przekona nagle ateisty, aby uwierzył w istnienie boga, Ale każdy ma prawo wyrażać swoje poglądy. Nie podoba mi się też jak Mikke stwierdza, jakoby dzieci ateistów były wychowywane na chamów:
Cytat:
Chcecie oberwać po mordzie od własnego dziecka? To uczcie je, że nie istnieje Niebo i Piekło, a moralność jest względna...
to moim zdaniem w żadnym wypadku nie zależy od wiary bądź nie wiary. Wiadomo, jest część osób, które nie popełnią złego czynu ze względu na to, że będą bali się piekła. Ale wiem po sobie, żyjąc staram się żyć tak, aby nikogo nie ranić, aby być dobrym i moralnym człowiekiem, ale nie dlatego, że jak nie to pójdę do piekła. Tylko ta mnie wychowali rodzice
A! I jeszcze jedno:
Kod:
My, wierzący, nie mamy problemów egzystencjalnych. Wy macie: musicie zadać sobie pytanie: "Po co żyjemy?" Bo jak nie po oto, by wypełniać nakazy Dekalogu i zapewnić sobie bytowanie w szczęściu po wsze czasy - no, to właściwie jaki jest sens ludzkiego życia?
i tym samym mam pytanie do tych z Was, które głęboko wierzą... Naprawdę nie macie problemów egzystencjalnych i jedynym celem Waszego życia jest wypełniać dekalog i myśl o tym, że po śmierci czeka Was szczęście? Nie myślicie o tym, że celem jest posiadanie kochającej rodziny, wychowanie dziecka na dobrego człowieka, mieszkanie w dobrych warunkach i ogólne osiąganie szczęścia podczas życia na ziemi. Bo jak pamiętam w temacie "Trzy zdania jakie chciałabyś usłyszeć" to nikt nie wspominał to tym, że chciałby usłyszeć "Witamy w niebie" czy "Zostanie pani zbawiona bo dobrze wypełnia pani dekalog". Więc jak to u Was jest?
Informacje: Dołączyła 523 dni temu Posty: 2990 Skąd: Pokaż na mapie
Profil:
Wysłany: 2008-03-01, 10:32
Kociak napisał/a:
i tym samym mam pytanie do tych z Was, które głęboko wierzą... Naprawdę nie macie problemów egzystencjalnych i jedynym celem Waszego życia jest wypełniać dekalog i myśl o tym, że po śmierci czeka Was szczęście?
Wiesz, ja nie powiedziałabym o sobie, że moja wiara jest głęboka... Może kiedyś była... potem upadła. Dekalog to piękny zbiór przykazań, ale ja nawet nie mogę powiedzieć, że go w pełni wypełniam. Ba, ja go nawet podważam... np. najbardziej kontrowersyjne może szóste przykazanie: nie cudzołóż. Ja współżyję przed ślubem, więc jest to łamanie tego przykazania. A jednak ja tego nie odczuwam - dla mnie cudzołożeniem byłoby spać z innym facetem, a nie z P.
A jednak modlę się i wierzę w Boga. I tak, bardzo mi pomaga myśl, że kiedyś mogę być zbawiona.
Jeśli chodzi o problemy egzystencjalne natury wahania to nie mam, ale jesli chodzi o wiara kontra rzeczywistosc to juz sie pojawiaja, ale staram sie dac sobie z nimi rade. Nikt nie powiedzial, ze jedynym celem ma byc wypelnianie przykazan, ona ma byc na gorze, ale niekoniecznie jedyne.
Informacje: Wiek: 18 Dołączyła 521 dni temu Posty: 418 Skąd: Pokaż na mapie
Profil: Wzrost: Stanowczo za mało ;)
Włosy: brąz
Stan: panna.. jeszcze ;)
Wysłany: 2008-03-01, 14:01
Kociak napisał/a:
Cytat:
Chcecie oberwać po mordzie od własnego dziecka? To uczcie je, że nie istnieje Niebo i Piekło, a moralność jest względna...
to moim zdaniem w żadnym wypadku nie zależy od wiary bądź nie wiary. Wiadomo, jest część osób, które nie popełnią złego czynu ze względu na to, że będą bali się piekła. Ale wiem po sobie, żyjąc staram się żyć tak, aby nikogo nie ranić, aby być dobrym i moralnym człowiekiem, ale nie dlatego, że jak nie to pójdę do piekła. Tylko ta mnie wychowali rodzice
Dokładnie.,. podzielam zdanie KOciaka.. TO jakim jest sie człowiekiem chyba bardziej zalezy od tego co sie wynosi z domu. Wiara pomaga nam jedynie udoskonalac jeszcze nasza moralnosc czy osobowosc. Mam kolezanke ateistke. Nie wierzy w istnienie Boga, a mimo to jest dobrym dzieciakiem i to nie tylko pod wzgledem swojej moralnosci. Wszytsko to zostalo wpojone własciwie w domu.
Kociak napisał/a:
Kod:
My, wierzący, nie mamy problemów egzystencjalnych.
jakos nie chce mi sie wierzyc, ze ludzie, ktorzy na codzien chodza do kosciola, gleboko wierza nie przezywaja problemow natury egzystencjalnej. BO co mozna powiedziec przykładowo o biednej, samotnej matce piątki dzieci ? Wydaje mi sie, ze jej codziennym zmartwieniem jest to co włozyc do garnka czy w co ubrac dzieci. Mimo, ze wierzy gleboko martwi sie o przyszłosc swoja i swoich potomków. Nie zyje sama wizja szczescia, ktorego zazna po smierci.
_________________
Myśleli, że jak będe mała to będzie mniejszy problem
Informacje: Dołączyła 588 dni temu Posty: 6460 Skąd: Pokaż na mapie
Profil:
Wysłany: 2008-03-01, 14:43
Jewel napisał/a:
Czy może nie wierzysz w Boga ale ślub kościelny chcesz bo Ci się marzy biała suknia?
w moim przypadku troszku tak Ale nie tylko Rodzina mojego A. jest bardzo religijna ...on juz ciut mniej ale jednak tez jest wezmę Slub koscielny zeby isc na kompromis zeby nie było problemow z powodu jego braku...dla białej sukni a przysiege złoze dla nas...i na pewno nie taka jak sie w kosciele składa, ale własnorecznie napisaną ... bede przysiegac przed moim połówkiem, przed naszymi rodzinami, chce aby wiedzieli co do niego czuje...chce go upewnic ze chocby nie wiem co nigdy go nie opuszcze...po prostu czuje potrzebe takiej deklaracji...
Informacje: Wiek: 23 Dołączyła 775 dni temu Posty: 2959 Skąd: Wałbrzych
Profil: Imię: Ania
Włosy: blondi :P
Wysłany: 2008-03-01, 15:25
Jewel napisał/a:
Czy może nie wierzysz w Boga ale ślub kościelny chcesz bo Ci się marzy biała suknia?
po pierwsze to ja nie mówię, że nie wierzę w boga. Obecnie zastanawiam się nad tym wszystkim i chwilowo bardziej mnie przekonują argumenty nauki - jak już pisałam na razie nie wiem w którą stronę pójdzie moja wiara, bo jest ona teraz przeze mnie bardzo podważana, ale na razie jeszcze jej nie odrzucam.
Co do ślubu kościelnego - wezmę go na pewno. Podoba mi się bardzo ta tradycja, chwila ta jest bardzo wzniosła. Co do przysięgi - nigdy nie mówiłam że to stek bzdur. Tylko sądzę tak samo jak Madae - wolałabym, żeby młodzi sami mogli napisać przysięgę, żeby wychodziła ona z ich serc,a nie wyuczona na pamięć. No ale wiem, że prawo kościelne nie zezwala na takie coś. A zresztą kolejnym argumentem za tym, aby wziąć ślub, nawet jeśli moja wiara się załamie całkiem - moja rodzina, szczególnie mama. Wiem, jak jej przykro już teraz, gdy nie chodzę do kościoła itd i wiem, że zrezygnowanie przeze mnie ze ślubu kościelnego byłoby dla niej wielkim ciosem, a tego nie chcę za nic w świecie.
Informacje: Dołączyła 523 dni temu Posty: 2990 Skąd: Pokaż na mapie
Profil:
Wysłany: 2008-03-01, 15:42
To, czy jest dozwolone, zależy od biskupa miejsca, czyli w każde diecezji może być inaczej. Tylko tam gdzie może być, ta napisana przysięga musi zawierać najważniejsze fragmenty, czyli musi być w niej mowa o miłości, wierności i uczciwości.
Jewel napisał/a:
Czy może nie wierzysz w Boga ale ślub kościelny chcesz bo Ci się marzy biała suknia?
Wielu ludzi tak robi i dla mnie to jest bez sensu (nie mówię tu konkretnie o Was, dziewczyny, bo widzę, że macie też inne powody)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum