Informacje: Wiek: 24 Dołączyła 373 dni temu Posty: 4737 Skąd: London City ;)
Profil: Imię: Ania
Partner: Lukasz
Wysłany: 2007-10-24, 11:23
probowalam ale ta rozmowa to byl raczej krzyk albo czepianie sie i wiem ze on juz tez ma dosc tego ciaglego narzekania i marudzenia. Niby narzeczenstwo ma byc najpiekniejszym okresem w zyciu- w moim nie jest:(
Informacje: Wiek: 24 Dołączyła 373 dni temu Posty: 4737 Skąd: London City ;)
Profil: Imię: Ania
Partner: Lukasz
Wysłany: 2007-10-24, 11:50
zyjemy juz razem pare lat i nie zawsze tak bylo, ale teraz to wszystko bardziej mnie przeraza bo slub jest dla mnie czyms bardzo waznym w zyciu i chce byc pewna ze wychodzac za niego podejme dobra decyzje ktorej nigdy nie pozaluje, wiec tak jak pisalas wczesnie j pomoc moze tylko rozmowa, szczera i spokojna, Dzieki
_________________
Jeśli któregoś dnia ktoś zarzuci Ci, że Twoja praca nie jest profesjonalna powiedz sobie, ze Arkę Noego zbudowali amatorzy a Titanica profesjonaliści......
ja z Arturem jestem już prawie 8 latek, taki naprawde poważny kryzys przyszedł jakoś 6 miesięcy po ślubie, pamiętam że już nawet była mowa o rozwodzie i wtedy bummm... miałam poważny wypadek na motorze, ponoć cud że przeżyliśmy, jechaliśmy z kolegą, mój mąż jechał z tyłu na drugim motorze, wszystko widział. Tamto zdarzenie uświadomiło mi jak bardzo go potrzebuje i jak mocno go kocham. Szkoda tylko,że musiałam przypomnieć sobie o tym w tak brutalny sposób
Kasiu historia jak z filmu...
Aniu kaludia ma racje, musicie nauczyć się spokojnie rozmawiac ze soba..kurcze jesteście razem już 7 lat, zaręczyliście się , musicie dojśc do jakiegos porozumienia przed ślubem, powiedz mu że przeszkadza ci to że on ci nie pomaga, a potrzebujesz jego pomocy, musicie jakoś dojść do porozumienia, bo jesli tak bedzie po slubie wydaje mi się że będziecie się kłocić własnie o takie błachostki...
_________________ Mówią że jeśli rodzi się człowiek, - z Nieba spada dusza. Rozpada się na dwie części, Jedna trafia do kobiety, druga do mężczyzny... Natomiast całe życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swej duszy.... połowy samego siebie...
bo slub jest dla mnie czyms bardzo waznym w zyciu i chce byc pewna ze wychodzac za niego podejme dobra decyzje ktorej nigdy nie pozaluje,
a może to też troche chodzi o tzw stres narzeczonej i przed slubem teraz widzisz JEGO wady bardziej bo zwracasz na to uwage i wynajdujesz wszystko co zle aby nie popełnic błędu .
Tak mi sie wydaje
Informacje: Wiek: 28 Dołączyła 417 dni temu Posty: 458 Skąd: Zabrze
Profil: Imię: kasia
Wzrost: malutki :) 158 cm
Włosy: brunetka
Stan: od 26.04.2003- mężatka :)
Partner: Artuś
Wysłany: 2007-10-24, 12:18
Cytat:
Kasiu historia jak z filmu
no a morał jest taki, że tak naprawde dopiero w takiej naprawde kryzysowej sytuacji instynktownie moje myśli wędrowały w stronę Artura. Wyladowałam na 10 dni w szpitalu w Piekarach Śl. mój mąż przyjeżdżał codziennie i siedział ze mną, a największe wrazenie zrobiły na mnie jego łzy, nie jakieś widowiskowe przy mnie, ale te jego opuchnięte oczy, gdy przyjeżdżał.
Ajjj KAsiu piękne... szkoda tylko że przez wypadek... i naprawde w takich sutyacjach wiele sie zaczyna rozumieć..
_________________ Mówią że jeśli rodzi się człowiek, - z Nieba spada dusza. Rozpada się na dwie części, Jedna trafia do kobiety, druga do mężczyzny... Natomiast całe życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swej duszy.... połowy samego siebie...
Informacje: Wiek: 28 Dołączyła 417 dni temu Posty: 458 Skąd: Zabrze
Profil: Imię: kasia
Wzrost: malutki :) 158 cm
Włosy: brunetka
Stan: od 26.04.2003- mężatka :)
Partner: Artuś
Wysłany: 2007-10-24, 13:05
jasne, że nękają nas problemy jak wszystkie pary, takie małe jedniodniowe kryzysiki bo mój mąż to bałaganiaż, skarpety często potrafi zostawić nawet na biurku przy kompie, nie myje naczyń ale co tam i tak sobie jakoś życia bez niego nie wyobrażam zawsze po kłótni chodzimy milcząco po mieszkaniu( mieszkanie ma 36 m2) to trudno na siebie nie trafić i w sumie cieszy mnie to że Artur potrafi pierwszy wyciągnąć rękę, teraz dużo sytuacji rozładowuje nasza córeczka, która ostatnio stwierdziła,że da nam lanie jak się będziemy kłócić- śmiesznie to brzmi z ust prawie trzylatki hi hi
Kasiu ale tacy sa mężczyźni.. przyjsć, zjeść i nabałaganić no cóz.. wyobrażam sobie waszą córeczke jak tak mówi... fajnie to musi brzmieć
_________________ Mówią że jeśli rodzi się człowiek, - z Nieba spada dusza. Rozpada się na dwie części, Jedna trafia do kobiety, druga do mężczyzny... Natomiast całe życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swej duszy.... połowy samego siebie...
Informacje: Wiek: 28 Dołączyła 417 dni temu Posty: 458 Skąd: Zabrze
Profil: Imię: kasia
Wzrost: malutki :) 158 cm
Włosy: brunetka
Stan: od 26.04.2003- mężatka :)
Partner: Artuś
Wysłany: 2007-10-24, 13:54
Cytat:
tacy sa mężczyźni.. przyjsć, zjeść i nabałaganić
też tak uważam i wynika to zwykle z różnicy w sposobie wychowania chłopca i dziewczynki. kiedyś nasze mamy były wychowywane z takim nakierowaniem,że kobieta powinna dbać o porządek w domu, dzieci itp. a teraz my chcemy związków partnerskich, podziału obowiązków domowych a jest jak jest i stąd kłótnie o takie niby bzdety,które tworzą naszą codzienność, można albo się trochę nagiąć, albo... ale gdzie jest ta granica żeby nie czuć się wykorzystaną nie wiem, to zależy od naszego charakteru.
Informacje: Wiek: 23 Dołączyła 685 dni temu Posty: 2961 Skąd: Wałbrzych
Profil: Imię: Ania
Włosy: blondi :P
Wysłany: 2007-10-24, 15:01
angik1683, a czy dopiero teraz zamieszkaliście razem czy już przed zaręczynami też? i jak było wcześniej? pomagał Ci? potrzebna jest Wam spokojna rozmowa, w której podzielicie się obowiązkami. Powiedz mu, że Ty możesz zmywać gotować, ale on zmywa naczynia. Albo ty sprzątasz, ale on odkurza. No w takimi błahymi domowymi czynnościami też trzeba się podzielić....
kayen, a Ty po pierwsze nie rób awantury dotyczącej jego przeszłości. Skoro jest w porządku w stosunku do Ciebie.. Pomyśl tak...chcesz, żebyście się rozstali z powodu czegoś, co on zrobił jeszcze zanim Cię poznał? To na pewno nie jest warte poświęcenia Waszego związku...
Pogadajcie spokojnie... Powiedz, że nie chcesz się kłócić, ale Cię to męczy, wytłumacz najwyżej, że musisz to sobie przetrawić, bo nic innego nie da się zrobić i tak - przeszłości nie da się zmienić... bo w zasadzie czego oczekujesz w tej sytuacji od niego?
angik1683,my tez sie bardzo duzo klocilismy i tak jak piszesz o glupoty,wyobraz sobie,ze mnie nawet wkurzalo to jak przychodzil rano po pracy i chodzil po mieszkaniu,bo zawsze mnie obudzil i juz byla klotnia.Albo,ze zapalal swiatlo,kapal sie rano i slyszalam wode ciagle mi powtarzal,ze w pracy ma stres i jak przychodzi do domu tez.I nasze narzeczenstwo polegalo na docieraniu sie,kochalismy sie ale oboje bylismy uparci i ciezko bylo sie nam do siebie przyzwyczaic.
A jezeli dopiero z nim zamieszkalas,dajcie sobie czas,jesli sie kochacie to w koncu sie dotrzecie
Ja tez w koncu zmieklam widzialam jak sie stara aby mnie nie denerwowac i bolalo mnie to,ze go tak ranie a on w sumie nic mi nie robi.
Ciagle tylko sie wydzieralam i mialam pretensje o nic a on byl taki dobry nigdy na mnie nawet nie krzyknal.
Ale teraz po slubie jest super,od dawna wstaje jak przychodzi z pracy i robie mu sniadanko i to z przyjemnoscia niektore rzeczy go odluczylam a do niektorych sie przyzwyczailam i jakos sobie zyjemy.
kayen-ja mialam tak ze swoim bylym chlopakiem,bylam zazdrosna o kazda dziewczyne z ktora byl,najpierw sie cos pytalam a potem wywolywalam awanture(bez sensu)ciagle porownywalam "te" inne do mnie i jeszcze pytalam sie jego ktora byla lepsza--koszmar.
Takze jezeli on jest z toba i sie kochacie to po co wspominac rzeczy ktor nie sa zbyt mile i bola.
Wazne ze teraz jest z toba
Informacje: Wiek: 19 Dołączyła 406 dni temu Posty: 539
Profil: Partner: mam Cię na oku
Wysłany: 2007-10-24, 17:16
smerfetkahhKociak ale ja mu tego nie wypominam, to poprostu jest świeże i dlatego rozmawiamy teraz na ten temat. W żadnym razie nie prowokuje go do awantur, wprost przeciwnie mówiłam że nie mam do niego żalu ani nic. Nie mogę go przecież winić za rzeczy popełnione wtedy gdy nie wiedział nawet o moim istnieniu. Poprostu zawalił mi się jego obraz, takiego idealnego faceta. Znieść tego nie mogłam, ale chyba mi przechodzi.
Informacje: Wiek: 23 Dołączyła 685 dni temu Posty: 2961 Skąd: Wałbrzych
Profil: Imię: Ania
Włosy: blondi :P
Wysłany: 2007-10-24, 20:37
kayen napisał/a:
Poprostu zawalił mi się jego obraz, takiego idealnego faceta. Znieść tego nie mogłam, ale chyba mi przechodzi.
też miałam kiedyś podobnie... ale w końcu przeszło - w końcu facet mógł popełnić błąd, mógł się też zmienić... ja też nie zawsze byłam aniołkiem, ale tak jak Ty, przez jakiś czas o tym myślałam. Ale mi przeszło
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum