eh...
mój brat na ten przykład był z dziewczyną jakieś 2 -3 lata, potem zamieszkali razem. i właśnie kiedy zamieszkali razem doszli do wniosku, że jednak to nie jest to.
Zaczęli patrzeć na siebie inaczej, widzieć te zachowania, które zawsze ukrywały się za ścianami ich domów i się rozstali...
Nawet nie wiedzieli co robić, kiedy zamieszkali razem.
a u mnie taki kryzys własnie nastąpił strasznie się pozarliśmy dzisiaj, skończyło się na trzaśnięciu drzwiami... czegoś takiego jeszcze nie było.. nie wiem co mam robić.. nie odzywamy sie do siebie.. nawet miałam ochote zakończyć ten związek , ale cos mi mówi żeby tego nie robić...
_________________ Mówią że jeśli rodzi się człowiek, - z Nieba spada dusza. Rozpada się na dwie części, Jedna trafia do kobiety, druga do mężczyzny... Natomiast całe życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swej duszy.... połowy samego siebie...
Informacje: Dołączyła 399 dni temu Posty: 2990 Skąd: Pokaż na mapie
Profil:
Wysłany: 2007-09-23, 19:27
Ja pewnie też, nie umiem się nie odzywać, zresztą u nas nawet nigdy takiej sytuacji nie było, czasem milczeliśmy, ale obok siebie, już inaczej nie umiemy Mikunia, poczekaj jeszcze, nie warto działać pod wpływem emocji...
Ja ostatnio tez sie tak pochalałm ze myslalam zeby zakonczyc to raz a do konca:/! minęło......................ale powiedzialam swojemu Łukaszowi ze chce abysmy np. jeden dzien w tygodniu dali sobie wolnego.....aby nie przyjezdzał, oburzył sie i powiedział ze sie nie zgadza bo on chce spedzac ze mna jak najwiecej czasu a ja czasem chce pobyc tez sama i co teraz ? nie mozemy sie dogadac w tej sprawie
Informacje: Wiek: 23 Dołączyła 650 dni temu Posty: 2961 Skąd: Wałbrzych
Profil: Imię: Ania
Włosy: blondi :P
Wysłany: 2007-09-23, 23:36
Kamila, to jeszcze nie kryzys tylko większa kłótnia... odetchnijcie, dajcie sobie dzień czy dwa i przejdzie...
sylfiaaa napisał/a:
nie mozemy sie dogadac w tej sprawie
i tu pojawia się problem. też czasami tak mam z Piotrkiem, że ni jak się nie możemy dogadać w pewnych kwestiach ( i tutaj chodzi mi o poważne sprawy a nie typu czy idziemy dziś do kina czy siedzimy w domu) Zazwyczaj staramy się szukać kompromisu.... u Ciebie zaś nie widzę innego wyjścia jak dalej brnąć w swoim postanowieniu... co znaczy, że on się nie zgadza? masz prawo do tego, żeby jeden dzień w tygodniu mieć dla siebie... walcz o to póki jeszcze możesz, tłumacz mu, rozmawiaj... nie przekładaj na "później" bo takie coś właśnie może doprowadzić do kryzysu... lepiej wiedzieć wcześniej, że facet chce Cię w klatce zamknąć, czego Ci oczywiście w żadnym przypadku nie życzę
Informacje: Wiek: 22 Dołączyła 484 dni temu Posty: 4729 Skąd: Sweden
Profil:
Wysłany: 2007-09-24, 07:30
sylfiaaa, zauwazylam, ze piszesz o tym juz kolejny raz...to znaczy ze naprawde masz z tym problem postaw go wiec przed faktem dokonanym jesli spotykacie sie wieczorem to co za problem umowic sie z kumpelkami na babski wieczor? Umawiasz sie i koniec nie ma prawa ci zabraniac spotkan z przyjaciolmi i musi byc tego swidomy.
Dzwonisz do niego i mowisz ze wlasnie wyszlas dzis z kolezankami, ze spotkacie sie jutro. A jak taki zazdrosny to lepiej sobie to odpuscic zobaczysz ze pozniej moze byc jeszcze gorzej.
Powiedz zeby sobie to wszystko przemyslal.
może i kociak miałas racje, kryzys to nie był... zadzwoniłam do niego by poprosić żeby przyjechał porozmawiać i wiecie co on JUŻ do mnie jechał sylfiaaa, ehmmm też kiedyś sama zaproponowałam mojemu cos takiego i mamy taki dzien w tygodniu kiedy poprostu on spotka sie ze swoimi kumplami a ja wyskocze sobie z kumpelkami na misato albo poprostu siedze sobie sama w domku.... hmmm chociaz teraz to niestety nie widujemy sie 2 tygodnie w miesiącu przez prace..
_________________ Mówią że jeśli rodzi się człowiek, - z Nieba spada dusza. Rozpada się na dwie części, Jedna trafia do kobiety, druga do mężczyzny... Natomiast całe życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swej duszy.... połowy samego siebie...
Informacje: Wiek: 19 Dołączyła 372 dni temu Posty: 384
Profil: Partner: mam Cię na oku
Wysłany: 2007-10-23, 22:46
No i przyszła kolej na mnie Od 5 dni przeżywamy kryzys. Każda próba pogodzenia się, czy rozwiązania problemu nic nie daje, przynosi wręcz odwrotny skutek Zastanawiam się czy to wszystko ma jeszcze sens
Informacje: Wiek: 28 Dołączyła 383 dni temu Posty: 458 Skąd: Zabrze
Profil: Imię: kasia
Wzrost: malutki :) 158 cm
Włosy: brunetka
Stan: od 26.04.2003- mężatka :)
Partner: Artuś
Wysłany: 2007-10-23, 23:20
ja z Arturem jestem już prawie 8 latek, taki naprawde poważny kryzys przyszedł jakoś 6 miesięcy po ślubie, pamiętam że już nawet była mowa o rozwodzie i wtedy bummm... miałam poważny wypadek na motorze, ponoć cud że przeżyliśmy, jechaliśmy z kolegą, mój mąż jechał z tyłu na drugim motorze, wszystko widział. Tamto zdarzenie uświadomiło mi jak bardzo go potrzebuje i jak mocno go kocham. Szkoda tylko,że musiałam przypomnieć sobie o tym w tak brutalny sposób
Informacje: Wiek: 19 Dołączyła 372 dni temu Posty: 384
Profil: Partner: mam Cię na oku
Wysłany: 2007-10-24, 00:03
Nymphadora napisał/a:
A od czego się zaczęło? Nie poddawaj się, spróbujcie jeszcze rozwiązać problem...
Chodzi o "dziewczynę" (naprawdę delikatnie chciałam to ująć). K przynał się do rzeczy którą zrobił dawno temu, kiedy nie wiedzieliśmy nawet o swoim istnieniu. Wiem że w takim razie nie powinno mieć to większego znaczenia ale nie mogę przestać o tym myśleć. To prawda, nie minęło dużo czasu ale właśnie najgorsze jest to że próby dogadania się nic nie dają mimo szczerych chęci.
Informacje: Wiek: 24 Dołączyła 338 dni temu Posty: 4443 Skąd: London City ;)
Profil: Imię: Ania
Partner: Lukasz
Wysłany: 2007-10-24, 10:48
witam serdecznie wszystkie "Baby" Bedzie to moj pierwszy post i wogule pierwszy udzial w tutejszym forum choc jestem zarejestrowana jako uczestniczka juz jakis czas.
Pisze bo potrzebuje porady, wsparcia , zrozumienia...nie wiem czego jeszcze:)
od 23 sierpnia tego roku jestem zareczona z miloscia mojego zycia-jakby sie wydawalo. Jestesmy razem okolo 7 lat , mielismy bardzo wiele kryzysow, kilka razy sie rozstalismy ale w trakcie przerw zadne z nas nie zaczelo nowego zwiazku no i zawsze do siebie wracalismy.Kiedy moj Pan mi sie oswiadczyl od razu odpowiedzialam tak i pierwsze tygodnie naszego narzeczenstwa byly cudowne, ale ostatnio zaczelo sie psuc miedzy nami, wciaz sie klocimy i juz mam tego dosc Zazwyczaj ja zaczynam te klotnie czepiajac sie go o brak pomocy przy sprzataniu zcy gotowaniu, niby blachostki ale to wciaz sie powtarza bo on sie nie zmienia i to denerwuje mnie jeszcze bardziej. Mamy zaplanowany slub w pzryszlym roku i boje sie ze jesli on sie nie zmieni to nie dojdzie do tego slubu ale kocham go bardzo i tyle ze nie chce cale zycie walczyc o odrobine pomocy przy prostych rzeczach
_________________
Jeśli któregoś dnia ktoś zarzuci Ci, że Twoja praca nie jest profesjonalna powiedz sobie, ze Arkę Noego zbudowali amatorzy a Titanica profesjonaliści......
Informacje: Wiek: 24 Dołączyła 349 dni temu Posty: 334 Skąd: Pokaż na mapie
Profil:
Wysłany: 2007-10-24, 10:54
angik1683 napisał/a:
witam serdecznie wszystkie "Baby" Bedzie to moj pierwszy post i wogule pierwszy udzial w tutejszym forum choc jestem zarejestrowana jako uczestniczka juz jakis czas.
Pisze bo potrzebuje porady, wsparcia , zrozumienia...nie wiem czego jeszcze:)
od 23 sierpnia tego roku jestem zareczona z miloscia mojego zycia-jakby sie wydawalo. Jestesmy razem okolo 7 lat , mielismy bardzo wiele kryzysow, kilka razy sie rozstalismy ale w trakcie przerw zadne z nas nie zaczelo nowego zwiazku no i zawsze do siebie wracalismy.Kiedy moj Pan mi sie oswiadczyl od razu odpowiedzialam tak i pierwsze tygodnie naszego narzeczenstwa byly cudowne, ale ostatnio zaczelo sie psuc miedzy nami, wciaz sie klocimy i juz mam tego dosc Zazwyczaj ja zaczynam te klotnie czepiajac sie go o brak pomocy przy sprzataniu zcy gotowaniu, niby blachostki ale to wciaz sie powtarza bo on sie nie zmienia i to denerwuje mnie jeszcze bardziej. Mamy zaplanowany slub w pzryszlym roku i boje sie ze jesli on sie nie zmieni to nie dojdzie do tego slubu ale kocham go bardzo i tyle ze nie chce cale zycie walczyc o odrobine pomocy przy prostych rzeczach
pozostaje Wam tylko szczera rozmowa.
Innego wyjścia nie ma.
Czepiasz sie, bo Ci to przeszkadza, więc sobie to wyjaśnijcie...
Inaczej będziecie się dalej kłócić...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum