Tak mnie zastanawia ta kwestia....Mamuśki - czy Wasz małż był obecny przy porodzie? Jakie macie z tego wspomnienia, doświadczenia? Gdybyście rodziły drugi raz - czy chciałybyście coś zmienić? A te, które rodziły same - co Wami kierowało? Nie chciałyście mieć męża przy sobie, nie było takiej możliwości? No i przyszłe mamuśki - jak Wy wyobrażacie sobie tę chwilę? Z mężem czy bez?
Ja jeszcze nie tak dawno - na początku znajomości z M. nie wyobrażałam sobie, żeby miałby być ze mną przy porodzie: a bo jak to kobieta okropnie wygląda, jak to krzyczy, płacze z bólu, widok tej krwi i w ogóle - cała otoczka taka nieprzyjemna.
Z czasem się to zmieniło - dzisiaj wydaje mi się, że o ile tylko będzie taka możliwość - to będę Go chciała mieć przy sobie, dla siebie samej - żeby mnie wspierał, uspokajał, mówił tym ciepłym dobrym głosem... ale chyba też dla mężczyzny to gromne przeżycie, kiedy może uczestniczyć w życiu swojego dziecka od tej najbardziej pierwszej chwili
Jak przyjdzie pora pewnie będziemy jeszcze o tym rozmawiać, ale z pierwszego wywiadu wiem, że Miś bardzo by chciał
Ja w zasadzie od dawna wiem, że bardzo tego chcę, żeby mój przyszły mąż był przy narodzinach, szczerze mówiąc...nie wyobrażam sobie innej opcji ( no chyba, ze cesarka, to wtedy wiadomo). I jeśli ojcem moich dzieci będzie Piotrek, to wiem, że przy porodzie będzie, przetnie pępowinkę i będzie miał swój udział w NASZYM porodzie o ile wcześniej nie zemdleje , ale jemu to raczej nie grozi, on na tv gorsze rzeczy ogląda.
A fakt, że będę wtedy wyglądać okropnie i ogólnie nie jest to pewnie cudowny widok to jakoś mnie w ogóle nie przeraża - w końcu to mój mąż będzie a nie obcy facet i będzie to moment narodzin cząstki nas A poza tym - niech sobie patrzy jak się będę męczyć, nie dość, że to ja będę odczuwała wszelkie dolegliwości związane z ciążą, to jeszcze miałby przyjść na gotowe?? NO WAY
jakos jeszcze sie nie moge zdecydowac, mam argumenty za i przeciw i zadne nie przewazaja. wyczytalam w gazecie trzy spojrzenia na to: jedno ze facet nie byl w stanie kochac sie po porodzie z zona, gdy byl przy tym porodzie, bo sie brzydzil po widoku lozyska, krwi itp no i sie rozstali, drugie spojrzenie na wspolny porod bylo jak najbardziej pozytywne- bliskosc, wsparcie itp, no i trzecie, ze nie bylo zadnych rewelacji, maz wolalby oszczedzic sobie widoku rodzacej kobiety, ale z milosci do zony jakos to zniosl.na zle to to, ze kobieta i tak sie czuje fatalnie, nie chcialabym zeby facet mnie w tym stanie ogladal i nie chcialabym mu mowic ze to przez niego mnie boli, z drugiej strony wolalabym miec kogos bliskiego przy tylu obcych ludziach, jakos jeszcze nie wiem
_________________ Kobieta chce być kochana bez powodu, bez dlaczego, dobrych manier, wdzięku, inteligencji, ale dlatego, że ona jest.
Informacje: Dołączyła 1196 dni temu Posty: 5907 Skąd: Pokaż na mapie
Profil:
Wysłany: 2007-09-01, 12:58
najlepiej sie zapytac meza ... kiedys tak niby przez przypadek wejsc na ten temat bo jesli w trakcie szczerej rozmowy to najprawdopodobnie powie ze tak zeby przykrosci nie robic
ja osobiscie chce zeby moj przyszly luby ze mna byl
Informacje: Wiek: 22 Dołączyła 1183 dni temu Posty: 2860 Skąd: Łódź
Profil: Imię: Ania
Wzrost: 168
Wysłany: 2007-09-01, 14:33
ja chcialabym aby moj maz byl obecny przy porodzie i przecial pepowine
to napewno wielkie przezycie dla obojga z rodzicow
_________________ Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz, że chcę to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy, kto nie może mnie zranić..
Informacje: Dołączyła 1196 dni temu Posty: 3727 Skąd: Pokaż na mapie
Profil:
Wysłany: 2007-09-01, 16:49
to ja Wam teraz odrobinke opowiem mój mąż był ze mną i od samego początku chcieliśmy mieć wspólny poród, nie wyobrażam sobie innej opcji, to jest tak ogromne wsparcie, że chyba nikt w tym momencie nie jest w stanie męża zastąpić, no chyba ze ktoś woli np. mamę, bo tak też mozna, moją mamuśka krążyła cały czas po szpitalu i zmieniali się z Damianem w trakcie porodu a mężulo jest potrzebny żeby potrzymać za rękę w trakcie skurczu, pomasować plecki, zawołać połozną, podać wodę itd. samemu ciężko latać za jakąś pielęgniarką jak się nagle siusiu zachce a tak to jest posłaniec ostatnia faza porodu moze faktycznie troche zniechęcać i przerażać, bo krew, bo krzyki itp. każda kobieta reaguje inaczej, chociaż mnie dziwią te wrzeszczące babska ja nawet nie pisnęłam przecież to nie jest aż tak ogromny ból, żeby nie można było wytrzymać bez wydzierania się i obrażania męża, bo takie przypadki też się zdarzają mi osobiście w tej ostatniej fazie pomagało to, że już przy próbach parcia Damian widział główke małego i mówił, że już tylko chwilka i maleństwo będzie z nami no i oczywiście dumny tatuś po wszystkim przecinał pępowine, a potem płakał w kąciku Niki wspomniała o widoku łożyska, ale łozysko rodzi się jakiś czas po dziecku, nie od razu i męża już zazwyczaj w tym czasie nie ma na sali porodowej więc nie ma się co tym na zapas stresować
podsumowując MĄŻ jest POTRZEBNY
kurcze, aż mi się łezka w oku zakręciła jak sobie to powspominałam
Informacje: Wiek: 22 Dołączyła 1183 dni temu Posty: 2860 Skąd: Łódź
Profil: Imię: Ania
Wzrost: 168
Wysłany: 2007-09-01, 17:29
Magdaru napisał/a:
Monia, nie wiem czy ładnie
nie ladnie tylko BARDZO ładnie sama sie wzruszylam
_________________ Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz, że chcę to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy, kto nie może mnie zranić..
Informacje: Wiek: 30 Dołączyła 1115 dni temu Posty: 297 Skąd: Zabrze
Profil: Imię: kasia
Wzrost: malutki :) 158 cm
Włosy: brunetka
Stan: od 26.04.2003- mężatka :)
Partner: Artuś
Wysłany: 2007-09-01, 18:54
ojej jakie cudowne wspomnienia przywołuje ten temat mój mąż był przy porodzie, przecinał pępowine, widziałam jaki był przejęty i z jaką dumą opowiadał potem wszystkim znajomym- TAK TO JA PRZECIĄŁEM PĘPOWINE- UCZUCIE TAK JAK BYM WĘŻA OGRODOWEGO PRZECINAŁ, zgadzam się z MAGDARU, że ból przy porodzie jest do zniesienia, moje pierwsze słowa gdy Nika była już z nami to : " już? nie było tak źle", nie krzyczałam i nie przeklinałam, bardzo cieszę sie, że Artur był wtedy przy mnie- w czasie porodu pomagał mi podtrzymywać nogi, byłam z niego bardzo dumna.
Informacje: Dołączyła 1196 dni temu Posty: 3727 Skąd: Pokaż na mapie
Profil:
Wysłany: 2007-09-01, 19:34
kasia1980 napisał/a:
zgadzam się z MAGDARU, że ból przy porodzie jest do zniesienia
pewnie, że jest do zniesienia to przecież najsłodszy ból na świecie, wszystko można wytrzymać jak się wie, że cudny prezent później na nas czeka
a poza tym, co nas nie zabije, to nas wzmocni, hi hi
kurcze, aż mi się łezka w oku zakręciła jak sobie to powspominałam
kasia1980 napisał/a:
ojej jakie cudowne wspomnienia przywołuje ten temat
a to mi tym bardziej miło, że udało mi się być "wywołaczką" tych miłych wspomnień
kasia1980 napisał/a:
ból przy porodzie jest do zniesienia
Magdaru napisał/a:
przecież to nie jest aż tak ogromny ból, żeby nie można było wytrzymać bez wydzierania się
no to troszkę mnie uspokoiłyście - chociaż wiem, że to wszystko i tak zależy od budowy kobiety, od wielkości dziecka itd. niedawno czytałam relację koleżanki z porodu i się sama spłakałam - jak wyobraziłam sobie ten ból, o którym ona pisała poród i tak mnie przeraża - sam fakt, że tyle osób wokoło, a ja rozebrana, brzydka, do tego strach o zdrowie swoje i dziecka, no i ten ból....ehhh...ale skoro piszecie, że da się to przeżyć znośnie, to pewnie macie rację no i coraz bardziej przekonuję się do porodu z Marcinem
niki napisał/a:
facet nie byl w stanie kochac sie po porodzie z zona, gdy byl przy tym porodzie, bo sie brzydzil po widoku lozyska, krwi itp no i sie rozstali
oj, to dla mnie b. dziwne to chyba nie czuł tak naprawdę miłości do żony, skoro tak się zniechęcił do niej widokiem krwi
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum